Małomówność i niesmiałość...
: 10 cze 2007, 02:37
Witajcie. Od jakiegoś miesiąca czytam to forum a od jakichś 2 tygodni zastanawiam się nad założeniem tematu tutaj. Miałam nie pisać ale jednak robię to bo po dzisiejszym dniu załamałam sie totalnie i straciłam wiarę w siebie. Z resztą już nie pierwszy raz w moim życiu.
Problem może wydawać się błahy ale dla mnie wydaje się nie do przeskoczenia. Chodzi o moją nieśmiałość połączoną z małomównością, które skutecznie utrudniają mi tworzenie relacji i długotrwałych więzi z chłopakami. Nigdy nie miałam jeszcze chłopaka. Kiedyś w ogóle mi to nie przeszkadzało i mówiłam sobie, że przecież jestem młoda i jeszcze sobie kogoś znajdę. Teraz jednak coraz częściej mnie to dołuje bo kiedy w końcu udaje mi się trafić na chłopaka, któremu nie tylko ja się podobam, ale i on podoba się mnie to okazuje się, że nie potrafię tego pociągnąć dalej, rozwinąć i wszystko szlag trafia. Dany chłopak jest zainteresowany na początku ale z czasem mam wrażenie, że zaczyna chyba mieć dosyć i rezygnuje. Taką sytuację miałam dwa razy w przeciągu ostatnich miesięcy a jedna jeszcze trwa albo mi się wydaje że jeszcze trwa. Ja nastawiam sie zawsze na coś wspaniałego a potem jak nie wychodzi to przeżywam to tygodniami i załamuję się jeszcze bardziej.
Potrafi być tak, że prawie nic się nie odzywam kiedy spotkam się z osobami, które dobrze znam. Gdy spotkam się z jedną koleżanką (którą dobrze znam) to mogę gadać do woli, gdy jest ta sama koleżanka i jej chłopak to jest lepiej niż na początku ale i tak gorzej niż gdy tylko z nią, a gdy dojdzie jeszcze jeden chłopak to ja praktycznie milczę. Nie mam pojęcia z czego to wynika. No bo przecież znam te osoby więc nie jest to kwestia tego, że sie wstydzę. Czasem po prostu nie mam potrzeby mówienia albo wychodzę z założenia, że skoro oni gadają to ja już nie muszę i posłucham po prostu pod warunkiem, że jeszcze mnie dostrzegają a nie prowadzą tylko dialog między sobą i zachowują się tak jakby mnie nie było. Są sytuacje, że powiedziałabym coś ale wewnętrznie coś mnie powstrzymuje. Do tego czasem rodzi mi się podświadomie pytanie "po co?, przecież jak tego nie powiem to nic sie nie stanie". Niekiedy jak już się odezwę to mi przerywają a czasem czuję się trochę zdominowana w rozmowie bo inni cięgle nawijają i narzucają dany temat a ja nie mogę dojść do słowa.Sztuka konwersacji jest dla mnie jak czarna magia.
Do tego jeszcze dochodzi to, że jestem zamknięta w sobie i nie umiem swobodnie wyrażać swoich uczuć. Np. gdy się z czegoś cieszę to bardziej tak wewnętrznie. Nie uzewnętrzniam tego za bardzo. tak samo gdy mi się coś podoba. Czasem tak myślę, że ludzie mogą przez to pomyśleć, że nie doceniam czegoś czy też że wszystko mi jest obojętne albo że się wywyższam. Gdy jestem smutna to samo wychodzi tak, że zamiast smutnej miny, na twarzy mimowolnie pojawia się uśmiech a potem w domu sama ryczę w poduszkę (wewnętrzna reakcja obronna? na zasadzie jest mi smutno ale tak naprawdę to daje radę?"). Nie umiem płakać przy innych, gdy coś mnie zdenerwuje to nie okazuję tego jakoś bardzo. Gdy z boku sie na to patrzy to wygląda to tak, jakbym była na wszystko obojętna i zawsze taka sama.
