Akceptacja ?
: 12 lut 2008, 15:13
Witam!
Troche nie wiem od czego zacząć pisanie ale trapi mnie jeden problem i pomyślalme ze dobzre by było by ktoś spojrzał na cała sytuację z troche innej perspektywy...
Do rzeczy...
Problem dotyczy nas czyli mnie i mojej dziewczyny. Nie było by generlanie problemu - dobrze nam razem i raczej będziemy coś planowac przyszłośc razem. Mnie jednak czasem męczą myśli ze chyba jednak nie pasujemy do siebie - a jej dośc ekscentryczne pomysły chyba troche mnie od niej odsuwają...
Teraz sam nie wiem, czy zbyt sobie wyidealizowałem wszystko czy po prostu mam jakieś wewnetrze pragnienie bycia z osobą spokojną, wrazliwą i przeciętną, która gdzieś tam realizuje swoje pasje i stara się cieszyć życiem...
Jest to chyba zupełne przeciwieństwo charakteru Gosi - czasu do czasu wpada na genialny pomysł przefarbowania włosów na zielony (albo wrecz sciecia ich do niemal zera ) lub nowego tatuażu, na pół pleców...
Zawsze chciałem zeby kobieta była dla mnie jakąś motywacją do teog by siedzieć po nocach nad projektami, i nigdy nie oczekiwałem że moja wybranka będzie robiła podobnie, jednak nie mogę znieść narzekania : chciałabym to i to a nie mam. Ile razy jej uświadamiam że tak naprawdę kazdy jest kowalem swojego losu i to od niej zależy czy nauczy sie tego czy tego czy bedzie ją stać na to lub tamto gdy pójdzie do pracy. Przyznaje mi racje i obiecuje ze się weźmie za siebie po czym jednak nic się nie zmienia...
Nie będę przeciez stał nad nią i wręcz zmuszał jej zeby zrobiła co kolwiek - bo to bez sensu - a poza tym - mam i tak już mało czasu na realizację własnych planów żeby jeszce kogoś ciągnąć za rączkę....
Pisze o tym, bo troche sie boję ze to w jaki sposób traktuje mniej istotne sprawy, zbyt uwidacznia jej lenistwo i będzie tak samo podchodzić do rzeczy poważniejszych (o ew. wychowywaniu dzieci boję sie nawet pomyslec) ...
Sam nie wiem, czy ja przsesadzam, czy może po prostu nie po drodze nam razem - bo co raz częściej odnosze takie wrażenie...
Troche nie wiem od czego zacząć pisanie ale trapi mnie jeden problem i pomyślalme ze dobzre by było by ktoś spojrzał na cała sytuację z troche innej perspektywy...
Do rzeczy...
Problem dotyczy nas czyli mnie i mojej dziewczyny. Nie było by generlanie problemu - dobrze nam razem i raczej będziemy coś planowac przyszłośc razem. Mnie jednak czasem męczą myśli ze chyba jednak nie pasujemy do siebie - a jej dośc ekscentryczne pomysły chyba troche mnie od niej odsuwają...
Teraz sam nie wiem, czy zbyt sobie wyidealizowałem wszystko czy po prostu mam jakieś wewnetrze pragnienie bycia z osobą spokojną, wrazliwą i przeciętną, która gdzieś tam realizuje swoje pasje i stara się cieszyć życiem...
Jest to chyba zupełne przeciwieństwo charakteru Gosi - czasu do czasu wpada na genialny pomysł przefarbowania włosów na zielony (albo wrecz sciecia ich do niemal zera ) lub nowego tatuażu, na pół pleców...
Zawsze chciałem zeby kobieta była dla mnie jakąś motywacją do teog by siedzieć po nocach nad projektami, i nigdy nie oczekiwałem że moja wybranka będzie robiła podobnie, jednak nie mogę znieść narzekania : chciałabym to i to a nie mam. Ile razy jej uświadamiam że tak naprawdę kazdy jest kowalem swojego losu i to od niej zależy czy nauczy sie tego czy tego czy bedzie ją stać na to lub tamto gdy pójdzie do pracy. Przyznaje mi racje i obiecuje ze się weźmie za siebie po czym jednak nic się nie zmienia...
Nie będę przeciez stał nad nią i wręcz zmuszał jej zeby zrobiła co kolwiek - bo to bez sensu - a poza tym - mam i tak już mało czasu na realizację własnych planów żeby jeszce kogoś ciągnąć za rączkę....
Pisze o tym, bo troche sie boję ze to w jaki sposób traktuje mniej istotne sprawy, zbyt uwidacznia jej lenistwo i będzie tak samo podchodzić do rzeczy poważniejszych (o ew. wychowywaniu dzieci boję sie nawet pomyslec) ...
Sam nie wiem, czy ja przsesadzam, czy może po prostu nie po drodze nam razem - bo co raz częściej odnosze takie wrażenie...

<mentira;PP>
W sprzęgiełko, pedał gazu i kierownicę nie ingeruj...