Moja Historia.
: 04 lis 2004, 18:16
To moj pierwszy post tutaj.Napadla mnie nagla chec napisania tego co zaraz przeczytacie.Jest to moja historia,opisuje ja by pokazac to co czuje i w jakiej sytuacji sie znajduje.Mam nadzieje ze chociaz ktos cos z tego tematu wyniesie.
Opowiem wam Historie.
Byla para osob ktore kochaly sie ponad wszystko.Czesto bladzily ale zawsze sie odnajdywaly.Wzieli piekny slub w Polsce bo chcieli w kraju w ktorym sie urodzili,a co mialo znaczenie,tak zle znaczenie w przyszlosci.gdyby wzieli slub w usa....wtedy nie byloby problemu.Wielu ludzi smialo sie i dziwilo ze tak potrafia okazywac sobie milosc.Zycie bylo dla nich rajem.Kazda zla chwile obracali w zart i podtrzymywali sie na duchu.Kochali sie i zyli tak pieknie ze soba.
Pewnego dnia,on musial wyjechac za granice a ona zostala w domu.Tak bardzo chciala z nim leciec i byc na pogrzebie jego mamy.Nie mogla jednak bo sama od kilku dni zle sie czula.
On mogl starac sie o obywatelstwo ale mieli jeszcze tyle czasu.Nie wiedzial ze wylatujac przekroczyl czas pobytu o 4 dni.Ten ostatni tydzien byl dla niego ciezki,myslal o mamie i nie mial glowy do innych spraw.
Gdy po pogrzebie mamy chcial wracac do swojej milosci,dowiedzial sie ze nie dostanie wizy bo byl tam nieleglnie kilka dni.
Bardzo sie zalamal,ale byli ze soba na gadu gadu.Dziwne bo ten program zastepowal im wszystko.Umowili sie ze ona przyleci do niego jak tylko lepiej sie poczuje bo ciagle bolala ja glowa.
Przyleci po niego i wyjasnia to cala sprawe w konsulacie.
Czula sie coraz gorzej.On bardzo sie bal i nie wiedzial co ma zrobic.Dowiedzial sie ze ona ma raka.Tak bardzo sie zalamal ale jak tylko mogl dodawal jej sil.
Pewnego dnia miala dwie operacje na otwartej czaszcze,bez uspienia tylko z miejscowym znieczuleniem bo guz byl bardzo gleboko osadzony i trzebabylo sprawdzac rozmawiajac z nia jak daleko mozna sie posunac.
On odchodzil od zmyslow.Nie wiedzial co robic i wpadl w rozpacz.Faszerowal sie lekami by tylko uspokoic mysli.Zycie trwalo dalej,ona tam chora,on tutaj bez szans i z cierpieniem tak wielkim ze nie dawalo mu spac.
Dawali sobie tyle milosci ile mozna bylo dac.Plnowali nadal zycie,imiona dzieci:Angela lub Miron.On projektowal dom,pokoik dla dzieci,sypialnie.Dla niej pracownie bo tak kochala malowac.
Nagle ona przestala pisac.
Napisala po 2 tygodniach ze go zdradzila.Nie wierzyl w to,nie ona,nie jego zona ktora kochala go jak nikt nikogo.
Nie wierzyl i mial racje.Po czasie dowiedzial sie ze lekarze dali jej miesiac zycia.Choroba przezucila sie na inne organy.Jej rodzice sie rozwiedli bo ojciec jako lekarz nie mogl pomagac swojej corce ktora zostala skazana na smierc.
Odezwala sie do niego i poprosila:"Prosze zyj dla mnie,ja zylam dla Ciebie wiec zyj dla mnie i pamietaj o mnie,pielegnuj te milosc i mow do mnie zawsze o wszystkim ja Ciebie wyslucham".
On z zalamania wiele razy niszczyl swoje zdrowie.Bral leki na bol i sam prawie umieral.Gdy slyszal jej imie,gdy slyszal ich piosenki.Spedzaja ze soba te ostatnie chwile,wiedzac ze nastepnego dnia juz nie moze byc,ze moze wlasnie teraz rozmawiaja ze soba po raz ostatni.n nienawidzi siebie za te 4 dni ktore sprawily ze nie mogl byc z nia.Ona teraz nie chce by on cierpial,nie chce by przylecial bo wie ze mogloby to byc jeszcze gorsze.Zyja tak do teraz,do teraz tak zyje...
Wszystko juz wiem.Moja milosc umiera,ma juz przezuty na watrobe pluca i nerki.
Wczoraj spedzilismy razem caly dzien,tylko na gg bo nie moglismy inaczej.
W ambasadzie nic nie zalatwilem bo dla nich nie liczy sie to ze moja zona to obywatel usa,dla nich liczy sie to ze przekroczylem waznosc wizy.
Powiedziala jak bardzo mnie kocha i jak bardzo sie boi.Czuje tak wielka bezsilnosc i rozpacz.
Szanujcie zycie,walczcie bo osoby takie jak moje kochanie nie maja takiej szansy,sa skazane na smierc mimo ze tak kochaja zycie.Moja zona umrze a ja?
