No nie...
: 15 maja 2007, 19:55
censored sięgnęło zenitu, podłość jest tuż za. censored moje a podłość jej. A może to ja jestem podły?No ale jak to ? Ty nie poczuł byś się przykro?Tobie nie byłoby smutno, gdybyś najpierw słyszał, że fryzure masz okropną a po wyjściu od fryzjera uderzyła by Cię w twarz słowami - “To Twoja wina, sam dałeś się tak obciąć”.
Spoko, wiatr zawiał we włosy, fryzurka przed odwiedzinami w saloniku gdzie tak przyjemnie masują Cię za uszami, nie była może zachwycająca – ja to wiem dlatego namawiać mnie na fryzjera długo nie musiała. Dobra , jesteśmy już w środku. Oboje mówimy kobiecie co i jak ciąć żeby było dobrze. Lusterko, pieniążki , dowidzenia i jesteśmy już po , gdzie rzeczywistość nie jest już tak kolorowa jak w czterech ścianach “Trendy”.
“Tobie się podoba ta fryzura?”
Odpowiadam, że tak średnio - jak to zwykle bywa po wizycie u fryzjera sam już nie wiem czy to tak właśnie włosy miały wyglądać. W każdym razie nie jest źle, Jej starszej siostrze bardzo się podoba . Jej nie i tu jest problem.
Zresztą to dla mnie nie nowość – tak było już dwa lata temu gdy faktycznie padłem ofiarą fryzjerki i kobieta ścieła mnie za krótko - Jej lament był okropny, zarzutów cała masa - dla mnie absurd. Ale ok, starałem się wtedy zrozumieć, że może się nie podobać.
No i co? Historia się powtarza. Słuchanie wykładu na temat tego, że przecież widziałem jak ta kobieta mnie strzyże a mimo to wyglądam jak wyglądam, nie należy do przyjemnych. Cóż, na zarzuty, że miałem kobiecie coś powiedzieć, może nie potrzebnie palnąłem - “Ale Ty też tam byłaś”. Kurcze, serio, jak mam włosy na głowie powywijane w tą i tamtą , to jakoś nie umiem poskładać tego do kupy i zorientować się, że może kobieta tnie za krótko. Czy pół centymetra robi wam aż taką różnice?
Poza palnięciem głupiego hasła, nie odzywam się już w ogóle – z doświadczenia wiem, że przytaczanie przeze mnie jakichkolwiek argumentów może skończyć się atakiem pod moim adresem i wielką kłótnią. Skoro jestem jeszcze przy włosach to przed chwilą wpadła do nas znajoma - pyta czy byłem u fryzjera i mówi, że fajnie wyglądam. Pytam trzy razy czy mówi serio. Tak, z uśmiechem ocenia pozytywnie. Gdyby było inaczej , kręciła by nosem ....to akurat wiem.
W drodze do pokoju, nie mam ochoty gadać. W sumie to jest mi smutno. A co wam by nie było? Wychodzisz od fryzjera i od ukochanej słyszysz “Co to ma być”. Byłoby ok, gdyby mi ktoś z uśmiechem powiedział, że fryzjer się nie spisał na medal. Ok , nie jestem przewrażliwiony na punkcie wyglądu, włosy rosną szybko nie ma problemu ale jak ktoś z taką dezaprobatą i grymasem twarzy mówi, mi że okropnie, po czym odwraca się na pięcie i sobie idzie – trochę przesada, według mnie.
Razem z Jej siostrą dogoniliśmy Anie i idziemy dalej. Tak jak pisałem, najbliższe pół godz. Jazdy autobusem nie odzywam się, Ona zresztą też.
Aha, żeby było uczciwie, staliśmy chwilę przed sklepem i wtedy mówię spokojnie, żeby mnie nie obrażała – dobra , przyznaję może nie powiedziała mi nic obraźliwego ale gdybyście to wszystko słyszeli może stwierdzilibyście inaczej....
Siedzę już w pokoju. Ania zaczyna opowiadać co tam na uczelni - nawet ciekawe i śmieszne rzeczy. Rozmawiam z nią normalnie po czym pyta mnie czy długo się jeszcze będę gniewał?
“Po prostu zrobiło mi się przykro” - odpowiadam.