No i jeszcze moje przejmowanie się najmniejszym ruchem innych ludzi :-/ To to juz jest paranoja. Gdy tylko widzę, że ktoś kjakoś mnie olewa to jeszcze bardziej zamykam się w sobie i milknę.
Zapytałam szczerze dobrej koleżanki co ona o tym myśli. Stwierdziła, że z boku to wygląda tak jakbym cały czas była spięta i że mówię straaaasznie mało i jej to nie przeszkadza bo mnie zna i wie, że umiem też dużo gadać, ale jak ktoś mnie nie zna to będzie mu to przeszkadzać.
No i dzisiaj to już przesadziłam :-/ Pojechaliśmy ze znajomymi nad wodę: ja, chłopak, z którym próbowałam stworzyć głębszą więź/jeszcze próbuję(?), koleżanka i jej chłopak i malutka siostra koleżanki. Już wczoraj postanowiłam sobie, że tym razem się rozgadam i będzie oki ale nic z tego nie wyszło. Na początku było w miarę ale potem zamilkłam jak zaczarowana i nawet koleżanka pytała mnie co się stało bo wyglądałam na smutną/obrażoną. A taki stan krytyczny był dlatego, że ten chłopak, z którym coś probuję zaczął się zachowywać zupełnie inaczej w stosunku do mnie niż jakiś miesiąc temu. Już nie zagadywał sam, nie proponował niczego. Zamiast tego wolał gadać tylko z moimi znajomymi. Najbardziej jednak mnie wkurzało to, że żartował sobie w najlepsze z moja koleżanką. To boli. Bo pomimo tego, że ona ma chłopaka to i tak przyciąga jak magnez innych chłopaków i często jest tak, że ja pozostaję niezauważona. Całą drogę powrotną milczałam, on sam nie zagadywał. Było widać, że jest wkurzony albo raczej, że ja już nic go nie obchodzę. Jeszcze pogadałam sobie z tym chłopakiem przez gg po tej całej naszej wycieczce i dobił mnie stwierdzeniem, że "ciężko z Tobą rozmawiać. nie lubię po prostu prowadzić monologów" w odpowiedzi na to czy już nie lubi ze mną rozmawiać. I jeszcze dodał "a dzisiaj to już była przesada". Do tego był oschły i rozmawiał ze mną na zasadzie "to twój problem i sama zdecydujesz czy coś z tym zrobisz" i rozłączył się w trakcie rozmowy
Wcześniej ta moja małomówność nie stanowiła dla mnie tak wielkiego problemu ale gdy raz po raz ktoś mi zaczął o tym mówić to problem się pojawił. Gdy widzę, że dla innych moja małomówność jest problemem, dla mnie też ona się nim staje. Coraz częściej słyszę na różnych spotkaniach "Czemu nic nie mówisz?", "Mów coś, mów" itd. Do tego dla wielu osób wyglądam na spiętą choć tutaj to tylko gdy jestem z osobami nowymi.
Już nie wiem co mam robić? Jak mam wyeliminować tą małomówność? Co zrobić by się otworzyć i stać się osobą gadającą? Jutro znów planują gdzieś jechać. Nawet nie wiem czy jestem zaproszona :-/ Przecież jak tak dalej pójdzie to zostanę starą panną bo co z tego, że podobno jestem ładna i sympatyczna skoro po jakimś czasie chłopak się zniechęca. O czym można ciągle nawijać?
Proszę doradźcie mi coś bo sama już nie daje rady. Jeszcze dodam, że przez gg zdarzało mi się usłyszeć od chłopaków, że dobrze im się zemną gada a jak mówię, że na żywo jest inaczej i że nieśmiała jestem to bagatelizują to i nie chcą mi wierzyć.
