Samotność = ułomność??

Zagadnienia związane ze sferą uczuciową, a także z problemami dotyczącymi tematów miłosnych oraz kontaktów emocjonalnych z płcią przeciwną.

Moderator: modTeam

Awatar użytkownika
jamaicanflower
Maniak
Maniak
Posty: 567
Rejestracja: 13 paź 2004, 15:43
Skąd: Jamajka :D
Płeć:

Postautor: jamaicanflower » 17 cze 2007, 00:02

tarantula pisze:Zezowaty,niski,sepleniacy.Normalnie dzialal na mnie,ze bym go mogla brac w ciemnej ulicy, nie wiem co to bylo <hmm>

Może mózg. Mnie często takie genialne monstra kręcą. :D Na przykład Szczuka by mnie kręciła, gdybym była facetem (może to zły przykład :P).
// Life is...
zatraconyŚwiatNagichSłów,PudłoStarychMyśli,
WysypiskoLudzkichSił
iZałzawionyKrzakPytań
międzyMarzeniami,ASnem
chcęWiedziećPierwszaJakiJestŚwiatBezNocy
jakiŚwiatBezNocy
więcWyjęSzeptemDoWieczornegoMilczenia
...but a dream //
soulvibrates
Pasjonat
Pasjonat
Posty: 187
Rejestracja: 19 lis 2006, 11:05
Skąd: skatowni
Płeć:

Postautor: soulvibrates » 17 cze 2007, 00:11

c-f pisze:a może to dlatego,że ich myśli krążą obsesyjnie wokół tematu:"dlaczego jestem sam/sama?" i za bardzo chcą być z kimś?

ja juz przestalam w to wnikac poza tym naszczescie bycie z kims nie jest moim celem w zyciu
soulvibrates
Pasjonat
Pasjonat
Posty: 187
Rejestracja: 19 lis 2006, 11:05
Skąd: skatowni
Płeć:

Postautor: soulvibrates » 17 cze 2007, 00:17

tarantula pisze:Moim tez nie ale milo by bylo od czasu do czasu <diabel>

wiesz ,ze sie z Toba zgadzam ale....
nie mow tak przy niesinglach bo zaraz nas pojada,ze jak mamy takie ciagaty to mozna sobie pana z agencji przygruchac albo jakiegos kochanka raz na jakis czas... ;)
Awatar użytkownika
pani_minister
Administrator
Administrator
Posty: 2011
Rejestracja: 23 kwie 2006, 05:29
Skąd: Dublin
Płeć:

Postautor: pani_minister » 17 cze 2007, 00:35

nadia pisze:przypuszczam, że podobne kontakty z rodzicami ma wielu

A jak zakwalifikujesz tych, którzy mają inne? :>
nadia pisze:więź wypracowana i wynikającą ze stopniowego poznania się, zrozumienia, czy też przywiązania

A ja nie piszę o stopniowym poznawaniu człowieka, ja piszę o stopniowym rozwijaniu swojej własnej empatii i otwartości, samo poznanie i zrozumienie wtedy to kwestia faktycznie chwili. Przykład rodziców podałam zaś jako jeden z tych niewielu przypadków nie-związkowych, jak to sobie roboczo nazwę, kiedy ludziom niektórym chce się nad sobą w tej sferze pracować. Rodzice, brat jakiś czy siostra, partner (czasem kilku), jedna-dwie osoby wśród przyjaciół - to maksimum, na które stać większość ludzi. I to najczęściej nie na wszystkie osoby z tego spisu, lecz na dwie-trzy pozycje. I tak są wielcy, że aż na tylu osobników potrafią się otworzyć, bo niektórzy faktycznie całe życie takiej potrzeby nie odczują.
nadia
Uzależniony
Uzależniony
Posty: 419
Rejestracja: 18 lut 2007, 17:53
Skąd: ze wschodu
Płeć:

Postautor: nadia » 17 cze 2007, 08:38

pani_minister pisze:nadia napisał/a:
przypuszczam, że podobne kontakty z rodzicami ma wielu

A jak zakwalifikujesz tych, którzy mają inne?

Szczęściarze - mają fajnych rodziców :D
Ja wychodzę z założenia, że rodziców wystarczy szanować - nie ma obowiązku ich kochać :)
pani_minister pisze:nadia napisał/a:
więź wypracowana i wynikającą ze stopniowego poznania się, zrozumienia, czy też przywiązania

A ja nie piszę o stopniowym poznawaniu człowieka, ja piszę o stopniowym rozwijaniu swojej własnej empatii i otwartości, samo poznanie i zrozumienie wtedy to kwestia faktycznie chwili. Przykład rodziców podałam zaś jako jeden z tych niewielu przypadków nie-związkowych, jak to sobie roboczo nazwę, kiedy ludziom niektórym chce się nad sobą w tej sferze pracować.


? Nie rozumiem.
Awatar użytkownika
pani_minister
Administrator
Administrator
Posty: 2011
Rejestracja: 23 kwie 2006, 05:29
Skąd: Dublin
Płeć:

Postautor: pani_minister » 17 cze 2007, 11:27

nadia pisze:Ja wychodzę z założenia, że rodziców wystarczy szanować

Ja akurat w tej kwestii nie wychodzę z żadnego założenia. Ale chodzi mi głównie o to, że o ile (stosunkowo) łatwo jest porozumieć się z partnerem, którego wybieramy wśród iluś dostępnych egzemplarzy i możemy wyselekcjonować sobie okaz, z którym komunikujemy się łatwo i bez większych problemów - o tyle w przypadku rodziców mamy egzemplarz dany z góry. Z całym dobrodziejstwem inwentarza. I mimo przymusowości sytuacji niekiedy udaje się stworzyć nić porozumienia, ba - miłości. Między innymi dlatego, że powszechnie uznaną prawdą jest, iż "rodziców kochać trzeba i szanować", więc ludzie nie odpuszczają tak łatwo. Szarpią się emocjonalnie, pracują nad sobą, wybaczają czasem i starają się zrozumieć. Bo wydaje im się, że powinni. I o dziwo czasami się udaje. Nie mówię, że tak znowuż często - ale udaje się. W przypadku "obcych", spoza rodziny, presji na utrzymywanie bliskiego kontaktu nie ma, nie ma tego poczucia, że powinniśmy się starać - więc też nie staramy się zwykle. Idziemy na łatwiznę, jak trafi się ktoś fajny, to może coś z nim stworzymy, w takim czy innym układzie.

A druga część posta: praca nad związkiem to tak właściwie praca nad sobą, niekiedy zachodząca u obu (wszystkich?) stron związku, a niekiedy u jednej osoby tylko. Kiedy "pracujesz nad związkiem" tak naprawdę nie formujesz jakiejś fizycznej bryły zawieszonej w przestrzeni między partnerami, formujesz siebie. Jeśli ten proces formowania zostanie przeprowadzony zanim wejdziesz w układ z drugim człowiekiem - samo stworzenie z nim relacji będzie kwestią chwili. Oczywiście biorę poprawkę na to, że jedni budują formę skrajnie wyspecjalizowaną i szukają dla niej odpowiednika - a inni stwarzają obiekt o możliwie wysokim stopniu multikompatybilności. Zastanawia mnie, jak bardzo otwartym trzeba być, żeby w jednej chwili wejść w relację z dowolnym niemal człowiekiem, ale wychodzę z założenia, że da się. Bo - jak wyżej pisałam - według mnie nie różnimy się nadmiernie.

[ Dodano: 2007-06-17, 10:48 ]
ooo, tak mi wpadło dziś w przeglądarkę:
http://www.gl.singelringen.com/

To dopiero jest natarczywa reklama singlostwa :D I w dodatku taka, na której zarobić można :D Singles of the world - Unite!
nadia
Uzależniony
Uzależniony
Posty: 419
Rejestracja: 18 lut 2007, 17:53
Skąd: ze wschodu
Płeć:

Postautor: nadia » 17 cze 2007, 11:55

pani_minister pisze:Oczywiście biorę poprawkę na to, że jedni budują formę skrajnie wyspecjalizowaną i szukają dla niej odpowiednika - a inni stwarzają obiekt o możliwie wysokim stopniu multikompatybilności.

To już mnie przerosło. NIe rozumiem ni w ząb. <diabel> Poddaję się. Idę na rower.

pani_minister pisze:Zastanawia mnie, jak bardzo otwartym trzeba być, żeby w jednej chwili wejść w relację z dowolnym niemal człowiekiem, ale wychodzę z założenia, że da się. Bo - jak wyżej pisałam - według mnie nie różnimy się nadmiernie.

NO cóż. Jedni przechodzą od ogółu do szczegółu, a drudzy odwrotnie tzn. jeżeli jesteś w stanie kochać jednego, możesz kochać wszystkich.

