Skomplikowana sytuacja uczuciowa koleżanki
: 08 wrz 2009, 22:11
Jako, że sama nie wiem, co doradzić koleżance postanowiłam skorzystać z Waszej pomocy. Ona jest strasznie zagubiona, opowiem pokrótce, może potrzebuje bardziej obiektywnego spojrzenia, bo ja ją znam i trochę inaczej na to wszystko patrzę. Uprzedzam, że będzie trochę czytania, a jeszcze więcej dziur logicznych i niejasności.
Ona: przez ostatni rok spotykała się z facetem dla seksu, zero uczuć, emocji, wygodny układ dla orgazmu, nie chciała się wiązać, bo mocno przeżyła rozstanie z byłym facetem, taka niby świadoma rezygnacja z miłości, wiadomo o co chodzi.
On: młodszy o rok, spotykał się od kilku miesięcy z mężatką, która uwiodła go na imprezie integracyjnej z pracy, też układ dla seksu, bez przyszłości, dla zabicia czasu, wygody, ale nie wiadomo dokładnie (ja znam tylko jej wersje wydarzeń, a on powiedział jej o tym, ale dość ogólnikowo), możliwe, że trochę też odreagowanie rozpadu 3letniego pierwszego poważnego związku.
Poznali się przez znajomych na imprezie. On wpadł jej w oko od razu, bo jest szalenie atrakcyjny, ale stwierdziła, że nic nie zrobi, bo po co jej kolejny kochanek, bez sensu. Zresztą wydawał się bardzo zdystansowany, chłodny i oceniła go, jako faceta z zasadami. Podobno było kilka sytuacji, w których widać było, że dziewczyny na imprezie się do niego mizdrzą, ale on nie reagował na tego typu zachowania i bawił się w gronie znajomych, widać było, że nie szuka jednonocnych wrażeń. Tydzień później kolejna impreza w tym samym gronie. Mają jakiś tam kontakt wzrokowy, nic specjalnego, nie rozmawiają ze sobą, nie było okazji . Pod koniec imprezy tańczą ze sobą kilka razy, przy wyjściu on pyta, czy nie chciałaby się z nim spotkać. Powiedziała, że sama nic by nie zaproponowała, nie zwracała też na niego jakiejś większej uwagi, ale na propozycję, rzuconą ponoć ot tak sobie się zgodziła. Czemu? Bo był szalenie atrakcyjny. Pierwsze spotkanie trwa 10h, podczas których tylko rozmawiają. Ona jest zaskoczona, bo dawno już tak długo i w taki sposób nie rozmawiała z żadnym facetem, a co dopiero na pierwszej randce. Ale jest równie zaskoczona tym, że na koniec żegna się z nią, podaje rękę i tyle, nie próbuje całować, nic takiego. Umawiają się na kolejne spotkanie, scenariusz się powtarza, rozmowa do rana, odwozi ją do domu i proponuje wyjazd na weekend. Ona w między czasie kończy relacje ze swoim kochankiem, bo zaczyna się pierwsza faza zagubienia, że on jej miesza w głowie, że sama nie wie czego chce, czy to co miała to było dla niej najlepsze itp. itd. Na wyjazd rzecz jasna się zgadza. Przed weekendem spotykają się jeszcze raz z większym gronie, rozmawiają, on jej mówi, że chce, żeby wiedziała, że jest w stosunku do niej fair i ma czystą kartę – nie potrafiła znaleźć kontekstu do takiego podsumowania.
Jadą na ten weekend. Po przyjeździe na miejsce zaczynają rozmawiać, on przyznaje się do kilkumiesięcznego romansu z mężatką, z którą podobno zakończył relację dzień przed ich wyjazdem, niby z jej powodu, dla niej. Oczekuje, że ona mu zaufa, mówi, że dawno nie spotkał osoby, z którą by się tak dobrze czuł, otwierał po tak krótkim czasie. Ona słucha. Myśli o tym, że jeszcze wczoraj spał z inną i nie wie co robić, bo ma ochotę na seks z nim, ale nie chce tego zepsuć. Tłumaczyła mi, że po tym roku, seks nie robi na niej wrażenia, stał się takim samym elementem budującej się relacji jak inne aspekty. Niby się trochę stresuje, za to on wyraźnie mówi, że nie chce czegoś zepsuć, że się trochę obawia, że może nie powinni, ona nalega na seks. Lądują w łożku, mówiła, że dawno się tak nie stresowała jak wtedy. On w trakcie mówi, że nic z tego nie będzie, że nie jest w stanie, nie wiem czy mu nie stanął, czy to było tylko takie emocjonalne wycofanie się, nie jestem pewna, bo opowieść była chaotyczna. Ona go uspokaja, mówi, że nic się nie stało, że chce zasnąć koło niego. Rano sytuacja się powtarza, znów coś zaczynają a on mówi jej, że nie może, że nie wie dlaczego, że siebie nie poznaję. Nie chce, żeby obwiniała siebie, zapewnia ją, że jest dla niego atrakcyjna i go pociąga. Potem spędzają znów dzień na rozmowach.
