Kiedys sam chcialem slubu, moze to z milosc, ale to bylo dawno.
Raz spotkalem tez super dziewczyne, z ktora nie bal bym sie slubu, wydawalo sie, ze bylem gotowy... ale coz, wyszlo jak wyszlo
Teraz? eee... im jestem starszy tym bardziej wydaje mi sie, ze nie ma bata - zadnych ozenek
![:] :]](./images/smilies/krzywy.gif)
ale pewnie dlatego, ze nie znalazlem poki co odpowiedniej dziewczyny i jakos nie zanosi sie na blask slonca wsrod gestych chmur
Druga sprawa to chyba to, ze polubialem balowac i to coraz rozmaiciej. Patrzac na niektorych kumpli w zwiazku, zastanawiam sie dlaczego te baby nie pozwalaja im sie bawic z kumplami tak jakby chcieli. Wlasnie to mnie odstrasza od slubu... ale to juz trzeba sobie dziewczyne/zonke wychowac i dac jej powody do zaufania.
Patrzac wstecz widze, ze zamiast dorastac w tej materii jest odwrotnie-proporcjonalnie do tego co bylo
Swoja droga, ostatnio moi znajomi wlasnie jakos tak (mam nadzieje) "nie do konca" sie rozeszli po ladnych paru latach bycia razem. Sytuacja bardzo podobna do wspomnianej w topicu - kolezanka nalegala na slub, koledze sie nie spieszylo, choc mieli (wg mnie) realne mozliwosci zamieszkac razem (nawet na probe). Co najsmutniejsze dlugo ze soba byli, PO zareczynach. Ale jestem dobrej mysli, ze wroca do siebie i bedzie weselicho
@autorko czas pokaze, troche dziwne, ze on nawet nie chce zamieszkac razem na jakis "probny" czas. Ale jesli sie czegos naprawde chce trzeba byc dobrej mysli i wierzyc w sukces