Ja jestem jednak zwolenniczką specjalizacji i przechodzenia od szczegółu do ogołu. Ale może i droga multikompatybilności jest dobra ? :D

Nie wiem. Poza tym przyznam, że nie za bardzo już rozumiem o czym piszę. Więc - wychodzę outdoor.
Awatar użytkownika
pani_minister
Administrator
Administrator
Posty: 2011
Rejestracja: 23 kwie 2006, 05:29
Skąd: Dublin
Płeć:

Postautor: pani_minister » 17 cze 2007, 12:44

nadia pisze:NIe rozumiem

Przepraszam <wstydnis>
Czyli: jedni pracując nad swą osobowością wyznaczą sobie - i potencjalnemu partnerowi - sztywne granice. Lista przymiotów do odhaczenia na liście warunków sine qua non będzie długa i wyspecjalizowana. Taki perfekcjonizm, najpierw w stosunku do siebie, potem do drugiej połówki, wysoce skomplikowany klucz Gerdy pasujący jedynie do idealnie kompatybilnie skonstruowanego zamka.

Inni budują z siebie wytrych. Im bardziej skomplikowany - tym więcej zamków otworzy.

A najczęściej ludzie są jak stare zamki Yale - spora część kluczy pasuje do więcej niż jednego mechanizmu, a co za tym idzie drzwi daje się otworzyć niejednemu.

nadia pisze:Ale może i droga multikompatybilności jest dobra ?

Każda właściwie jest dobra. Nie uważam, że moje rojenia są jedynymi, są po prostu moje, a co za tym idzie dla mnie najlepsze :)
nadia
Uzależniony
Uzależniony
Posty: 419
Rejestracja: 18 lut 2007, 17:53
Skąd: ze wschodu
Płeć:

Postautor: nadia » 17 cze 2007, 17:12

pani_minister pisze:Inni budują z siebie wytrych. Im bardziej skomplikowany - tym więcej zamków otworzy.

Hmmm. Nie wiem czy kryterium "im więcej" jest takie pozytywne. <diabel>
Ja tam nie mam ochoty mieć za męża jakiegoś Casanowy <diabel>

Z drugiej strony, wizja samej siebie jako takowego wytrycha jest oczywiście nader ponętna .... <evilbat>

[ Dodano: 2007-06-17, 17:39 ]
pani_minister pisze:Czyli: jedni pracując nad swą osobowością wyznaczą sobie - i potencjalnemu partnerowi - sztywne granice. Lista przymiotów do odhaczenia na liście warunków sine qua non będzie długa i wyspecjalizowana. Taki perfekcjonizm, najpierw w stosunku do siebie, potem do drugiej połówki, wysoce skomplikowany klucz Gerdy pasujący jedynie do idealnie kompatybilnie skonstruowanego zamka.
pani_minister pisze:A najczęściej ludzie są jak stare zamki Yale - spora część kluczy pasuje do więcej niż jednego mechanizmu, a co za tym idzie drzwi daje się otworzyć niejednemu.

Jeszcze coś. bo chyba się jednak dalej nie rozumiemy :)....

to nawet nie chodzi o pracę w rozwoju osobowości, która czyni z nas skomplikowane zamki Gerdy. Większość ludzi jest podobna, zgadza się. Ale jest (i zawsze był) margines ludzi, którzy rzeczywiście są od urodzenia inni, wyjątkowi, rzadcy (geniusze ale i debile). Mają tę swoją odmienność daną od początku i żadna praca ani wychowanie tu wiele nie pomoże ani nie zmieni.

I takim właśnie ludziom jest po prostu trudniej "sparzyć się", dobrać sobie tego kluczyka, że tak powiem. O to mi chodziło.
Awatar użytkownika
Miltonia
Weteran
Weteran
Posty: 1359
Rejestracja: 17 paź 2004, 22:45
Skąd: Warszawa
Płeć:

Postautor: Miltonia » 18 cze 2007, 09:53

Wszyscy piszecie tu o tym samym, tylko w inny sposob. O umiejetnosci tworzenia relacji. Tym jest "otworzenie" sie na kogos, budowa zwiazku, doswiadczenia z dziecinstwa na to wplywaja itd. Juz o tym pisalam. I nie maja tu absolutnie znaczenia nasze indywidualne cechy. Kazdy te relacje buduje inaczej, do kazdego pasuje cos innego. Ale najlepsze jest to, ze udane relacje buduje sie na podobnym szkielecie. Chociaz wladczy mezczyzna bedzie poszukiwal uleglej partnerki, a silna kobieta np silnego mezczyzny. Ale juz w obrebie tego musimy umiec ta relacje zbudowac. Spotykamy roznych ludzi i ktos nam na tym wstepie powinien pasowac, wlasnie na zasadzie kodu. Czy akurat z nim ta relacje stworzymy, to juz inna sprawa.
Jak dla mnie problem pojawia sie wtedy, kiedy nie spotykamy nikogo, z ktorym probujemy, kiedy nikt sie nami nie interesuje i my nikim, kiedy w wieku dwudziestukilku lat nie mamy zadnych doswiadczen jesli chodzi o zwiazki. Tu juz bym sie powaznie martwila.
Nie chodzi w tym o to, ze kazdy moze pasowac do kazdego. Spotykam wielu mezczyzn, ktorzy teoretycznie by pasowali do mojego kodu, ale tylko niektorzy beda mieli szanse sprobowac, a tylko naprawde nieliczni byliby w stanie stworzyc ze mna zwiazek. Po prostu ten krag sie zaweza. W jaki sposob? U kazdego w inny. Natomiast ogolne mechanizmy sa podobne.
Inaczej rzecz ma sie z tzw wyjatkami. Czy to seryjny mordreca, czy naukowiec oszolom, kazdy moze stworzec zwiazek, tylko tu juz nie bedzie sie on miescil w normie. Bedzie sie opieral na czyms innym. Takie cuda moga sobie znalezc pasujace osoby, ale te osoby tez beda specyficzne. Dopasuja sie, ale nie juz na zasadzie ogolnego klucza.

Zwiazek partnerski, a taki uwaza sie za prawidlowy (i nie chodzi tu o uprawnienie ani o to, ze kazde ma pracowac, a o relacje partnerskie w zwiazku), rzadzi sie swoimi prawami, okreslonymi. Jesli nie nauczylismy sie tego w domu, nie jest to dla nas naturalne ( a malo jest takich osob, oj malo), to musimy ciezko na to pracowac. Na tym gforum czesto pisza osoby, ktore ewidentnie maja problem z widzeniem siebie i praca nad soba. Maja juz takie kody w sobie, ze nie sa w stanie nawet inaczej na siebie spojrzec, a co dopiero zaczac prace.

Dziewczyny, to nie jest tak, ze pewne siebie kobiety, stanowcze itd maja problem ze znalezieniem partnera. Ja zawsze mialam odwrotne wrazenie :)
"a miłość tylko jedną można wszędzie spotkać
przed grzechem i po grzechu zostaje ta sama"
Awatar użytkownika
tank girl
Uzależniony
Uzależniony
Posty: 483
Rejestracja: 21 gru 2005, 06:47
Skąd: inąd
Płeć:

Postautor: tank girl » 18 cze 2007, 10:53

pani_minister pisze:
tank girl pisze:Mylisz się

Nie. Po prostu mam odmienne zdanie :P

Nie tym razem. Odmienne zdanie i poglądy nie przystające do Rzeczywistości to nie to samo. A to, co piszesz jest ciekawe, ale nieprawdziwe, po prostu.

pani_minister pisze:
tank girl pisze:Więź się tworzy, jeśli zaistnieją ku temu odpowiednie warunki

Te odpowiednie warunki przyjmują tak znakomicie różne formy, że nadal będę podtrzymywać swą wersję, że warunki mogą ułatwiać, ale na pewno nie determinować kontakt.

Nie, albowiem warunki to w tym przypadku nie losowe sytuacje i chwilowy stan atmosfery, tylko m.in. charakter drugiego człowieka, wartości, jakie wyznaje, jego inteligencja, cele życiowe, gust w kwestii kobiet/facetów, itd.

pani_minister pisze:
tank girl pisze:Nie da się tego uzyskać z pierwszą lepszą osobą.

Da się. I to nie w sensie pożądania, wystarczy chcieć, ale tak porządnie - i pracować nad tym, cierpliwie i z wyczuciem.

Nie da się. Wypracować można więź do pewnego poziomu tylko. O ile dane osoby nie będą na zbliżonym poziomie jeśli chodzi o wrażliwość i intelekt, do form wyższych się tego rozwinąć nie uda.

pani_minister pisze:Powiedz mi, dlaczego ludzie kochają matkę czy ojca? Przecież nie chodzi o to, że są najlepszymi rodzicami na świecie, jedynymi wśród tysięcy, z którymi da się nawiązać kontakt. Mają ich danych z góry, z całym pakietem wad i odmiennych poglądów - a mimo to kochają. I porozumiewają się. I to nie pożądanie rzuca się im na mózgi wtedy.

To jest inny rodzaj więzi. I akurat bardzo wielu ludzi się ze swoimi rodzicami dogaduje średnio lub wcale. Więzy krwi i wzajemna lojalność w obrębie rodziny to nie więź o której ja mówię.

pani_minister pisze:
tank girl pisze:Długie wyjazdy, szczególnie zaś do niebezpiecznych miejsc, zmieniają związki bardzo

Nie związki, tylko ludzi, ale to na marginesie.

Skrót myślowy. Ludzi, a przez to związki, które ci ludzie tworzą.