I zaczyna się burza, oskarżenia pod moim adresem, walenie we mnie poduszką i oskarżanie , że teraz to ona nie ma ochoty na naukę , nie ma ochoty na nic a To ja ją w to wpędziłem. No cóż? Czy nieodzywanie się do kogoś przez godzinę powinno wywołać taką burzę?
Oczywiście, wszystko byłoby ok, gdybym przeprosił za to, że się “obraziłem” i powiedział, że nie miałem racji. Ale nie. Dość tego, wielokrotnie tak robiłem i nigdy nie przyniosło to nieczego dobrego dla mnie. Co jest? Nie mogę czuć się smutno z powodu Jej słów i twierdzić, że tak właśnie jest?
Z drugiej strony, musicie wiedzieć, że Ania ma problemy ze sobą , tak bym to nazwał. Sama to przyznaje ale tylko wtedy gdy jest spokój i jest wszystko ok. Tyle już razy, wszystkie jej kłótnie, pretensje, wyzwiska kierowane do mnie, absurdalne zarzuty (sama to później przyznała, że były absurdalne) usprawiedliwiałem właśnie tym, że taka po prostu jest ( dzieciństwo, charakter itp. Itd.)
No ale mimo, że jestem cierpliwy to przecież gdzieś jest granica.
Wróćmy trochę w czasie. Po wybuchy złości kładzie się na łóżko, ja robię jej melisę i kładę się obok po czym w piękny sposób zwraca się do mnie -”czemu ty mi to robisz”? - oczywiście chodzi o to, czemu mnie tak denerwujesz. Nie, tym razem już nie powiem, że przepraszam i to wszystko moja wina – mówię , że poczułem się urażony i dopóki Ona nie zda sobie z tego sprawy.....
Nawet nie dokończyłem gdy usłyszałem “ Wypad za drzwi jak taki chojrak jesteś!!!”
Szantaż samobójstwem to okropna rzecz.
Biorę kurtkę i wychodzę. Po 20 minutach dostaję sms : “nie wracaj, nie ma do kogo , nie ma do czego. “Narazie”
No nie. Żeby to zrozumieć , trzeba wiedzieć, że ostatnio czytałem Jej artykuł z wyborczej jak to chłopak popełnił samobójstwo a przed powieszeniem się napisał do kumpla coś w tym stylu , kończąc słowami “narazie”. Zresztą o samobójstwie, Ania mówi czasami ...zwłaszcza jak jest źle ( nie będę tu pisał o Jej dzieciństwie, rodzicach itp. Bo musiałbym się nie źle wkurzyć na cały świat, że Ją to wszystko spotkało).
Wracam więc do pokoju. Pokój zamknięty ale wiem , że jest w środku. Pukam nie otwiera. Boję się, że coś się stało, myślę już żeby pójść do portiera po drugi klucz. Dzwonię na komórkę, nie odbiera....W końcu odebrała. Wpuści mnie.
Na łóżku mnóstwo lekarstw. Sprawdzam ile jest a ile pamiętam, że było. Jest ok, raczej niczego nie brakuje. Pytam czy coś zażyła i słyszę , żebym spadał bo jestem bufonem.
Nie mogę wyjść...boję się, że coś sobie zrobi.
Piszę to wszystko, uspokajam się. Szkoda tylko, że to co dziś w skrócie opisałem to powtórka z historii, zmienia się tylko kontekst. W górach usłyszałem gorsze obelgi, gdzieś indziej, że mnie nienawidzi. Nie raz też dałem się w ciągnąć w kłótnię , powiedziałem, że mam już tego dość i tak żyć dalej nie mogę, nieraz też zachowałem spokój.
Później znów było dobrze, fajnie , spokojnie, po przyjacielsku. Z mojej strony przychodziło zrozumienie , starałem sobie to jakoś wytłumaczyć i było ok.
Szkoda tylko, że po tylu akcjach, nie jestem już takim człowiekiem jakim byłem zanim Ją poznałem. Jestem już kompletnie rozbity, mam już tego dość – zero pozytywnego nastawienia. Lubię robić to czym powinienem zająć się na co dzień, mogę być w tym dobry, kiedyś byłem ale to wymaga wysiłku, którego dać z siebie nie mogę ....energia marnuje się na to o czym piszę....
Wszystko to z tą fryzurą to jakaś głupota, uczony powie “to był przykład na irracjonalne zachowanie”, dla mnie to jakaś paranoja....