Problem może wydawać się błahy ale dla mnie wydaje się nie do przeskoczenia. Chodzi o moją nieśmiałość połączoną z małomównością, które skutecznie utrudniają mi tworzenie relacji i długotrwałych więzi z chłopakami. Nigdy nie miałam jeszcze chłopaka. Kiedyś w ogóle mi to nie przeszkadzało i mówiłam sobie, że przecież jestem młoda i jeszcze sobie kogoś znajdę. Teraz jednak coraz częściej mnie to dołuje bo kiedy w końcu udaje mi się trafić na chłopaka, któremu nie tylko ja się podobam, ale i on podoba się mnie to okazuje się, że nie potrafię tego pociągnąć dalej, rozwinąć i wszystko szlag trafia. Dany chłopak jest zainteresowany na początku ale z czasem mam wrażenie, że zaczyna chyba mieć dosyć i rezygnuje. Taką sytuację miałam dwa razy w przeciągu ostatnich miesięcy a jedna jeszcze trwa albo mi się wydaje że jeszcze trwa. Ja nastawiam sie zawsze na coś wspaniałego a potem jak nie wychodzi to przeżywam to tygodniami i załamuję się jeszcze bardziej.
Potrafi być tak, że prawie nic się nie odzywam kiedy spotkam się z osobami, które dobrze znam. Gdy spotkam się z jedną koleżanką (którą dobrze znam) to mogę gadać do woli, gdy jest ta sama koleżanka i jej chłopak to jest lepiej niż na początku ale i tak gorzej niż gdy tylko z nią, a gdy dojdzie jeszcze jeden chłopak to ja praktycznie milczę. Nie mam pojęcia z czego to wynika. No bo przecież znam te osoby więc nie jest to kwestia tego, że sie wstydzę. Czasem po prostu nie mam potrzeby mówienia albo wychodzę z założenia, że skoro oni gadają to ja już nie muszę i posłucham po prostu pod warunkiem, że jeszcze mnie dostrzegają a nie prowadzą tylko dialog między sobą i zachowują się tak jakby mnie nie było. Są sytuacje, że powiedziałabym coś ale wewnętrznie coś mnie powstrzymuje. Do tego czasem rodzi mi się podświadomie pytanie "po co?, przecież jak tego nie powiem to nic sie nie stanie". Niekiedy jak już się odezwę to mi przerywają a czasem czuję się trochę zdominowana w rozmowie bo inni cięgle nawijają i narzucają dany temat a ja nie mogę dojść do słowa.Sztuka konwersacji jest dla mnie jak czarna magia.
Do tego jeszcze dochodzi to, że jestem zamknięta w sobie i nie umiem swobodnie wyrażać swoich uczuć. Np. gdy się z czegoś cieszę to bardziej tak wewnętrznie. Nie uzewnętrzniam tego za bardzo. tak samo gdy mi się coś podoba. Czasem tak myślę, że ludzie mogą przez to pomyśleć, że nie doceniam czegoś czy też że wszystko mi jest obojętne albo że się wywyższam. Gdy jestem smutna to samo wychodzi tak, że zamiast smutnej miny, na twarzy mimowolnie pojawia się uśmiech a potem w domu sama ryczę w poduszkę (wewnętrzna reakcja obronna? na zasadzie jest mi smutno ale tak naprawdę to daje radę?"). Nie umiem płakać przy innych, gdy coś mnie zdenerwuje to nie okazuję tego jakoś bardzo. Gdy z boku sie na to patrzy to wygląda to tak, jakbym była na wszystko obojętna i zawsze taka sama.
No i jeszcze moje przejmowanie się najmniejszym ruchem innych ludzi :-/ To to juz jest paranoja. Gdy tylko widzę, że ktoś kjakoś mnie olewa to jeszcze bardziej zamykam się w sobie i milknę.
Zapytałam szczerze dobrej koleżanki co ona o tym myśli. Stwierdziła, że z boku to wygląda tak jakbym cały czas była spięta i że mówię straaaasznie mało i jej to nie przeszkadza bo mnie zna i wie, że umiem też dużo gadać, ale jak ktoś mnie nie zna to będzie mu to przeszkadzać.