Ta krawcowa zaś kocha człowieka, a nie jego podróże, wojaże pozostają tą częścią, którą akceptuje i rozumie w drugim człowieku, bo to składnik jego osoby. Ten wędrowiec zaś akceptuje fakt, że jego partnerka rozkoszuje się dotykiem aksamitu i formą szytej właśnie sukni. Dlaczego miałby kochać i rozumieć tylko tych podobnych sobie obieżyświatów? :|

Bo oni zrozumieją jego tęsknotę za podróżami. Zrozumieją autentycznie, bo też ją czują. I prosta krawcowa po zawodówce, która chce mieć męża by dołączyć do grona już zamężnych koleżanek, i jeździć do kurortów na wakacje, i krążyć między pracą, Kościołem a domem, a w przerwach czytać Tinę, nie stworzy z facetem, który ma wyższe wykształcenie i rozbuchane życie intelektualne, tudzież jest uzależniony od adrenaliny takiej więzi, jak ludzie jemu podobni. I jeśli z jakichś powodów ta para hajtęłaby się, to on niemal na 100% będzie ją zdradzał z dynamicznymi, spragnionymi adrenaliny kobietami, które pozna podczas swoich podróży/ wspinaczek, etc.

pani_minister pisze:Dlaczego nie mielibyśmy porozumieć się z kimś, kogo różni od nas kilka dodatkowych detali scenograficznych?

Nie rozumiesz. Porozumienie, a autentyczna więź intelektualno-duchowa to nie to samo.

pani_minister pisze:
tank girl pisze:Ja natomiast, tak - dwa razy

I o tym piszę - że za często i za dużo się nie da. Bo się za bardzo przed tym bronimy, bo takiej intensywności nie zniesiemy zbyt często i od zbyt wielu.

Wcale nie. Ja bym zniosła. Z miłą chęcią. W dowolnej ilości. Naprawdę. A tymczasem dwa razy póki co udało się to znaleźć. I wcale nie dlatego, że się przed tym bronię. Nie bronię się. Ja tego wytrwale szukam. Cały czas. W pełni świadomie od niemal 15-stu lat. I naprawdę, gdyby tylko dało się tak dużo i tak często jak sugerujesz, byłabym teraz znacznie mniej zgorzkniałym i cynicznym człowiekiem.

pani_minister pisze:Więc progiem wejścia dla takich uczuć W NAS będzie np. ustanowiony sobie przez nas określony zestaw warunków dla partnera w tej interakcji. Ale to nadal tylko my decydujemy o tym, czy kontakt pozostanie powierzchowny, czy głębszy i jakie znaczenie mu nadamy.

Tak. My decydujemy o głębokości kontaktu. Ale pewnych barier nie da się obejść. I bariery te nie wynikają wcale z niechęci drugiej strony. Tylko z niemożności operowania na takim poziomie. Po prostu.

pani_minister pisze:
tank girl pisze:Ale nie wiem, czy naprawdę chcesz wnikać w szczegóły. Uwierz na słowo

Chcę. Lubię słowo poparte kilkoma zdaniami :] Bo dla mnie nadal jest to kwestia kilku połączeń, rdzeń pozostaje nietknięty. W chwili zaś, gdy połączenia miałyby zmutować do tego stopnia, że wspólny rdzeń zaczyna się różnić, zaczyna się niepoznawalne i świadomość na tyle odmienna, że nie jestem w stanie o niej dyskutować na trzeźwo :]

Częściowo odpowiedziałam już na Twoje pytanie w poście do nadii. Jak mniemam, przeczytałaś go.

Ale wspomniałaś coś o "rdzeniu". Co rozumiesz pod tym pojęciem?

Bo fakty są takie, że podając odpowiednie dawki odpowiednich substancji można z komandosa super-twardziela zrobić w stosunkowo krótkim czasie miśka, który będzie spał z pluszowa rybką w objęciach i cały czas chciał się przytulać.

O jakim więc rdzeniu mowa? Czymże on jest? Zastanawiałaś się kiedyś nad tym? Nad istotą naszego umysłu i świadomości? Nad tym, jak to się dzieje, że masz poczucie ja, że czujesz, że Ty to Ty? :>

Uwierz, upraszczanie tego do "kilku połączeń" nie jest dobrym pomysłem.

pani_minister pisze:
tank girl pisze:Przecież można z każdym

Porozmawiać? Oczywiście. Pojąć i ogarnąć? Oczywiście.

Co do rozmowy owszem, ale nie wydaje mi się, żeby była zdolna pojąć i ogarnąć dowolnego człowieka.

pani_minister pisze:Zupełnie oczywiście jedno nie musi prowadzić do drugiego, równie dobrze - o ile nie lepiej - rozmowa ogranicza i buduje bariery.

Nie zgodzę się. Choć język ludzki jest niedoskonały to nie wynaleziono póki co lepszej i pełniejszej formy komunikacji. Z kimś, z kim rozmowa będzie tworzyła bariery zamiast je obalać, ja osobiście nie stworzę więzi, o której mówiłam.


nadia pisze:Ja sądzę, że Tank Girl mówi o czymś zupełnie i zgoła wręcz innym, niż więź wypracowana i wynikającą ze stopniowego poznania się, zrozumienia, czy też przywiązania. Właśnie wynikającej z rezonansu indywidualnych rdzeni i spontanicznego zrozumienia i adoracji istoty drugiego człowieka. Dla takowego rozpoznania, nie potrzeba czasu. Widzi się to od pierwszego wejrzenia/usłyszenia itp.

Zgadza się. A jeśli nie od pierwszego wejrzenia/ usłyszenia, to i tak szybko :)

Inna sprawa, że w pełni zgadzam się, że niedodrobienia błędem może okazać się lekceważenie zagadnienia pracy nad związkiem erotycznym czy związkami z innymi ludźmi. Ale warunkiem sine qua non MUSI BYć pierwotny, spontaniczny i intuicyjny kontakt pomiędzy ludźmi (nadawanie na tej samej fali).

Dokładnie. Ten intuicyjny i bardzo specjalny kontakt jest niejako podstawą. Praca nad taką relacją, czy to w sensie relacji erotycznej, czy głębokiej przyjaźni, to element absolutnie konieczny. Choć przyznać trzeba, że gdy ludzie się naprawdę i głęboko rozumieją, praca ta nie ma charakteru walki z ugorem, tylko w pewnym stopniu przebiega samoistnie.

jamaicanflower pisze:
tank girl pisze:Bynajmniej. Właśnie na tym polega perfidia naszego życia. Można żyć w zasadzie z każdym. Ale tylko z nielicznymi doświadczysz tego, o czym mówię. Wielu ludziom nie jest dane doświadczyć tego na przestrzeni całego życia nawet raz.

Chyba wiem, co co Ci chodzi. :) Zdarzyło mi się to raz, unieszczęśliwiło na całe życie, skazując na dożywotnią tęsknotę i zostawiło po sobie dziwną pewność, że istnieją w relacji dwojga ludzi szczytniejsze i piękniejsze uczucia niż to coś. :)

No to zazdroszczę ;d
Ja nie jestem jeszcze na tym etapie. I nie wiem, czy uda mi się w ogóle przejść na niego. Ale bardzo dobrze ujęłaś to, o co mi chodzi.

jamaicanflower pisze:
nadia pisze:Ja sądzę, że Tank Girl mówi o czymś zupełnie i zgoła wręcz innym, niż więź wypracowana i wynikającą ze stopniowego poznania się, zrozumienia, czy też przywiązania. Właśnie wynikającej z rezonansu indywidualnych rdzeni i spontanicznego zrozumienia i adoracji istoty drugiego cżłowieka. Dla takowego rozpoznania, nie potrzeba czasu. Widzi się to od pierwszego wejrzenia/usłyszenia itp.

Dokładnie. To olśnienie, o którym pisała czołgistka, jak rentgen prześwietla wszystkie niedoskonałości więzi wypracowanej. Bo tamto było jak przebłysk geniuszu, a to, może i perfekcyjne, ale wciąż tylko rzemiosło.

Niestety. Dokładnie tak.

pani_minister pisze:Jedni pracując nad swą osobowością wyznaczą sobie - i potencjalnemu partnerowi - sztywne granice. Lista przymiotów do odhaczenia na liście warunków sine qua non będzie długa i wyspecjalizowana. Taki perfekcjonizm, najpierw w stosunku do siebie, potem do drugiej połówki, wysoce skomplikowany klucz Gerdy pasujący jedynie do idealnie kompatybilnie skonstruowanego zamka.

Inni budują z siebie wytrych. Im bardziej skomplikowany - tym więcej zamków otworzy.

A najczęściej ludzie są jak stare zamki Yale - spora część kluczy pasuje do więcej niż jednego mechanizmu, a co za tym idzie drzwi daje się otworzyć niejednemu.

Ludzie jak zamki Yale? Szczęściarze ;d

nadia pisze:Większość ludzi jest podobna, zgadza się. Ale jest (i zawsze był) margines ludzi, którzy rzeczywiście są od urodzenia inni, wyjątkowi, rzadcy (geniusze ale i debile). Mają tę swoją odmienność daną od początku i żadna praca ani wychowanie tu wiele nie pomoże ani nie zmieni.