Mi też już nie chce się w to brnąć....ale jeszcze nie powiem “Narazie”....
Spoko, wiatr zawiał we włosy, fryzurka przed odwiedzinami w saloniku gdzie tak przyjemnie masują Cię za uszami, nie była może zachwycająca – ja to wiem dlatego namawiać mnie na fryzjera długo nie musiała. Dobra , jesteśmy już w środku. Oboje mówimy kobiecie co i jak ciąć żeby było dobrze. Lusterko, pieniążki , dowidzenia i jesteśmy już po , gdzie rzeczywistość nie jest już tak kolorowa jak w czterech ścianach “Trendy”.
“Tobie się podoba ta fryzura?”
Odpowiadam, że tak średnio - jak to zwykle bywa po wizycie u fryzjera sam już nie wiem czy to tak właśnie włosy miały wyglądać. W każdym razie nie jest źle, Jej starszej siostrze bardzo się podoba . Jej nie i tu jest problem.
Zresztą to dla mnie nie nowość – tak było już dwa lata temu gdy faktycznie padłem ofiarą fryzjerki i kobieta ścieła mnie za krótko - Jej lament był okropny, zarzutów cała masa - dla mnie absurd. Ale ok, starałem się wtedy zrozumieć, że może się nie podobać.
No i co? Historia się powtarza. Słuchanie wykładu na temat tego, że przecież widziałem jak ta kobieta mnie strzyże a mimo to wyglądam jak wyglądam, nie należy do przyjemnych. Cóż, na zarzuty, że miałem kobiecie coś powiedzieć, może nie potrzebnie palnąłem - “Ale Ty też tam byłaś”. Kurcze, serio, jak mam włosy na głowie powywijane w tą i tamtą , to jakoś nie umiem poskładać tego do kupy i zorientować się, że może kobieta tnie za krótko. Czy pół centymetra robi wam aż taką różnice?
Poza palnięciem głupiego hasła, nie odzywam się już w ogóle – z doświadczenia wiem, że przytaczanie przeze mnie jakichkolwiek argumentów może skończyć się atakiem pod moim adresem i wielką kłótnią. Skoro jestem jeszcze przy włosach to przed chwilą wpadła do nas znajoma - pyta czy byłem u fryzjera i mówi, że fajnie wyglądam. Pytam trzy razy czy mówi serio. Tak, z uśmiechem ocenia pozytywnie. Gdyby było inaczej , kręciła by nosem ....to akurat wiem.
W drodze do pokoju, nie mam ochoty gadać. W sumie to jest mi smutno. A co wam by nie było? Wychodzisz od fryzjera i od ukochanej słyszysz “Co to ma być”. Byłoby ok, gdyby mi ktoś z uśmiechem powiedział, że fryzjer się nie spisał na medal. Ok , nie jestem przewrażliwiony na punkcie wyglądu, włosy rosną szybko nie ma problemu ale jak ktoś z taką dezaprobatą i grymasem twarzy mówi, mi że okropnie, po czym odwraca się na pięcie i sobie idzie – trochę przesada, według mnie.
Razem z Jej siostrą dogoniliśmy Anie i idziemy dalej. Tak jak pisałem, najbliższe pół godz. Jazdy autobusem nie odzywam się, Ona zresztą też.
Aha, żeby było uczciwie, staliśmy chwilę przed sklepem i wtedy mówię spokojnie, żeby mnie nie obrażała – dobra , przyznaję może nie powiedziała mi nic obraźliwego ale gdybyście to wszystko słyszeli może stwierdzilibyście inaczej....
Siedzę już w pokoju. Ania zaczyna opowiadać co tam na uczelni - nawet ciekawe i śmieszne rzeczy. Rozmawiam z nią normalnie po czym pyta mnie czy długo się jeszcze będę gniewał?
“Po prostu zrobiło mi się przykro” - odpowiadam.
I zaczyna się burza, oskarżenia pod moim adresem, walenie we mnie poduszką i oskarżanie , że teraz to ona nie ma ochoty na naukę , nie ma ochoty na nic a To ja ją w to wpędziłem. No cóż? Czy nieodzywanie się do kogoś przez godzinę powinno wywołać taką burzę?