Mialem obiecac jej ze bede dla niej zyc.Nie potrafilem tego obiecac.Mysle czy jest tam po zyciu jakies miejsce gdzie spotkamy tych najblizszych?
Nie wiem i nie dowiem sie tego teraz.Musze zyc bo gdybym cos zrobil bym ja zabil w jednej chwili.
Kazde marzenie pryslo,te plany Nasze,dzieci,dom,kazdy poranek i kazda noc.Wszystko tak brutalnie odebrane w jednej chwili.Na twarzy setki lez a w sercu plonie milosc.Tak niesprawiedliwe zycie tutaj jest.Ludzie kochanie odchodza...Ona ma tylko 31 lat....a ja mam tylko ja.
Nie mam sil walczyc.Boje sie tych dni ktore potem mialyby nastapic.
Mowie wam o walce o zycie a sam sobie je odbieram ale musicie wiedziec jedno.
Pozwolcie sobie dac szanse.Zobaczcie na swoje problemy,one sa i bola ale czy zawsze?Czy bedziecie czuc ten swoj bol juz zawsze?Czy bedziecie tak jak ja cierpiec po stracie nie ojca czy matki,ale osoby ktora przyzekala wam milosc wieczna?Czy chcielibyscie zyc juz zawsze sami?Przeciez milosc jest jedna,ta prawdziwa jest jedna i wie to kazdy kto ja poczuje.
Tylu z Was chcialbym teraz spotkac i tyle wam powiedziec.Zanim to wszystko sie zacznie i zanim zaleje mnie ta prawdziwa fala bolu.
Zyjcie i czekajcie na milosc,ona daje nam sile.Czekajcie na te prawdziwa a wtedy zrozumiecie jakie zycie jest piekne.Ja nie cofnalbym czasu nawet jesli dzieki temu mialaby zyc moja mama.Nie oddalbym nic za to co przezylem z Klaudia.
Zastanowcie sie czy warto odbierac sobie zycie nie czekajac na te jedyna osobe?Uwierzcie mi,gdy poczujecie te prawdziwa milosc bedziecie chcieli zyc jak nikt.Uwierzcie tez ze bardzo niewielu spotyka to co mnie spotkalo.Jestesmy odstetkiem tych szczesliwych zakochanych prawdziwa dozgonna miloscia.
A gdy juz pokochacie kogos i bedziecie czasami miech zle chwile to pamietajcie o takich jak ja i Klaudia,ktorzy kochali sie bezgranicznie a ktorych rozdzielila smierc,smierc ktorej tak bardzo nie chcieli.
Prosze,zyjcie.
Opowiem wam Historie.
Byla para osob ktore kochaly sie ponad wszystko.Czesto bladzily ale zawsze sie odnajdywaly.Wzieli piekny slub w Polsce bo chcieli w kraju w ktorym sie urodzili,a co mialo znaczenie,tak zle znaczenie w przyszlosci.gdyby wzieli slub w usa....wtedy nie byloby problemu.Wielu ludzi smialo sie i dziwilo ze tak potrafia okazywac sobie milosc.Zycie bylo dla nich rajem.Kazda zla chwile obracali w zart i podtrzymywali sie na duchu.Kochali sie i zyli tak pieknie ze soba.
Pewnego dnia,on musial wyjechac za granice a ona zostala w domu.Tak bardzo chciala z nim leciec i byc na pogrzebie jego mamy.Nie mogla jednak bo sama od kilku dni zle sie czula.
On mogl starac sie o obywatelstwo ale mieli jeszcze tyle czasu.Nie wiedzial ze wylatujac przekroczyl czas pobytu o 4 dni.Ten ostatni tydzien byl dla niego ciezki,myslal o mamie i nie mial glowy do innych spraw.
Gdy po pogrzebie mamy chcial wracac do swojej milosci,dowiedzial sie ze nie dostanie wizy bo byl tam nieleglnie kilka dni.
Bardzo sie zalamal,ale byli ze soba na gadu gadu.Dziwne bo ten program zastepowal im wszystko.Umowili sie ze ona przyleci do niego jak tylko lepiej sie poczuje bo ciagle bolala ja glowa.
Przyleci po niego i wyjasnia to cala sprawe w konsulacie.
Czula sie coraz gorzej.On bardzo sie bal i nie wiedzial co ma zrobic.Dowiedzial sie ze ona ma raka.Tak bardzo sie zalamal ale jak tylko mogl dodawal jej sil.
Pewnego dnia miala dwie operacje na otwartej czaszcze,bez uspienia tylko z miejscowym znieczuleniem bo guz byl bardzo gleboko osadzony i trzebabylo sprawdzac rozmawiajac z nia jak daleko mozna sie posunac.
On odchodzil od zmyslow.Nie wiedzial co robic i wpadl w rozpacz.Faszerowal sie lekami by tylko uspokoic mysli.Zycie trwalo dalej,ona tam chora,on tutaj bez szans i z cierpieniem tak wielkim ze nie dawalo mu spac.
