agnieszka.com.pl • Dyskretna wojna o kobietę
Strona 1 z 2

Dyskretna wojna o kobietę

: 09 maja 2004, 23:10
autor: kwjk
Dzień dobry. Od razu napiszę, że nie spodziewałem się nigdy, że napiszę tutaj posta na jakikolwiek mój problem, czy troskę. Tym samym... po prostu chciałbym poznać waszą opinię na ten temat i wysłuchać ewentualnych sugestii. Ostrzegam, że historyjka wyjdzie trochę długa...

Rzecz, w dość telegraficznym skrócie prezentuje się następująco... Jest kobieta (co raczej nie stanowi zaskoczenia). Poznaliśmy się na studiach, zaprzyjaźniliśmy się. Natrualnym biegiem rzeczy spodobała mi się bardzo, przez co w delikatny sposób próbowałem się do niej zbliżyć. Ni mniej ni więcej nie udało mi się to w sposób skuteczny, bo na moje zaproszenia wspólnego wyjścia przeważnie dawała odpowiedź wymijającą, w związku z czym wolałem nie naciskać. Ale raz na jakiś czas delikatnie ponawiałem moje pytanie... bez skutku.

Chciał, nie chciał... nastały wakacje i straciliśmy na ten okres kontakt. Po 3 miesiącach wróciłem na uczelnię z myślą, że wszystko będzie tak jak dawniej. I tu sie bardzo pomyliłem, bo sytuacja między nami dramatycznie się zmieniła. Zaczęła mnie unikać... stała się bardzo chłodna i nieprzystępna. Kontakt praktycznie nam się zerwał... tak samo na uczelni jak i listowny (bo pisaliśmy kiedyś do siebie maile). Raz na jakiś czas odezwaliśmy się do siebie... przy czym rozmowa kleiła się niespecjalnie. Bardzo mnie zaniepokoił ten stan rzeczy... podejrzewałem, że przez wakacje ktoś się w jej życiu pojawił. Być może tak było... nie wiem. Tak czy siak, nastały jej urodziny i tego dnia, jeszcze nieświadom tego co się dzieje, składając jej życzenia przytuliłem ją do siebie. Jak się okazało później to pogorszyło znacznie sprawę. Po kilku dniach zostawiła mi na GG wiadomość, że trochę ją przestraszyłem... że jest teraz jaka jest, bo ma ostatnio pewne kłopoty i potrzebuje czasu. Dałem jej go więc. Czekałem.

Minęły 2 miesiące, a sytuacja między nami nie ulegała poprawie. Postanowiłem w końcu napisać list z pytaniem, co się dzieje, dlaczego jest jak jest i czy jest w tym wszystkim jakaś moja wina. Odpisała, że jestem zbyt natarczywy (sic!) i że "oddech na szyi podczas składania życzeń nie był tylko przyjacielski i kumpelski", przez co uciekła i teraz nie umie wrócić. Dla mnie był to sygnał, że to koniec... napisałem więc symboliczny list, że jeśli dla niej tak faktycznie lepiej... to nie odzywam się już.

Po miesiącu odezwała się. W międzyczasie raz na jakiś czas puściłem jej sporadycznie sygnałek na komórkę... spytała, czy mam ochotę się z nią spotkać. No i spotkaliśmy się. Było bardzo uroczo... tyle, że po tym spotkaniu nasze stosunki wcale się nie polepszyły. Zdziwiło mnie to bardzo.

Nie chcąc się jednak poddawać skorzystałem z okazji, jaką uczynił mi Dzień Kobiet i zrobiłem dla niej laurkę z zaproszeniem na następne spotkanie. Po tygodniu przyjęła je. Cóż, było tak rewelacyjnie, żę następnego dnia się rozchorowałem. Tego samego dnia rozmawialiśmy też na GG. Pełen euforii spytałem, czy chciałaby się jeszcze ze mną spotkać, jako że sądziłem, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Zaczęliśmy się droczyć... ostatecznie zrozumiałem, że jeszcze nie czas. Nie mniej rozmowa skończyła się w miłym tonie.