I takim właśnie ludziom jest po prostu trudniej "sparzyć się", dobrać sobie tego kluczyka, że tak powiem. O to mi chodziło.

Coś w tym jest. Tyle, że ja bym nie zawężała tych, którym jest trudniej do geniuszy i debili tylko ;d


Miltonia pisze:Kazdy te relacje buduje inaczej, do kazdego pasuje cos innego. Ale najlepsze jest to, ze udane relacje buduje sie na podobnym szkielecie. Chociaz wladczy mezczyzna bedzie poszukiwal uleglej partnerki, a silna kobieta np silnego mezczyzny. Ale juz w obrebie tego musimy umiec ta relacje zbudowac. Spotykamy roznych ludzi i ktos nam na tym wstepie powinien pasowac, wlasnie na zasadzie kodu. Czy akurat z nim ta relacje stworzymy, to juz inna sprawa.

Zgadzam się, w całej rozciągłości :)

Spotykam wielu mezczyzn, ktorzy teoretycznie by pasowali do mojego kodu.

A ja nie tak wielu.

Tylko niektorzy beda mieli szanse sprobowac, a tylko naprawde nieliczni byliby w stanie stworzyc ze mna zwiazek.

Fakt.

Po prostu ten krag sie zaweza. W jaki sposob? U kazdego w inny. Natomiast ogolne mechanizmy sa podobne.

Zgadza się.

Dziewczyny, to nie jest tak, ze pewne siebie kobiety, stanowcze itd maja problem ze znalezieniem partnera. Ja zawsze mialam odwrotne wrazenie :)

A ja odwrotne niż Ty. W Polsce podchodzi się do tego nieco inaczej niż na Zachodzie i w Stanach. Polscy faceci są dość specyficzni.
I niech nie opuszcza ciebie twoja siostra Pogarda, dla katów, szpiclów, tchórzy... :] (Zbigniew Herbert)
Awatar użytkownika
pani_minister
Administrator
Administrator
Posty: 2011
Rejestracja: 23 kwie 2006, 05:29
Skąd: Dublin
Płeć:

Postautor: pani_minister » 18 cze 2007, 12:36

tank girl pisze:Odmienne zdanie i poglądy nie przystające do Rzeczywistości

Ja jestem wyznawczynią Kościoła Skrajnego Subiektywizmu :) więc moja rzeczywistośc potencjalnie jest odmienna od Twojej i takie tam gadżety. Dość często irytuje to moich rozmówców, zdaje się, że możesz być tego kolejnym przykładem. I w mojej rzeczywistości porozumienie jest łatwiejsze. Doprecyzuję jeszcze, że nie tylko o związkach tu mówię, małżeństwie i seksie, ale w ogóle o porozumieniu między ludźmi. I dlatego jestem w stanie wrzucić do jednego koszyka miłość do matki, do dziecka, do przyjaciółki, a "porozumienia dusz" nie ograniczam do kochanków. I przecież musisz zdawać sobie sprawę z tego, że to, iż napisałaś mi, że moje wyobrażenia są nieprawdziwe, w niczym nie zmieni mojego przekonania ich prawdziwości. Mogę zaś bez najmniejszego problemu uznać, że Twoje sa równie prawdziwe. Dla Ciebie :)

tank girl pisze:Wypracować można więź do pewnego poziomu tylko. O ile dane osoby nie będą na zbliżonym poziomie jeśli chodzi o wrażliwość i intelekt, do form wyższych się tego rozwinąć nie uda.

A czym jest forma wyższa? Dla mnie nie będzie to ani wspólne pisanie poezji, ani rozważanie fizycznej natury Wszechświata, ale miłość (z braku lepszego okreśłenia). A miłość ma to do siebie, że nie wymaga podobnie ukształtowanego intelektu ani nawet podobnej wrażliwości z drugiej strony.
tank girl pisze:akurat bardzo wielu ludzi się ze swoimi rodzicami dogaduje średnio lub wcale.

No tak. Nadal pozostaje odsetek, który za rodziców oddałby życie, a intensywności więzi matki z dzieckiem nie udało się powtórzyć w innych układach. Biologia zdeterminowała formy społeczne, a te odbijają się na psychice. Miłość do rodzicielki uznawana jest za prawidłową i wskazaną, więc o dziwo sporej części ludzi wychodzi.
tank girl pisze:Bo oni zrozumieją jego tęsknotę za podróżami. Zrozumieją autentycznie, bo też ją czują

Tęsknotę czują wszyscy, do jej zrozumienia nie potrzebujesz tęsknić za tym samym obiektem. Według mnie to jest budowanie barier na siłę, bo przecież przyczyną braku porozumienia nie jest - i nie może być - to, że on lubi jeździć, a ona woli Tinę. Dla mnie przyczyną braku porozumienia jest brak chęci porozumienia. I to jest podstawa, a nie jedno czy drugie hobby, na które przeniesiono ciężar winy.
tank girl pisze:Nie rozumiesz. Porozumienie, a autentyczna więź intelektualno-duchowa to nie to samo.

Kwestia słownictwa i niedoskonałości komunikacji za pomocą słów. W moim rozumieniu porozumienie to akceptacja, afirmacja niemal, zrozumienie - a co za tym idzie kontakt. Dotknięcie. Więź intelektualną to ja mogę mieć z koleżanką, z ktorą mi się dobrze rozmawia na tematy różne, ale z porozumieniem porządnym nie musi mieć to nic wspólnego. Więź duchowa jest już bliżej tego, o czym piszę.
tank girl pisze:naprawdę, gdyby tylko dało się tak dużo i tak często jak sugerujesz, byłabym teraz znacznie mniej zgorzkniałym i cynicznym człowiekiem

Ponieważ nie wyszło? Ja nie piszę, że daje się dużo i często. Piszę, że jest taka potencjalna możliwość, ale nie daje się z różnych powodów. Na przykład z powodu stawianych barier na wejściu, że musi drugi osobnik myśleć podobnie i umieć to okazać. I drugiej potężnej bariery, jaką jest lenistwo, to mogę na swoim przykładzie powiedzieć. Zastanawia mnie tez idea szukania: w jaki sposób można szukać czegoś, co jak sama piszesz jest momentalne i intuicyjne? W jaki sposób Twoja aktywność może na to wpłynąć?

tank girl pisze:O jakim więc rdzeniu mowa?

O zbyt skomplikowanym jak na nasze możliwości pojmowania mechanizmie chemiczno-fizycznym, niemożliwym do ogarnięcia i przez to fascynującym. Jednocześnie potwarzalnym i odrębnym, fakt wykształcenia świadomości jednostkowej jest wprost cudowne dowcipny :] Tak naprawdę nie jesteś w stanie dotrzeć do żadnego człowieka (nawet siebie), ale ten stopień porozumienia, który jesteś w stanie w tych zabawnych układach między ludźmi osiągnąć, można powtórzyć z każdym. Bo baza / rdzeń / jakby to nazwać, pozostanie ta sama: zabawne organiczne stworzenie obijające się ruchem Browna między eonami. Co prawda jedna synapsa może być całym Wszechświatem gdyby skalę podglądu zmienić, ale po powtórnej zmianie powiększenia różnica ta nie zostaje uwzględniona nawet w granicach błędu statystycznego. I to jest dla mnie rdzeń, a nie wspólne zamiłowanie do podróży.

tank girl pisze:Co do rozmowy owszem, ale nie wydaje mi się, żeby była zdolna pojąć i ogarnąć dowolnego człowieka.

O tym pisałam, że rozmowa nie musi wcale prowadzić porozumienia i pojmowania, wręcz przeciwnie, często służy jedynie wytłumieniu kontaktu za pomocą pustej komunikacji.

tank girl pisze:Choć język ludzki jest niedoskonały to nie wynaleziono póki co lepszej i pełniejszej formy komunikacji.

Niedoskonały :] Jakaż subtelność :] Język to okaleczenie dla mózgu. Ludzie tak się oburzają na rytualne obrzezanie, a sami dzień po dniu wtłaczają mózgi pokoleń w imadło struktur głebokich. Masz rację, że nie wymyślono nic lepszego. Właściwie nie wymyslono nic innego, bo jak można wymyśleć coś innego, myśląc językowo? Całe życie starasz się dotrzeć do ludzi schowanych za konstruktami semantycznymi. Robota górnika na przodku, kurna, dzień po dniu.
nadia
Uzależniony
Uzależniony
Posty: 419
Rejestracja: 18 lut 2007, 17:53
Skąd: ze wschodu
Płeć:

Postautor: nadia » 18 cze 2007, 13:26

Bardzo ciekawa dyskusja pomiędzy TG a PM.
pani_minister pisze:Dla mnie przyczyną braku porozumienia jest brak chęci porozumienia

Tak. A przyczyną braku chęci porozumienia z tym danym osobnikiem jest niby co ? :D
Lenistwo zapewne ? :> A może wsobność i egoizm takowego osobnika ? <glaszcze>

Ech Ci pracusie :D Mówię takiemu podejściu kołchozowemu w miłości zdecydowane nie. Moim zdaniem, praca pracą, a przyjemności przyjemnościami. W miłości uznaję zaś tylko spontan. Ale nie twierdzę, że nie ma ludzi, dla których jedyną znaną im przyjemnością jest praca, i przenoszą to poźniej również na związki. <diabel>
Awatar użytkownika
pani_minister
Administrator
Administrator
Posty: 2011
Rejestracja: 23 kwie 2006, 05:29
Skąd: Dublin
Płeć:

Postautor: pani_minister » 18 cze 2007, 13:38

nadia pisze:A przyczyną braku chęci porozumienia z tym danym osobnikiem jest niby co ? :D
Lenistwo zapewne ? :>

Także.
nadia pisze:A może wsobność i egoizm takowego osobnika ?

