Kiedy się wycofać?
: 22 maja 2007, 00:57
To nie tajemnica, że niemal każdy związek przechodzi przez mniejsze lub większe kryzysy. Zastanawiam się ostatnio nad dwoma sprawami z tym związanymi - jak długo taki kryzys może trwać i jakie są oznaki tego, że to nie kolejny trudny okres, który minie, tylko początek końca.
W moim związku (długim, niemal czteroletnim) od jakiegoś czasu nie dzieje się dobrze. Mniejsza o szczegóły, w skrócie powiem, że się od siebie oddalamy. Powoli stajemy się znajomymi. Wydaje mi się, że nie z mojej winy - dużo siły wkładam w to żeby i jej i mi było dobrze. Odbyliśmy poważną rozmowę. I tutaj tkwi mój problem. Nie wiem co z niej wynika. Powiedziałem, że jeżeli nasz związek ma dalej tak wyglądać, to chociaż ją bardzo kocham (naprawdę ją kocham) to czas się rozstać. Ona jakby zupełnie bez emocji, choć chyba zaskoczona powiedziała, że rzeczywiście się ode mnie oddala, i bywa że jest nie w porządku ale nie chce mnie stracić i chce żebym spróbował dać jej jeszcze szansę. Zapytałem o powód i czy ma mi coś do zarzucenia, albo coś za złe. Powiedziała mało precyzyjnie, że "to jest tak, że ja sobie myślę, że już zawsze będziemy razem", a ona chciałaby "ciągle robić coś nowego." Uważam, że ze mną się jej na pewno nie nudziło. Zawsze to ja jestem tym który musi namawiać na coś innego niż wyjście do restauracji albo wyjazd nad morze. Może to ja się jej znudziłem. To by było zrozumiałe. Nie kocha mnie, chce innego, koniec sprawy. Tylko po co prosić o kolejną szansę? Mnie teraz jest trudno być chłopakiem z marzeń bo moje pomysły i starania, romantyczne i wariackie od ponad miesiąca są olewane. Czego ode mnie oczekuje? Od rozmowy czas mija a zmian nie widać. Czas na wahania już chyba minął.
Mój problem w tym, że nie wiem jak się zachowywać, jak ją traktować. Czekać na jej ruch, czy działać (jak?) zachować dystans, czy pogodzić się z tym że to koniec?
W moim związku (długim, niemal czteroletnim) od jakiegoś czasu nie dzieje się dobrze. Mniejsza o szczegóły, w skrócie powiem, że się od siebie oddalamy. Powoli stajemy się znajomymi. Wydaje mi się, że nie z mojej winy - dużo siły wkładam w to żeby i jej i mi było dobrze. Odbyliśmy poważną rozmowę. I tutaj tkwi mój problem. Nie wiem co z niej wynika. Powiedziałem, że jeżeli nasz związek ma dalej tak wyglądać, to chociaż ją bardzo kocham (naprawdę ją kocham) to czas się rozstać. Ona jakby zupełnie bez emocji, choć chyba zaskoczona powiedziała, że rzeczywiście się ode mnie oddala, i bywa że jest nie w porządku ale nie chce mnie stracić i chce żebym spróbował dać jej jeszcze szansę. Zapytałem o powód i czy ma mi coś do zarzucenia, albo coś za złe. Powiedziała mało precyzyjnie, że "to jest tak, że ja sobie myślę, że już zawsze będziemy razem", a ona chciałaby "ciągle robić coś nowego." Uważam, że ze mną się jej na pewno nie nudziło. Zawsze to ja jestem tym który musi namawiać na coś innego niż wyjście do restauracji albo wyjazd nad morze. Może to ja się jej znudziłem. To by było zrozumiałe. Nie kocha mnie, chce innego, koniec sprawy. Tylko po co prosić o kolejną szansę? Mnie teraz jest trudno być chłopakiem z marzeń bo moje pomysły i starania, romantyczne i wariackie od ponad miesiąca są olewane. Czego ode mnie oczekuje? Od rozmowy czas mija a zmian nie widać. Czas na wahania już chyba minął.
Mój problem w tym, że nie wiem jak się zachowywać, jak ją traktować. Czekać na jej ruch, czy działać (jak?) zachować dystans, czy pogodzić się z tym że to koniec?
Dobry związek, to ten, kiedy nawet nic nie robiąc i siedząc w ciszy z partnerką, czujesz, że tak jest dobrze.