Od tamtej pory znów nie rozmawialiśmy. Ostatecznie, nie wiedząc nadal czym stoję postanowiłem ją zaprosić na następne spotkanie. Uznałem, że po 2 tygodniach będzie w sam raz. Jednak pomyliłem się. W dość ponurej rozmowie telefonicznej powiedziała mi (znowu), że jestem zbyt natarczywy... że to za szybko... więc spytałem, czy moje dalsze czekanie ma sens. Odpowiedziała, że "nie wie", co dla mnie zabrzmiało dość jednoznacznie. Pożegnałem się zatem i powiedziałem, że musi sama uznać, czy warto i żeby się odezwała... na tym się skończyło.

Jednak nie chciałem zakończyć tego w tak banalny sposób, bo bardzo mi na niej zależało/zależy. W związku z tym postanowiłem uderzyć poraz ostatni... i tym razem z grubej rury. Przygotowałem jej mały prezent, w którym wyjaśniłem, że mi się podoba, że zależy mi na niej i inne tego typu duperele, które możecie sobie wyobrazić. Zaproponowałem też spotkanie, na którym mielibyśmy pogadać. Dodatkowo dorzuciłem do tego płytkę z piosenką, którą dla niej napisałem, zaśpiewałem i nagrałem. Podrzuciłem przesyłkę i czekałem...

W tym miejscu moja dotychczasowa historia chyli się ku końcowi. Po dwóch dniach dostałem SMS-a, że był to jeden z najpiękniejszych prezentów jaki kiedykolwiek dostała, ale musi mi z wielkim żalem odmówić. Gdy spytałem o powód zdradziła mi... że ma chłopaka. To było dla mnie oszałamiające uderzenie. Jedynie co mogłem odpisać, to "życzę wam zatem szczęścia". Na tym się skończyło.

Problem w tym, że ja nie mam ochoty się poddać. W tych okolicznościach moje dalsze plany co do naszej ewentualnej "wspólnej przyszłości" idą na chwilę w odstawkę... bo chcę na powrót odzyskać jej przyjaźń, jej zaufanie. W ten dość sprytny sposób... po prostu będąć przy niej, chcę ją pozyskać... żeby dojrzała co straciła. Tu kieruję pytanie do Was. W jaki sposób okazywać jej ciepło i serdeczność bez narzucania się? Widzimy się teraz tylko 2 razy w tygodniu na wykładach i rozmawiamy bardzo rzadko. Trochę to dla mnie kłopotliwe... bo
nie mogę jej nigdy zastać "samej", żeby podejść i spokojnie pogadać. Chciałbym posłuchać waszych sugestii na ten temat.


Dziękuję za przeczytanie tak długiej treści... i czekam na rady :)

: 10 maja 2004, 00:00
autor: Maverick
Kobitka jest... conajmniej (i nie uraz sie) dziwna. Niby dorosla (bo przeciez na studiach) a nie wie czego chce i zachowuje sie jak jakas 15latka lub 14tka co bravo girl czyta...
Przeciez mogla od razu powiedziec, ze kogos ma. Wiec albo jest bardzo niezyciowa albo sciemnia z chlopakiem. Ja zanim bym zaczal cokolwiek robic, zrobilbym dobry wywiad z wiarygodnego zrodla, bo od niej sie niczego nie dowiesz. Trzeba wiedizec na czym sie stoi. Czy faktycznie ma chlopaka, co robi, co o Tobie mysli. Jak ten wywiad zrobisz to musisz sam wykombinowac, ale uwazaj, bo jak ona sie o tym dowie... to wszyscy wiemy co bedzie :)
Pozdrawiam

: 10 maja 2004, 00:05
autor: kwjk
Co o mnie myśli to wiem... bo wiem, że mnie lubi. Nie znam prawdziwej przyczyny tego, co sprawiło, że od samego początku tego roku nasze stosunki się tak pogorszyły. Z wywiadem będzie gorzej, bo niestety nie ufam jej znajomym.... mam na myśli, że nie są to dla mnie ludzie na tyle wiarygodni, że mogliby dochować w tajemnicy to, że "coś kombinuję".