Nie przeczę :D

nadia, spójrz na to w ten sposób: raz wykonana porządnie praca pozwala spędzić resztę życia na przyjemnościach :D
Awatar użytkownika
shaman
Weteran
Weteran
Posty: 2261
Rejestracja: 16 cze 2005, 15:30
Skąd: Polska
Płeć:

Postautor: shaman » 18 cze 2007, 13:56

pani_minister pisze:tank girl napisał/a:
Choć język ludzki jest niedoskonały to nie wynaleziono póki co lepszej i pełniejszej formy komunikacji.


Niedoskonały Jakaż subtelność Język to okaleczenie dla mózgu. Ludzie tak się oburzają na rytualne obrzezanie, a sami dzień po dniu wtłaczają mózgi pokoleń w imadło struktur głebokich. Masz rację, że nie wymyślono nic lepszego. Właściwie nie wymyslono nic innego, bo jak można wymyśleć coś innego, myśląc językowo? Całe życie starasz się dotrzeć do ludzi schowanych za konstruktami semantycznymi. Robota górnika na przodku, kurna, dzień po dniu.

Śmiem się nie zgodzić. Owe konstrukty semantyczne to rzecz jasna jedynie niedoskonałe narzędzie komunikacji. Ale na samą komunikację składa się jeszcze sposób jego wykorzystania oraz współtworzenia jej za pomocą innych narzędzi (gestów, tonu głosu, postawy, mimiki; ale i odniesień, metafor, umiejętności wywoływania skojarzeń rozumianych w bardzo wąskim, czasami jedynie 2-osobowym gronie). Tak więc niedoskonałość języka wcale a wcale nie determinuje niedoskonałości komunikacji ani naszych niepowodzeń (np., nieporozumień).
Do tego dochodzą czynniki, na które (w odróżnieniu od powyższych) nie mamy wpływu, tzw. "chemia" (w wielkim, słownie niedoskonałym skrócie).

Rysuje się jednak pewien problem. Język z semantycznego punktu widzenia jest dosyć obiektywny. Znaczenie większości słów da się wyjaśnić. Gdy mówię "klawiatura", nikt raczej nie ma wątpliwości o co mi chodzi.
Inaczej sprawa ma się z resztą wymienionych przeze mnie narzędzi - czynników wpływających na komunikację. Często zdarza się, że mimo wzajemnej znajomości jakłysokońskiej, zastosowana przez nas np. metafora jest nieprawidłowo lub wcalę interpretowana przez odbiorcę. W związku z tym, fakt istnienia opisywanego przezpani_minister rdzenia o tu>>
pani_minister pisze:O zbyt skomplikowanym jak na nasze możliwości pojmowania mechanizmie chemiczno-fizycznym, niemożliwym do ogarnięcia i przez to fascynującym. Jednocześnie potwarzalnym i odrębnym, fakt wykształcenia świadomości jednostkowej jest wprost cudowne dowcipny Tak naprawdę nie jesteś w stanie dotrzeć do żadnego człowieka (nawet siebie), ale ten stopień porozumienia, który jesteś w stanie w tych zabawnych układach między ludźmi osiągnąć, można powtórzyć z każdym. Bo baza / rdzeń / jakby to nazwać, pozostanie ta sama: zabawne organiczne stworzenie obijające się ruchem Browna między eonami. Co prawda jedna synapsa może być całym Wszechświatem gdyby skalę podglądu zmienić, ale po powtórnej zmianie powiększenia różnica ta nie zostaje uwzględniona nawet w granicach błędu statystycznego. I to jest dla mnie rdzeń

nie zawsze gwarantuje wzajemne zrozumienie, a często w ogóle jego istnienie jest fikcją ;]
Awatar użytkownika
tank girl
Uzależniony
Uzależniony
Posty: 483
Rejestracja: 21 gru 2005, 06:47
Skąd: inąd
Płeć:

Postautor: tank girl » 18 cze 2007, 14:08

pani_minister pisze:jestem wyznawczynią Kościoła Skrajnego Subiektywizmu :)

A ja nie. Bo nie wszystko jest subiektywne. Przywołam tu przykład, który się już podczas jednej z dyskusji przewinął. Jeśli odstrzelisz komuś głowę to jego ciało umrze. Koniec, kropka. Nie ma tu pola manewru na subiektywizm i różnorakie interpretacje.

pani_minister pisze:moja rzeczywistośc potencjalnie jest odmienna od Twojej i takie tam gadżety.

Tylko częściowo, tzn. na niektórych poziomach. Jeśli Cię obleję wodą - będziesz mokra :) I podobnie z tematem naszej dyskusji.

Twierdzisz, że głęboką, szczerą więź można potencjalnie nawiązać z każdym. Nie wiem, kim jesteś z wykształcenia, ale czytając Twoje posty odnoszę wrażenie, że z naukami ścisłymi Twoje studia nie były raczej blisko powiązane, bo sposób, w jaki formułujesz swoje tezy czyni podważenie ich dosyć łatwym. A najbardziej weryfikuje to, co piszesz życie i setki samotnych ludzi, którzy marzą o prawdziwej przyjaźni i miłości.

Bo co jest bardziej prawdopodobne, że pragnąc tego tak rozpaczliwie ludzie zaprzepaszczają na każdym kroku setki szans, czy że jednak to, o czym mówimy nie jest tak łatwo dostępne, jak Ci się wydaje? :>

pani_minister pisze:Dość często irytuje to moich rozmówców, zdaje się, że możesz być tego kolejnym przykładem.

Nie irytuje mnie to. Co najwyżej dziwi, że nie dostrzegasz, iż każda z nas mówi o czym innym :)

pani_minister pisze:Nie tylko o związkach tu mówię, małżeństwie i seksie, ale w ogóle o porozumieniu między ludźmi. I dlatego jestem w stanie wrzucić do jednego koszyka miłość do matki, do dziecka, do przyjaciółki, a "porozumienia dusz" nie ograniczam do kochanków.

Mówisz zatem o ogólnym porozumieniu między ludźmi i zwykłej życzliwości, nazywanej przez buddystów współczuciem, nie zaś o autentycznej więzi emocjonalno-intelektualnej, ta bowiem jest towarem rzadkim.

pani_minister pisze:musisz zdawać sobie sprawę z tego, że to, iż napisałaś mi, że moje wyobrażenia są nieprawdziwe, w niczym nie zmieni mojego przekonania ich prawdziwości.

Nie przekonanie wszystkich do moich poglądów stawiam sobie za cel prowadzonych tu rozmów :)

pani_minister pisze:A czym jest forma wyższa? Dla mnie nie będzie to ani wspólne pisanie poezji, ani rozważanie fizycznej natury Wszechświata, ale miłość (z braku lepszego okreśłenia).

Miłość często bywa wynikiem zaistnienia takiej więzi. Nie jest z nią jednak równoznaczna. A forma wyższa, o której mowa jest tym, o czym pisały nadia i jamaica.

pani_minister pisze:miłość ma to do siebie, że nie wymaga podobnie ukształtowanego intelektu ani nawet podobnej wrażliwości z drugiej strony.

Owszem, nie wymaga. Pisałam tu nawet o tym. Zakochać można się w kimś, kogo na poziomie intelektualnym masz za ostatniego prymitywa. Można wszelako zakochać się w osobie, która ma podobną do Twojej wrażliwość i z którą doskonale się rozumiesz. I będzie to miłość nieco inna.

pani_minister pisze:
akurat bardzo wielu ludzi się ze swoimi rodzicami dogaduje średnio lub wcale.

No tak. Nadal pozostaje odsetek, który za rodziców oddałby życie, a intensywności więzi matki z dzieckiem nie udało się powtórzyć w innych układach.

To nie ma nic do rzeczy. Fakt, że syn nie rozumie się z ojcem nie oznacza, że nie byłby gotów oddać za niego życia.

pani_minister pisze:Tęsknotę czują wszyscy, do jej zrozumienia nie potrzebujesz tęsknić za tym samym obiektem.

Kwestia tego, co rozumiesz przez "zrozumienie". Bo czym innym jest rozumieć, że ktoś za czymś tęskni, a czym innym rozumieć dokładnie dlaczego, bo samemu się to czuje.

pani_minister pisze:Według mnie to jest budowanie barier na siłę, bo przecież przyczyną braku porozumienia nie jest - i nie może być - to, że on lubi jeździć, a ona woli Tinę. Dla mnie przyczyną braku porozumienia jest brak chęci porozumienia.

I znowu; porozumienie, a zrozumienie to dwie bardzo różne rzeczy.

to jest podstawa, a nie jedno czy drugie hobby, na które przeniesiono ciężar winy.