Oczywiście, wszystko byłoby ok, gdybym przeprosił za to, że się “obraziłem” i powiedział, że nie miałem racji. Ale nie. Dość tego, wielokrotnie tak robiłem i nigdy nie przyniosło to nieczego dobrego dla mnie. Co jest? Nie mogę czuć się smutno z powodu Jej słów i twierdzić, że tak właśnie jest?
Z drugiej strony, musicie wiedzieć, że Ania ma problemy ze sobą , tak bym to nazwał. Sama to przyznaje ale tylko wtedy gdy jest spokój i jest wszystko ok. Tyle już razy, wszystkie jej kłótnie, pretensje, wyzwiska kierowane do mnie, absurdalne zarzuty (sama to później przyznała, że były absurdalne) usprawiedliwiałem właśnie tym, że taka po prostu jest ( dzieciństwo, charakter itp. Itd.)
No ale mimo, że jestem cierpliwy to przecież gdzieś jest granica.
Wróćmy trochę w czasie. Po wybuchy złości kładzie się na łóżko, ja robię jej melisę i kładę się obok po czym w piękny sposób zwraca się do mnie -”czemu ty mi to robisz”? - oczywiście chodzi o to, czemu mnie tak denerwujesz. Nie, tym razem już nie powiem, że przepraszam i to wszystko moja wina – mówię , że poczułem się urażony i dopóki Ona nie zda sobie z tego sprawy.....
Nawet nie dokończyłem gdy usłyszałem “ Wypad za drzwi jak taki chojrak jesteś!!!”
Szantaż samobójstwem to okropna rzecz.
Biorę kurtkę i wychodzę. Po 20 minutach dostaję sms : “nie wracaj, nie ma do kogo , nie ma do czego. “Narazie”
No nie. Żeby to zrozumieć , trzeba wiedzieć, że ostatnio czytałem Jej artykuł z wyborczej jak to chłopak popełnił samobójstwo a przed powieszeniem się napisał do kumpla coś w tym stylu , kończąc słowami “narazie”. Zresztą o samobójstwie, Ania mówi czasami ...zwłaszcza jak jest źle ( nie będę tu pisał o Jej dzieciństwie, rodzicach itp. Bo musiałbym się nie źle wkurzyć na cały świat, że Ją to wszystko spotkało).
Wracam więc do pokoju. Pokój zamknięty ale wiem , że jest w środku. Pukam nie otwiera. Boję się, że coś się stało, myślę już żeby pójść do portiera po drugi klucz. Dzwonię na komórkę, nie odbiera....W końcu odebrała. Wpuści mnie.
Na łóżku mnóstwo lekarstw. Sprawdzam ile jest a ile pamiętam, że było. Jest ok, raczej niczego nie brakuje. Pytam czy coś zażyła i słyszę , żebym spadał bo jestem bufonem.
Nie mogę wyjść...boję się, że coś sobie zrobi.
Piszę to wszystko, uspokajam się. Szkoda tylko, że to co dziś w skrócie opisałem to powtórka z historii, zmienia się tylko kontekst. W górach usłyszałem gorsze obelgi, gdzieś indziej, że mnie nienawidzi. Nie raz też dałem się w ciągnąć w kłótnię , powiedziałem, że mam już tego dość i tak żyć dalej nie mogę, nieraz też zachowałem spokój.
Później znów było dobrze, fajnie , spokojnie, po przyjacielsku. Z mojej strony przychodziło zrozumienie , starałem sobie to jakoś wytłumaczyć i było ok.
Szkoda tylko, że po tylu akcjach, nie jestem już takim człowiekiem jakim byłem zanim Ją poznałem. Jestem już kompletnie rozbity, mam już tego dość – zero pozytywnego nastawienia. Lubię robić to czym powinienem zająć się na co dzień, mogę być w tym dobry, kiedyś byłem ale to wymaga wysiłku, którego dać z siebie nie mogę ....energia marnuje się na to o czym piszę....
Wszystko to z tą fryzurą to jakaś głupota, uczony powie “to był przykład na irracjonalne zachowanie”, dla mnie to jakaś paranoja....
Mi też już nie chce się w to brnąć....ale jeszcze nie powiem “Narazie”....

Znaczy, ze sam już wiesz, jak to się skończy, jedyne, co w tej chwili się zdarzy, to przesunięcie w czasie.