Fakt... jej podejście jest bardzo dziwne....

: 10 maja 2004, 00:19
autor: Maverick
No to musisz kombinowac inaczej... Moze isc na "latwizne" i pograc w gre o nazwie "internetowy przyjaciel"? :d

: 10 maja 2004, 08:37
autor: Andrew
Z doswiadczenia powiem Odpusc sobie !! i to dawno powinienes juz to zrobic , nie moze byc tak iż zalezy tylko jednej ze stron i to okazuje , bo w pewnym momencie moze sie zrobić dziewczynie ciebie żal ! i moze dojsc do tego ze bedziecie ze sobą , ale to sie zmieni predzej czy puzniej , a Ty pozostaniesz zraniony !! . nie pchaj się tam gdzie Cię nie chcą i przyjaciuł sie nie szuka ani nie czyni na siłę oni po prostu są!!! to córcia mamusi co to spod spudniczki jej jeszcze nie wyszła i tyle !
gdy miłość gonisz ....ona ucieka ... gdy uciekasz ....? ona Ciebie goni !

: 10 maja 2004, 08:49
autor: Martyna
Dobre jeste w tym to, ze pokazałeś trochę taktu, życząc jej szczęścia. Chociaż wiem, że trudno to było zrobić, bo miałam dokładnie tak samo, będąc w Twojej sytuacji. Szczerze mówiac sytuacja nie wydaje mi się pomyślna... Chyba, ze minie dużo czasu, będzie jakaś okazja, zeby się spotkać, pogadać, powygłupiać się. Ona już ma dystans do Ciebie i chyba jej trochę głupio, ma poczucie winy, ze tak wyszło, więc będzie ciężko ją "odkręcić". Ale rozmowy na GG nie są głupie. Dużo czasem mozna się dowiedzieć i łatwiej się rozmawia.

: 10 maja 2004, 09:11
autor: Maverick
A ja mimo wszystko bym zrobil cichy wywiad, bo moze sie okazac cos ciekawego. Ale faktycznie... nie robilbym sobie nadziei. Co do "internetowego przyjaciela":
1. Bierzesz gg
2. Wylaczasz polaczenia bezposrednie (z dwojga zlego mniej podejrzane jest to ze Ty i "przyjaciel" beda mieli wylaczone polaczenia bezposrednie niz gdybyscie mieli to samo ip :d
3. Piszesz sobie w katalogu 2 koniec Polski, fajny wiek
4. Zagadujesz do niej, ale spokojnie, to moze potrwac nawet i miesiac (zdobywanie zaufania). Czyli normalnie gadacie itp. Ofkors piszesz ze masz dziewczyna, dobrze by bylo jakbys wymyslil jakis problem ze masz, zeby mogla sie zaangazowac i Ci pomoc. Potem tekst, ze cieszysz sie ze mozesz na niej polegac. A, i musi wiedizec, ze nie zalezy Ci na niczym wiecej (poto ta dziewczyna ktora masz i 2 koniec Polski).
5. Z czasem moze nabrac na tyle zaufania, ze bedzie mowic to i owo, bo... ludzie ufaja.
6. Nie z kazdym to zadziala, ale moze warto sprobowac
7. Social rulezzz
8. Wiem, wiem - wyrachowane i dziecinne, ale moze pomoc :D
Pozdrawiam

Ps: Gdyby nie fakt, ze pisales, ze Ci na niej zalezy to podobnie jak Krzys powiedzialbym, zebys sobie odpuscil, bo szkoda nerwow...