Hobby, jak to ujęłaś, to tylko zewnętrzna manifestacja czegoś, co siedzi znacznie głębiej. Swoistego rodzaju rdzenia osobowości, kwintesencji ludzkiego jestestwa.

pani_minister pisze:
Nie rozumiesz. Porozumienie, a autentyczna więź intelektualno-duchowa to nie to samo.

Kwestia słownictwa i niedoskonałości komunikacji za pomocą słów.

Niestety nie. Porozumienie można uzyskać bez słów. Dobrym tego przykładem jest scena z filmu Beast of War w której Rosjanin dogaduje się na migi z afgańskimi mudżahedinami podczas polowania na soviecki czołg. Natomiast wspomniana więź to coś więcej.

pani_minister pisze:W moim rozumieniu porozumienie to akceptacja, afirmacja niemal, zrozumienie - a co za tym idzie kontakt. Dotknięcie.

A ja widzę to inaczej. Dla mnie porozumienie jest elementem składowym zrozumienia. Zrozumienie to akceptacja itd. Porozumienie to tylko mniej lub bardziej chwilowa zgodność dążeń, bądź rozumienie wzajemnie wymienianych komuniaktów.

pani_minister pisze:Więź intelektualną to ja mogę mieć z koleżanką, z ktorą mi się dobrze rozmawia na tematy różne, ale z porozumieniem porządnym nie musi mieć to nic wspólnego.

Więź intelektualna jest bez porozumienia w sensie podstawowym niemożliwa. Natomiast jak najbardziej można odczuwać z kimś więź intelektualną i się w czymś z tym kimś całkowicie nie zgadzać, co jest formą braku porozumienia.

pani_minister pisze:Więź duchowa jest już bliżej tego, o czym piszę.

Nie, bo można doskonale rozumieć, co ktoś do Ciebie mówi, rozumieć jego motywy i cele, a więzi duchowej z nim nie mieć żadnej.

pani_minister pisze:
Naprawdę, gdyby tylko dało się tak dużo i tak często jak sugerujesz, byłabym teraz znacznie mniej zgorzkniałym i cynicznym człowiekiem

Ponieważ nie wyszło?

Pozwól, że o tym konkretnie dlaczego pisać tu nie będę.

pani_minister pisze:Ja nie piszę, że daje się dużo i często.

Jeśli cofniesz się parę stron wstecz to zobaczysz, że właśnie coś takiego postulowałaś. Z tego właśnie powodu zaczęłam zresztą z Tobą polemizować :)

pani_minister pisze:Piszę, że jest taka potencjalna możliwość, ale nie daje się z różnych powodów. Na przykład z powodu stawianych barier na wejściu, że musi drugi osobnik myśleć podobnie i umieć to okazać.

No i tu się właśnie nie zgadzamy. Bo to nie jest wcale bariera zbudowana niejako wtórnie, przez nas samych. To przepaść która istnieje sama z siebie, niestworzona przez nikogo.

pani_minister pisze:I drugiej potężnej bariery, jaką jest lenistwo, to mogę na swoim przykładzie powiedzieć.

A ja w ogóle nie dostrzegam związku między faktem braku tej specjalnej więzi, a lenistwem. Jak już wspominałam, pewnych barier (przepaści) nie da się obejść, choćby człowiek stanął na rzęsach.

pani_minister pisze:Zastanawia mnie tez idea szukania: w jaki sposób można szukać czegoś, co jak sama piszesz jest momentalne i intuicyjne?

Bardzo prosto - szukając ludzi i, brzydko mówiąc, zwiększając przerób, czyli starając się spotykać i rozmawiać z jak największą ilością poddanych wstępnej pre-selekcji homo sapiensów :)

pani_minister pisze:W jaki sposób Twoja aktywność może na to wpłynąć?

Moja aktywność wpływa na to tylko w ten sposób, że do wielu takich osób trzeba dotrzeć, one bowiem np. nie szukają sobie podobnych intensywnie. Czasem jednak zdarza się, że ktoś taki znajduje Ciebie :)

pani_minister pisze:O zbyt skomplikowanym jak na nasze możliwości pojmowania mechanizmie chemiczno-fizycznym, niemożliwym do ogarnięcia i przez to fascynującym.

Wiesz, nauka poszła w ostatnich latach mocno do przodu... ;d

pani_minister pisze:Tak naprawdę nie jesteś w stanie dotrzeć do żadnego człowieka (nawet siebie), ale ten stopień porozumienia, który jesteś w stanie w tych zabawnych układach między ludźmi osiągnąć, można powtórzyć z każdym.

Niestety nie. Całe moje życie i życie kilku innych osób, które znam, i z którymi na takie tematy rozmawiam, przeczą temu, co mówisz.

pani_minister pisze:baza / rdzeń / jakby to nazwać, pozostanie ta sama: zabawne organiczne stworzenie obijające się ruchem Browna między eonami. Co prawda jedna synapsa może być całym Wszechświatem gdyby skalę podglądu zmienić, ale po powtórnej zmianie powiększenia różnica ta nie zostaje uwzględniona nawet w granicach błędu statystycznego. I to jest dla mnie rdzeń, a nie wspólne zamiłowanie do podróży.

Powiem tak.... sporo czytam, tak, jak wspomniałam, podstawy podstaw neurolingwistyki są mi mniej więcej znane, do tego filozofia mnie nie odrzuca i lubię tworzyć różne konstrukcje na zadany temat, ale tego, co napisałaś nie rozumiem. Mogłabyś sparafrazować?

pani_minister pisze:
tank girl pisze:Choć język ludzki jest niedoskonały to nie wynaleziono póki co lepszej i pełniejszej formy komunikacji.

Niedoskonały :] Jakaż subtelność :] Język to okaleczenie dla mózgu.

Tylko dla mózgów tych, którzy się językiem swobodnie nie posługują.

pani_minister pisze:Ludzie tak się oburzają na rytualne obrzezanie, a sami dzień po dniu wtłaczają mózgi pokoleń w imadło struktur głebokich.

Owszem, bezmyślność i przyjmowanie narzucanych przez większość standardów to dość powszechne zjawiska. Ale nie każdy daje to sobie zrobić. A obrzezanie facetów jest okay. Ciachnięte ptaszki są sexy ;P

pani_minister pisze:Masz rację, że nie wymyślono nic lepszego. Właściwie nie wymyslono nic innego, bo jak można wymyśleć coś innego, myśląc językowo?

Można. Ot, np. matematyka, chemia, czy fizyka. To też swoistego rodzaju języki.

pani_minister pisze:Całe życie starasz się dotrzeć do ludzi schowanych za konstruktami semantycznymi. Robota górnika na przodku, kurna, dzień po dniu.

Dla osób posługujących się językiem swobodnie jest on narzędziem, nie zaś więzieniem.
Ostatnio zmieniony 18 cze 2007, 14:14 przez tank girl, łącznie zmieniany 1 raz.
I niech nie opuszcza ciebie twoja siostra Pogarda, dla katów, szpiclów, tchórzy... :] (Zbigniew Herbert)
Awatar użytkownika
shaman
Weteran
Weteran
Posty: 2261
Rejestracja: 16 cze 2005, 15:30
Skąd: Polska
Płeć:

Postautor: shaman » 18 cze 2007, 14:14

tank girl pisze:Bo co jest bardziej prawdopodobne, że pragnąc tego tak rozpaczliwie ludzie zaprzepaszczają na każdym kroku setki szans, czy że jednak to, o czym mówimy nie jest tak łatwo dostępne, jak Ci się wydaje?

W kulturze zachodu bardzo intensywnie (ekhm...) widać, że nawiązanie nawet bardzo bliskiego kontaktu jest dosyć proste. Będzie on płytki na początku, ale to akurat cecha każdej nowej znajomości.
Także PM ma dużo racji. Niewątpliwe jest też, że strach, lenistwo, kompleksy, problemy emocjonalne etc. mają ogromny wpływ na nasze życie, zwłaszcza na umiejętność nawiązywania kontaktów, ich charakter, intensywność, jakość, ilość itd. Coś w tym jest ;-) Coś racjonalnego i obiektywnego nawet.

[ Dodano: 2007-06-18, 14:18 ]
tank girl pisze:Dla osób posługujących się językiem swobodnie jest on narzędziem, nie zaś więzieniem.

Dopóki nie muszą samym tylko językiem opisywać rzeczy abstrakcyjnych. Opiszesz na gg miłość? Poematem, metaforą? Definicją? Zawsze będzie to wielce niedoskonałe. W realu również - ale współdziałanie innych narzędzi i ew. wytworzenie więzi z rozmówcą zbliży was do dokładnego opisu tego uczucia.
nadia
Uzależniony
Uzależniony
Posty: 419
Rejestracja: 18 lut 2007, 17:53
Skąd: ze wschodu
Płeć:

Postautor: nadia » 18 cze 2007, 14:38

pani_minister pisze:napisał/a:
A przyczyną braku chęci porozumienia z tym danym osobnikiem jest niby co ?
Lenistwo zapewne ?

Także.
nadia napisał/a:
A może wsobność i egoizm takowego osobnika ?