I teraz zakończenie, ona nie wie co myśleć o tych łóżkowych sytuacjach, jest przyzwyczajona do tego, że była usatysfakcjonowana z seksu, z tamtym kochankiem, to dla niej ważny aspekt. Z drugiej strony mówi, że dawno nie czuła chęci okazywania komuś czułości, przytulenia się, złapania za rękę – przy nim podobno łapię się na tym, że tak myśli. Mówi, że dawno już nie czuła się przy kimś tak, jak przy nim. On podobno chce spróbować, choć boi się, że taki trudny początek może rzutować na to, jak wszystko się między nimi potoczy.
Pytanie, czy faktycznie można przesądzać już o tym, że im się w łóżku nie ułoży?
Czy powinna się angażować, skoro może nic z tego nie wyjść?
Jakie mogły być powody tego, że on nie był w stanie się z nią kochać?
Ja chciałabym, żeby ona była szczęśliwa. Cieszę się, że coś poczuła, że nie upiera się już przy tym, że sobie nigdy życia uczuciowego nie ułoży. Ale co mam poradzić - nie wiem. Czy ma robić to, co jej podpowiadają uczucia? A co jak on nie zakończył tego romansu? Jak kolejny raz jak pójdą do łóżka też się okaże niewypałem, a ona będzie jeszcze bardziej zauroczona po kolejnych spotkaniach? Czy do tego niewypału sama doprowadziła, przecież on nie chciał, żeby się kochali?
Czy ma sobie odpuścić? Przecież miała kochanka, tego chciała. Może są niedopasowani fizycznie, może się nie zgrają w łóżku, może jej nie będzie zaspokajał tak jak tamten. Ale czy warto tracić szansę na coś wyjątkowego?
Jakie jest Wasze zdanie? Ona marudzi tylko, że odkąd wrócili z weekendu skacze na każdy dźwięk nadchodzącego smsa, że myśli cały czas o nim. Wnioskuje, że właściwie już się zaangażowała, więc nie wiem czy jakakolwiek porada coś da, czy ona chce tylko usłyszeć ode mnie, że dobrze robi.
Ona: przez ostatni rok spotykała się z facetem dla seksu, zero uczuć, emocji, wygodny układ dla orgazmu, nie chciała się wiązać, bo mocno przeżyła rozstanie z byłym facetem, taka niby świadoma rezygnacja z miłości, wiadomo o co chodzi.
On: młodszy o rok, spotykał się od kilku miesięcy z mężatką, która uwiodła go na imprezie integracyjnej z pracy, też układ dla seksu, bez przyszłości, dla zabicia czasu, wygody, ale nie wiadomo dokładnie (ja znam tylko jej wersje wydarzeń, a on powiedział jej o tym, ale dość ogólnikowo), możliwe, że trochę też odreagowanie rozpadu 3letniego pierwszego poważnego związku.
Poznali się przez znajomych na imprezie. On wpadł jej w oko od razu, bo jest szalenie atrakcyjny, ale stwierdziła, że nic nie zrobi, bo po co jej kolejny kochanek, bez sensu. Zresztą wydawał się bardzo zdystansowany, chłodny i oceniła go, jako faceta z zasadami. Podobno było kilka sytuacji, w których widać było, że dziewczyny na imprezie się do niego mizdrzą, ale on nie reagował na tego typu zachowania i bawił się w gronie znajomych, widać było, że nie szuka jednonocnych wrażeń. Tydzień później kolejna impreza w tym samym gronie. Mają jakiś tam kontakt wzrokowy, nic specjalnego, nie rozmawiają ze sobą, nie było okazji . Pod koniec imprezy tańczą ze sobą kilka razy, przy wyjściu on pyta, czy nie chciałaby się z nim spotkać. Powiedziała, że sama nic by nie zaproponowała, nie zwracała też na niego jakiejś większej uwagi, ale na propozycję, rzuconą ponoć ot tak sobie się zgodziła. Czemu? Bo był szalenie atrakcyjny. Pierwsze spotkanie trwa 10h, podczas których tylko rozmawiają. Ona jest zaskoczona, bo dawno już tak długo i w taki sposób nie rozmawiała z żadnym facetem, a co dopiero na pierwszej randce. Ale jest równie zaskoczona tym, że na koniec żegna się z nią, podaje rękę i tyle, nie próbuje całować, nic takiego. Umawiają się na kolejne spotkanie, scenariusz się powtarza, rozmowa do rana, odwozi ją do domu i proponuje wyjazd na weekend. Ona w między czasie kończy relacje ze swoim kochankiem, bo zaczyna się pierwsza faza zagubienia, że on jej miesza w głowie, że sama nie wie czego chce, czy to co miała to było dla niej najlepsze itp. itd. Na wyjazd rzecz jasna się zgadza. Przed weekendem spotykają się jeszcze raz z większym gronie, rozmawiają, on jej mówi, że chce, żeby wiedziała, że jest w stosunku do niej fair i ma czystą kartę – nie potrafiła znaleźć kontekstu do takiego podsumowania.