No i dzisiaj to już przesadziłam :-/ Pojechaliśmy ze znajomymi nad wodę: ja, chłopak, z którym próbowałam stworzyć głębszą więź/jeszcze próbuję(?), koleżanka i jej chłopak i malutka siostra koleżanki. Już wczoraj postanowiłam sobie, że tym razem się rozgadam i będzie oki ale nic z tego nie wyszło. Na początku było w miarę ale potem zamilkłam jak zaczarowana i nawet koleżanka pytała mnie co się stało bo wyglądałam na smutną/obrażoną. A taki stan krytyczny był dlatego, że ten chłopak, z którym coś probuję zaczął się zachowywać zupełnie inaczej w stosunku do mnie niż jakiś miesiąc temu. Już nie zagadywał sam, nie proponował niczego. Zamiast tego wolał gadać tylko z moimi znajomymi. Najbardziej jednak mnie wkurzało to, że żartował sobie w najlepsze z moja koleżanką. To boli. Bo pomimo tego, że ona ma chłopaka to i tak przyciąga jak magnez innych chłopaków i często jest tak, że ja pozostaję niezauważona. Całą drogę powrotną milczałam, on sam nie zagadywał. Było widać, że jest wkurzony albo raczej, że ja już nic go nie obchodzę. Jeszcze pogadałam sobie z tym chłopakiem przez gg po tej całej naszej wycieczce i dobił mnie stwierdzeniem, że "ciężko z Tobą rozmawiać. nie lubię po prostu prowadzić monologów" w odpowiedzi na to czy już nie lubi ze mną rozmawiać. I jeszcze dodał "a dzisiaj to już była przesada". Do tego był oschły i rozmawiał ze mną na zasadzie "to twój problem i sama zdecydujesz czy coś z tym zrobisz" i rozłączył się w trakcie rozmowy
Wcześniej ta moja małomówność nie stanowiła dla mnie tak wielkiego problemu ale gdy raz po raz ktoś mi zaczął o tym mówić to problem się pojawił. Gdy widzę, że dla innych moja małomówność jest problemem, dla mnie też ona się nim staje. Coraz częściej słyszę na różnych spotkaniach "Czemu nic nie mówisz?", "Mów coś, mów" itd. Do tego dla wielu osób wyglądam na spiętą choć tutaj to tylko gdy jestem z osobami nowymi.
Już nie wiem co mam robić? Jak mam wyeliminować tą małomówność? Co zrobić by się otworzyć i stać się osobą gadającą? Jutro znów planują gdzieś jechać. Nawet nie wiem czy jestem zaproszona :-/ Przecież jak tak dalej pójdzie to zostanę starą panną bo co z tego, że podobno jestem ładna i sympatyczna skoro po jakimś czasie chłopak się zniechęca. O czym można ciągle nawijać?
Proszę doradźcie mi coś bo sama już nie daje rady. Jeszcze dodam, że przez gg zdarzało mi się usłyszeć od chłopaków, że dobrze im się zemną gada a jak mówię, że na żywo jest inaczej i że nieśmiała jestem to bagatelizują to i nie chcą mi wierzyć.

To właśnie rozmowa, tak, rozmowa, tak wiele mówi o drugiej osobie. I jej sposób wypowiadania się. Autorka pisała o swej spinie w tej sytuacji i nieśmiałości, nie znaczy to przecież, że fajnej, interesującej konwersacji nie przeprowadzi, gdy stopniowo wyleczy się z w/w cech 

Po co komu taka osoba?
Otwórz się, potraktuj go jak przyjaciółkę, powiedz o swoim problemie, zapewnij, że jesteś zainteresowana. Porządny facet postara się zrozumieć i zaangażuje się w przełamywanie Twojej nieśmiałości.
Cała moja motywacja poszła gdzieś i znów pewnie będzie tylko cisza z mojej strony gdy znów spotkamy się w większym gronie a szybko takie spotkanie nie nastąpi bo on teraz jedzie w trasę na jakieś 10 dni. Z resztą może to i lepiej bo mam egzaminy w najbliższym czasie.