Nie przeczę

Że co ? Że ja ? :D Dziecino, jak ja bym miała każdego bezradnego żuczka z osobna obracać z grzbietu na nóżki, to bym nie miała czasu na nic. Egoistką nie jestem na pewno, raczej społeczniczką bardziej (ale to oczywiście nie na forum internetowym ;)

Praca ma się nijak (ew. niewiele) do miłości, w sensie o którym ja mówię. Ten co nie przeżył nie zrozumie. 8)
Awatar użytkownika
pani_minister
Administrator
Administrator
Posty: 2011
Rejestracja: 23 kwie 2006, 05:29
Skąd: Dublin
Płeć:

Postautor: pani_minister » 18 cze 2007, 14:43

nadia pisze:Że ja ?

O sobie pisałam :D

A odpowiedź na resztę tekstów pozwolę sobie zostawić na później. Praca, nomen omen, wzywa :D
Awatar użytkownika
tank girl
Uzależniony
Uzależniony
Posty: 483
Rejestracja: 21 gru 2005, 06:47
Skąd: inąd
Płeć:

Postautor: tank girl » 18 cze 2007, 14:43

shaman pisze:W kulturze zachodu bardzo intensywnie (ekhm...) widać, że nawiązanie nawet bardzo bliskiego kontaktu jest dosyć proste.

Jak dla kogo. I zależy co rozumiesz przez łatwość nawiązania bardzo bliskiego kontaktu. Bo jeśli wyrwanie sobie kogoś do łóżka, to owszem. Mogłabym teraz wstać znad klawiatury, wyjść i za jakiś, wcale nie długi czas, wrócić z kimś chętnym. Nie tylko ja zresztą. De facto niemal każda nie garbata, nie owrzodzona i nie śmierdząca dziewczyna. Ja mówię jednak o innym rodzaju bliskiego kontaktu niż to, co opisałam powyżej.

shaman pisze:
Dla osób posługujących się językiem swobodnie jest on narzędziem, nie zaś więzieniem.

Dopóki nie muszą samym tylko językiem opisywać rzeczy abstrakcyjnych. Opiszesz na gg miłość? Poematem, metaforą? Definicją?

Opiszę. Wierszem, prozą lub tworząc coś na kształt definicji. Da się.

shaman pisze:Zawsze będzie to wielce niedoskonałe.

Niekoniecznie. Niepełne, nie ogarniające zjawiska w całości, ze wszstkimi jego odcieniami - fakt. Ale niepełność nie oznacza automatycznie niedoskonałości. Wręcz przeciwnie. Vide np. japoński koncept yuugen.

A w ogóle to wydawało mi się, że "nie jestem dla Ciebie partnerem do rozmowy". Cóż się stało zatem, że ze mną rozmawiasz? Skąd ten rażący brak konsekwencji? :]
I niech nie opuszcza ciebie twoja siostra Pogarda, dla katów, szpiclów, tchórzy... :] (Zbigniew Herbert)
Awatar użytkownika
shaman
Weteran
Weteran
Posty: 2261
Rejestracja: 16 cze 2005, 15:30
Skąd: Polska
Płeć:

Postautor: shaman » 18 cze 2007, 15:03

tank girl pisze:Ja mówię jednak o innym rodzaju bliskiego kontaktu niż to, co opisałam powyżej.

Ja również pisałem o czym innym (choć o tym też). Chodzi o większą otwartość, życzliwość, spontanicznosć. Oczywiście mam swiadomość, że często jest to tylko na pokaz, ale ułatwia pierwsze kroki. A dalej jak w poprzednim poście.

tank girl pisze:Niekoniecznie. Niepełne, nie ogarniające zjawiska w całości, ze wszstkimi jego odcieniami - fakt. Ale niepełność nie oznacza automatycznie niedoskonałości.

Nie uwierzę, póki nie zademonstrujesz. I ja nie pisałem o niepełności. Ja właśnie niedoskonałość punktuję.

tank girl pisze:A w ogóle to wydawało mi się, że "nie jestem dla Ciebie partnerem do rozmowy". Cóż się stało zatem, że ze mną rozmawiasz? Skąd ten rażący brak konsekwencji?

Bo Cię lubię, Żabciu. Tłumacz sobie jak chcesz. A chcesz się kłócić, czy rozmawiać?
Awatar użytkownika
Ted Bundy
Weteran
Weteran
Posty: 5219
Rejestracja: 16 wrz 2005, 16:29
Skąd: IV RP
Płeć:

Postautor: Ted Bundy » 19 cze 2007, 06:29

soulvibrates pisze:wpatrzona w niego maslanymi oczetami i wzdychajaca do niego caly czas,musi byc jeszcze raczej niekoniecznie inteligentna byleby bylo co pokazac przez znajomymi jaka to oni fajna d.upe wyhaczyli


przykra sprawa, ale bardzo częsta. Traktowanie kobiety jako uroczego dodatku do jasnej skóry Hondy , na przykład :] Częste u zakompleksionych, lub tych, których potrzeby ograniczają się do ciupciania i lansowania.
Z drugiej strony, inteligencja - jak najbardziej. Ale by nie stała się parodią i zawsze szła za nią życiowa mądrość. Spotykałem się kiedyś z kobietą bardzo inteligentną. Naprawdę byłem pod wrażeniem jej wiedzy i przenikliwości. Lecz pod względem życiowo-emocjonalnym była na poziomie zerowym. Mówiąc prozaicznie, miała mocno nasrane w główce <diabel>
http://www.facebook.com/LKSPogonLwow

Reaktywowany w 2009 r. Razem przywróćmy świetność tej historycznej drużynie!

http://www.piotrlabuz.pl/
http://michalpasterski.pl/
http://www.mateuszgrzesiak.pl/
Awatar użytkownika
PFC
Weteran
Weteran
Posty: 913
Rejestracja: 21 sie 2006, 19:14
Skąd: Szczecin/Poznań
Płeć:

Postautor: PFC » 19 cze 2007, 15:06

TedBundy pisze:Spotykałem się kiedyś z kobietą bardzo inteligentną. Naprawdę byłem pod wrażeniem jej wiedzy i przenikliwości. Lecz pod względem życiowo-emocjonalnym była na poziomie zerowym. Mówiąc prozaicznie, miała mocno nasrane w główce <diabel>


Znam takie sytuacje i takie typy kobiet również. :D Tyle tylko, że nie określiłbym ich, iż "są na poziomie zerwomy", lecz, iż biorą udział w grze zupełnie innego rodzaju, niż ta, jaką jest me życie, poglądy na pewne sprawy, itp. <diabel> Paradoksalnie zawsze mam do takich kobiet szacunek i chwilami zastanawiam się, czy to przypadkiem ja - używając sformuołwania Teda - "nie mam w główce nasrane." ;)
Szczecin Floating Garde 2050 Project.
Awatar użytkownika
tank girl
Uzależniony
Uzależniony
Posty: 483
Rejestracja: 21 gru 2005, 06:47
Skąd: inąd
Płeć:

Postautor: tank girl » 19 cze 2007, 15:07

shaman pisze:
tank girl pisze:Niekoniecznie. Niepełne, nie ogarniające zjawiska w całości, ze wszystkimi jego odcieniami - fakt. Ale niepełność nie oznacza automatycznie niedoskonałości.

Nie uwierzę, póki nie zademonstrujesz.

Nie odczuwam potrzeby udowadniania Ci czegokolwiek. I niby jakbym to miała zrobić? Przytoczyć fragmenty lub całość rozmów, jakie prowadziłam o miłości? A może wkleić tu moje osobiste wiersze i listy? Naprawdę ciekawi mnie, jak sobie taką demonstrację wyobrażasz :]

I ja nie pisałem o niepełności. Ja właśnie niedoskonałość punktuję.

Ja zaś mówiłam o tym, że opisy miłości w wykonaniu kogoś, kto w miarę swobodnie posługuje się językiem w mowie i piśmie, nie będą niedoskonałe tylko co najwyżej niepełne, co mimo faktu, że niepełność można uznać za formę niedoskonałości, nie musi oznaczać, że opis będzie niedoskonały, nie sama pełność jest tu bowiem głównym kryterium według mnie.

shaman pisze:
A w ogóle to wydawało mi się, że "nie jestem dla Ciebie partnerem do rozmowy". Cóż się stało zatem, że ze mną rozmawiasz? Skąd ten rażący brak konsekwencji?

Bo Cię lubię, Żabciu.

Nie spoufalaj się, chłopcze. Ile razy mam Ci to jeszcze powtórzyć, zanim zapamiętasz? :> Żabciami to swoje panienki nazywaj, a nie mnie.

Poza tym, w jednym z usuniętych postów napisałeś coś dokłądnie przeciwnego. Mianowicie, że "nigdy mnie nie lubiłeś". I nawet fuck-offa żeś wstawił.... czyżby rozszczepienie osobowości? <lol>
I niech nie opuszcza ciebie twoja siostra Pogarda, dla katów, szpiclów, tchórzy... :] (Zbigniew Herbert)
Awatar użytkownika
PFC
Weteran
Weteran
Posty: 913
Rejestracja: 21 sie 2006, 19:14
Skąd: Szczecin/Poznań
Płeć:

Postautor: PFC » 19 cze 2007, 15:20

tank girl pisze:A może wkleić tu moje osobiste wiersze i listy?