Jadą na ten weekend. Po przyjeździe na miejsce zaczynają rozmawiać, on przyznaje się do kilkumiesięcznego romansu z mężatką, z którą podobno zakończył relację dzień przed ich wyjazdem, niby z jej powodu, dla niej. Oczekuje, że ona mu zaufa, mówi, że dawno nie spotkał osoby, z którą by się tak dobrze czuł, otwierał po tak krótkim czasie. Ona słucha. Myśli o tym, że jeszcze wczoraj spał z inną i nie wie co robić, bo ma ochotę na seks z nim, ale nie chce tego zepsuć. Tłumaczyła mi, że po tym roku, seks nie robi na niej wrażenia, stał się takim samym elementem budującej się relacji jak inne aspekty. Niby się trochę stresuje, za to on wyraźnie mówi, że nie chce czegoś zepsuć, że się trochę obawia, że może nie powinni, ona nalega na seks. Lądują w łożku, mówiła, że dawno się tak nie stresowała jak wtedy. On w trakcie mówi, że nic z tego nie będzie, że nie jest w stanie, nie wiem czy mu nie stanął, czy to było tylko takie emocjonalne wycofanie się, nie jestem pewna, bo opowieść była chaotyczna. Ona go uspokaja, mówi, że nic się nie stało, że chce zasnąć koło niego. Rano sytuacja się powtarza, znów coś zaczynają a on mówi jej, że nie może, że nie wie dlaczego, że siebie nie poznaję. Nie chce, żeby obwiniała siebie, zapewnia ją, że jest dla niego atrakcyjna i go pociąga. Potem spędzają znów dzień na rozmowach.
I teraz zakończenie, ona nie wie co myśleć o tych łóżkowych sytuacjach, jest przyzwyczajona do tego, że była usatysfakcjonowana z seksu, z tamtym kochankiem, to dla niej ważny aspekt. Z drugiej strony mówi, że dawno nie czuła chęci okazywania komuś czułości, przytulenia się, złapania za rękę – przy nim podobno łapię się na tym, że tak myśli. Mówi, że dawno już nie czuła się przy kimś tak, jak przy nim. On podobno chce spróbować, choć boi się, że taki trudny początek może rzutować na to, jak wszystko się między nimi potoczy.
Pytanie, czy faktycznie można przesądzać już o tym, że im się w łóżku nie ułoży?
Czy powinna się angażować, skoro może nic z tego nie wyjść?
Jakie mogły być powody tego, że on nie był w stanie się z nią kochać?
Ja chciałabym, żeby ona była szczęśliwa. Cieszę się, że coś poczuła, że nie upiera się już przy tym, że sobie nigdy życia uczuciowego nie ułoży. Ale co mam poradzić - nie wiem. Czy ma robić to, co jej podpowiadają uczucia? A co jak on nie zakończył tego romansu? Jak kolejny raz jak pójdą do łóżka też się okaże niewypałem, a ona będzie jeszcze bardziej zauroczona po kolejnych spotkaniach? Czy do tego niewypału sama doprowadziła, przecież on nie chciał, żeby się kochali?
Czy ma sobie odpuścić? Przecież miała kochanka, tego chciała. Może są niedopasowani fizycznie, może się nie zgrają w łóżku, może jej nie będzie zaspokajał tak jak tamten. Ale czy warto tracić szansę na coś wyjątkowego?
Jakie jest Wasze zdanie? Ona marudzi tylko, że odkąd wrócili z weekendu skacze na każdy dźwięk nadchodzącego smsa, że myśli cały czas o nim. Wnioskuje, że właściwie już się zaangażowała, więc nie wiem czy jakakolwiek porada coś da, czy ona chce tylko usłyszeć ode mnie, że dobrze robi.


Nie czas.
a może facet jest gejem? to nie reagowanie na mizdżące się panienki
a tak na serio - facet to nie maszyna. ot nie stanęło mu. to może być wina jego zdrowia np. I nie musi być na stałe impotentem. zalecana jest cierpliwość. żadne rozmowy, żadne głaskanie. jak będzie źle to facet sam pójdzie do lekarza. albo wszystko wróci do normy.
do czego to doszło żebym JA tłumaczył przystojnego faceta przed kobietami
niech ona nie tłumaczy sobie tego że on jej nie pragnie