Dawali sobie tyle milosci ile mozna bylo dac.Plnowali nadal zycie,imiona dzieci:Angela lub Miron.On projektowal dom,pokoik dla dzieci,sypialnie.Dla niej pracownie bo tak kochala malowac.
Nagle ona przestala pisac.
Napisala po 2 tygodniach ze go zdradzila.Nie wierzyl w to,nie ona,nie jego zona ktora kochala go jak nikt nikogo.
Nie wierzyl i mial racje.Po czasie dowiedzial sie ze lekarze dali jej miesiac zycia.Choroba przezucila sie na inne organy.Jej rodzice sie rozwiedli bo ojciec jako lekarz nie mogl pomagac swojej corce ktora zostala skazana na smierc.
Odezwala sie do niego i poprosila:"Prosze zyj dla mnie,ja zylam dla Ciebie wiec zyj dla mnie i pamietaj o mnie,pielegnuj te milosc i mow do mnie zawsze o wszystkim ja Ciebie wyslucham".
On z zalamania wiele razy niszczyl swoje zdrowie.Bral leki na bol i sam prawie umieral.Gdy slyszal jej imie,gdy slyszal ich piosenki.Spedzaja ze soba te ostatnie chwile,wiedzac ze nastepnego dnia juz nie moze byc,ze moze wlasnie teraz rozmawiaja ze soba po raz ostatni.n nienawidzi siebie za te 4 dni ktore sprawily ze nie mogl byc z nia.Ona teraz nie chce by on cierpial,nie chce by przylecial bo wie ze mogloby to byc jeszcze gorsze.Zyja tak do teraz,do teraz tak zyje...
Wszystko juz wiem.Moja milosc umiera,ma juz przezuty na watrobe pluca i nerki.
Wczoraj spedzilismy razem caly dzien,tylko na gg bo nie moglismy inaczej.
W ambasadzie nic nie zalatwilem bo dla nich nie liczy sie to ze moja zona to obywatel usa,dla nich liczy sie to ze przekroczylem waznosc wizy.
Powiedziala jak bardzo mnie kocha i jak bardzo sie boi.Czuje tak wielka bezsilnosc i rozpacz.
Szanujcie zycie,walczcie bo osoby takie jak moje kochanie nie maja takiej szansy,sa skazane na smierc mimo ze tak kochaja zycie.Moja zona umrze a ja?
Mialem obiecac jej ze bede dla niej zyc.Nie potrafilem tego obiecac.Mysle czy jest tam po zyciu jakies miejsce gdzie spotkamy tych najblizszych?
Nie wiem i nie dowiem sie tego teraz.Musze zyc bo gdybym cos zrobil bym ja zabil w jednej chwili.
Kazde marzenie pryslo,te plany Nasze,dzieci,dom,kazdy poranek i kazda noc.Wszystko tak brutalnie odebrane w jednej chwili.Na twarzy setki lez a w sercu plonie milosc.Tak niesprawiedliwe zycie tutaj jest.Ludzie kochanie odchodza...Ona ma tylko 31 lat....a ja mam tylko ja.
Nie mam sil walczyc.Boje sie tych dni ktore potem mialyby nastapic.
Mowie wam o walce o zycie a sam sobie je odbieram ale musicie wiedziec jedno.
Pozwolcie sobie dac szanse.Zobaczcie na swoje problemy,one sa i bola ale czy zawsze?Czy bedziecie czuc ten swoj bol juz zawsze?Czy bedziecie tak jak ja cierpiec po stracie nie ojca czy matki,ale osoby ktora przyzekala wam milosc wieczna?Czy chcielibyscie zyc juz zawsze sami?Przeciez milosc jest jedna,ta prawdziwa jest jedna i wie to kazdy kto ja poczuje.
Tylu z Was chcialbym teraz spotkac i tyle wam powiedziec.Zanim to wszystko sie zacznie i zanim zaleje mnie ta prawdziwa fala bolu.
Zyjcie i czekajcie na milosc,ona daje nam sile.Czekajcie na te prawdziwa a wtedy zrozumiecie jakie zycie jest piekne.Ja nie cofnalbym czasu nawet jesli dzieki temu mialaby zyc moja mama.Nie oddalbym nic za to co przezylem z Klaudia.
Zastanowcie sie czy warto odbierac sobie zycie nie czekajac na te jedyna osobe?Uwierzcie mi,gdy poczujecie te prawdziwa milosc bedziecie chcieli zyc jak nikt.Uwierzcie tez ze bardzo niewielu spotyka to co mnie spotkalo.Jestesmy odstetkiem tych szczesliwych zakochanych prawdziwa dozgonna miloscia.
A gdy juz pokochacie kogos i bedziecie czasami miech zle chwile to pamietajcie o takich jak ja i Klaudia,ktorzy kochali sie bezgranicznie a ktorych rozdzielila smierc,smierc ktorej tak bardzo nie chcieli.
Prosze,zyjcie.
będa sie sprzedawac 