O... To mogłoby być wielce ciekawe. <aniolek> Jeste za. <diabel>

tank girl pisze:Poza tym, w jednym z usuniętych postów napisałeś coś dokłądnie przeciwnego. Mianowicie, że "nigdy mnie nie lubiłeś". I nawet fuck-offa żeś wstawił.... czyżby rozszczepienie osobowości? <lol>


Jak mawiają Amerykanie: "jeżeli nie możesz ich pokonać, to się przyłącz". <lol>

tank girl pisze:nie będą niedoskonałe tylko co najwyżej niepełne


Tyle tylko, iż pozostaje jeszcze kwestia tej niepełności... Weźmy np. fizyczny ból... Załóżmy, że perskiego wojownika przeszyła włócznia spartiaty i leży na ziemi, konając w mękach <evilbat> ... Możemy to opisać bardzo dokładnie, ze szczegółam, lecz nigdy nie będziemy wiedzieli co naprawdę czuje taki człowiek, dopóki nam się to nie ptrzytrafi. ;) Być może opisy miłości robią wrażenie na ludziach, którzy mieli okazję się z nią zetknąć (tzn. dopowiadają sobie to, czego brakuje), lecz dla innych bywają równie bezprzedmiotowe, jak w/w przypadku perskiego wojownika... Ja np. pomimo, iż przeczytałem naprawdę wiele takich opisów (np. na forum niniejszym :) ), to wciąż nie jestem sobie w stanie tego wyobrazić.
Szczecin Floating Garde 2050 Project.
patrycja07
Początkujący
Początkujący
Posty: 1
Rejestracja: 11 cze 2007, 08:32
Skąd: Olsztyn
Płeć:

Postautor: patrycja07 » 20 cze 2007, 11:02

Gdy tylko jestem na tym forum ten temat przykuwa moją uwagę.
Tytuł "samotność=ułomność" bardzo mnie dotknął.
Nie zgadzam się, nie zgadzam się.
Jestem sama, nie jestem samotna, nie czuję się ułomna.
Szukam <banan>
violeta01
Początkujący
Początkujący
Posty: 5
Rejestracja: 11 cze 2007, 15:33
Skąd: Warszawa
Płeć:

Postautor: violeta01 » 20 cze 2007, 11:15

Ja tez jestem sama ale nie samotna. I dobrze mi z tym.
Awatar użytkownika
czero
Pasjonat
Pasjonat
Posty: 193
Rejestracja: 06 mar 2006, 22:50
Skąd: del Paraguay
Płeć:

Postautor: czero » 21 cze 2007, 18:36

tarantula pisze:
Blazej30 pisze:Ludzie nie oceniają innych na podstawie tego z kim są tylko kim są...


Ale ja sie czuje jak 5kolo u wozu. Mam wrazenie ,ze babki by sie mnie wtedy chetnie pozbyly(brob Boze z powodu mojej "urody", ot dla zasady po prostu). Wszyscy porozlaza sie po kontach a ja zapijam.Dzis tak mialam-koszmar.

<pijak> <chory>
Ja też się czuję w robocie jak piąte koło u wozu, ale w sumie mnie to grzeje. Zbudowałem sobie niczego sobie murek i wara mi z tąd! Właściwie to jest tylko kwestia czasu kiedy z uśmiechem na twarzy wręczę szefowi moją rezygnację z pracy, czekam tylko na formalności u mojego nowego pracodawcy: bigger, better and more money.

[ Dodano: 2007-06-21, 18:40 ]
Blazej30 pisze:jako specjalista w temacie wyrażę się - by być z kimś trzeba umieć być ze sobą. Jeśli potraficie dokonać tego znajdziecie pokrewną duszę.
tarantula pisze:Odczuwam to wtedy kiedy siedze z ludzmi w knajpie albo szykuje sie jakas impreza.Kazdy z kims idzie.Siedze potem przy stoliku z nimi jak ten ulomny.
trzeba nauczyć się innego myślenia. Ludzie nie oceniają innych na podstawie tego z kim są tylko kim są... więcej luzu...
Błażej, teoria teorią a w praktyce wszystko się wali. Teraz uważasz tak, za pół roku inaczej, potem jeszcze inaczej. A powiedz ile tych teorii miałeś i stosowałeś? Pewnie multum, a efekt wciąż ten sam - mizerny. Ja sam szukałem dziury w całym, i tak i siak, i w tę i nazad, i ksiażi nawet jakieś popaprane czytałem, by dojść do tego - kur..a, większość ludzi nie czyta poradników, nie radzi się, nie zmienia postępowania, etc. i odnosi sukces. Więc koniec zmian na lepsze niech się ktoś stosuje do moich zasad, bo ja w nic się angażowac nie będę. Szkoda życia na pierdoły, carpe diem.

[ Dodano: 2007-06-21, 18:49 ]
tank girl pisze:Fakt, wyłamanie się ze schematu osamotnionego nieszczęśnika, któremu czas przecieka przez palce, bezsensownie, na pusto, bo nikt mu nie towarzyszy, to ogromny krok naprzód w rozwoju. Aczkolwiek fakt, faktem - człowiek to istota społeczna i przyjemności życia dzielone z kimś wyjątkowym smakują inaczej...
Myślę, że ponad 90% samotników to samo wie i ten fakt niewspółmiernie negatywnie odbija się na psychice.

tank girl pisze:Prawda, wiele się człowiek uczy o sobie, będąc samemu.
Dodam, że czym dłużej człowiek sam ze sobą przebywa, tym bardziej zaczyna dziwaczeć

[ Dodano: 2007-06-21, 18:59 ]
tank girl pisze:Chodzi mi o to, że częstokroć wybór samotności wynika z tego, że nikt odpowiedni się po prostu nie trafia. I wtedy staje się przed dylematem - być z kimkolwiek, czy być samemu. W tym sensie samotność wiąże się z niemożnością. I także w tym, że poziomy pozostają dostępne tylko dla tych, którzy są razem.
I to jest kolejny dylemat przed którym sam wielokrotnie stanąłem. Dlaczego mówiłem i mówie wciąż - nie? Z różnych przyczyn, zmieniają się one w zależności od sytuacji, moich doświadczeń życiowych, etc. Długo by wymieniać. Społeczeństwo i tak będzie wiedziało swoje - nie chce tej, tamtej, innej - pedał!

[ Dodano: 2007-06-21, 19:00 ]
lollirot pisze:nie czułam się ułomna będąc singlem O__o kwestia podejścia i tego, jak się najpierw człowiek sam ze sobą czuje, potem z innymi.
Ciekawe czy to samo twierdziłabyś będąc pod trzydziechę lub kawałek po.

[ Dodano: 2007-06-21, 19:12 ]
tarantula pisze: Bo tak sobie mysle ,ze moze powinnam byc bardziej delikatna i ulegla ale nie umiem :(
Nie w tym rzecz, grunt to się nie zastanawiać za dużo. Obsesja to straszne słowo, ale potem jest tylko obłęd ...
Niebanalna formacja, niebanalna muza:
http://www.96project.cal.pl/
Awatar użytkownika
shaman
Weteran
Weteran
Posty: 2261
Rejestracja: 16 cze 2005, 15:30
Skąd: Polska
Płeć:

Postautor: shaman » 21 cze 2007, 19:30

czero pisze:kur..a, większość ludzi nie czyta poradników, nie radzi się, nie zmienia postępowania, etc. i odnosi sukces.

Z racji zainteresować, lub ciekawskiej (cynicznej) natury przeczytałem kilka owych "poradników" (w cąłości lub we fragmentach). Jakkolwiek zdarzają się takie oparte na wiarygodnych podstawach i napisane z głową, tak przybierają one postać 500str cegieł, a mimo to trudno je dostać. Większość jednak jest o kant d...y rozbić. Banialuki sklecone dla ubicia kasiorki wyłącznie.

Polecam literaturę fachową (zwłaszcza w sprawach łóżkowych; im więcej czyta się o psychologii, tym mniej się rozumie <chory> ) lub po prostu literaturę fabularną. Z takich książek łatwiej wynieść coś, co może mieć realny i pozytywny wpływ na nasze życie. Nie tylko, na ortografię <diabel> . A i satysfakcja większa.
Awatar użytkownika
Golly Gee
Pasjonat
Pasjonat
Posty: 190
Rejestracja: 14 wrz 2006, 11:12
Skąd: *b*a*h*a*m*y*
Płeć:

Postautor: Golly Gee » 08 lip 2007, 20:57

Natknąłem się na tekst ks. Jana Twardowskiego bardzo fajny, to dla tych samotnych nie z wyboru...

"kto miłości nie znalazł już jej nie odnajdzie
a kto na nią wciąż czeka nikogo nie kocha
martwi się jak wdzięczność że pamięć za krótka

miłość dawno przybiegła i uklękła przy nas
spokojna bo szczęście porzuciła ciasne
spróbuj nie chcieć jej wcale
wtedy przyjdzie sama"
ale wkoło jest wesoło

Wróć do „Miłość, uczucia, problemy”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: jackOn i 277 gości