: 10 maja 2004, 11:59
autor: Andrew
Pmietajcie ,ze pewnych rzeczy lepiej nie wiedziec !!!!

: 10 maja 2004, 13:40
autor: kwjk
Drogi Mavericku, z tym "internetowym przyjacielem" sprawa nie będzie taka prosta, bo ona się po prostu przestała na GG pojawiać... jeśli już, to sporadycznie. Sam kiedyś nawet już myślałem o tym, żeby rozegrać sprawę w ten właśnie sposób, ale ze względu na tą trudność musiałem zrezygnować.

Drogi Krzysiu, teraz nie chodzi mi o to, żeby rozwijać tą pseudo-znajomość w coś większego. Póki co, chcę sprawdzić, czy da się sytuację w taktowny sposób odkręcić, żeby mogło być względnie normalnie. Poza tym... nie koncentruję się już tylko na niej, bo "rozglądam się" też za kimś innym. Takie podejście wielce mi ułatwia życie, bo nie boli to wtedy tak bardzo. Kieruję się teraz myślą: "kto wie... a nuż coś się zmieni i coś wyjdzie"

Droga Martyno, sam nie uważam, że cała sprawa wygląda optymistycznie. Ale pewna moja znajoma przekonała mnie, że... najwięcej mogę teraz osiągnąć po prostu będąc gdzieś obok. I nie chodzi tu o narzucanie się, a jedynie o samą obecność... okazywanie umiarkowanej sympatii i życzliwości. Niekoniecznie mam na myśli, że na każde zawołanie powienienem być zaraz obok (bo tego zawołania po prostu nie będzie), a jedynie... być wtedy, gdy jestem potrzebny, a ona najmniej się tego spodziewa :)

Rzecz w tym, że nie bardzo wiem jak to z mojej strony rozegrać.

: 10 maja 2004, 14:16
autor: Maverick
Ja ona nie chce Cie nawet obok, jak to napisales, unika spotkan to nic nie zrobisz przeciez.

: 10 maja 2004, 15:10
autor: kwjk
Nie napisałem, że mnie nie chce nawet obok. Po prostu wiem, że nie będzie miała odwagi zwrócić się do mnie, jeśli będzie miała problem.

: 10 maja 2004, 16:53
autor: natasza
ewidentnie widać, że ta kobieta nic do Ciebie nie czuje, otwórz oczy..

całe życie chcesz walczyć?

: 10 maja 2004, 17:09
autor: Martyna
Drogi kwjku jasne, ze obok możesz stać i to bardzo dobrze świadczy, jednak sama się przekonałam,że to nie dokońca sie sprawdza. Ona nie zawsze może chcieć poprosić Cię o pomoc a sam nie zawsze będziesz też wiedział kiedy jej pomóc. Ale wybór należy do Ciebie i co z tym zrobisz to tylko twoja sprawa. Rób tak, zeby było dla Ciebie dobrz ;) Pozdrawiam.

: 10 maja 2004, 17:10
autor: kwjk
Droga Nataszo, nie ma potrzeby tak od razu wyolbrzymiać tego... hm... "uczucia". Nie chcę walczyć teraz o miłość, ale odzyskać coś pomniejszego. Tylko tyle. I nic więcej, bo mam świadomość, że nie starczy mi czasu, aby to "coś więcej" wywalczyć. Od przyszłego semestru może mnie już tu nie być, więc wiązanie się teraz z nią byłoby trochę bez sensu - a osiągnięcie tego byłoby tym trudniejsze, bo ma kogoś (o ile to prawda).

Droga Martyno, jak już napisałem, po tym wszystkim jest raczej mało prawdopodobne, że sama miałaby odwagę/chęć zwrócić się do mnie o ewentualną pomoc. Sam widzę, że momentami coś jest nie tak... i widać to od razu po zachowaniu. To, co określam przez "pomoc" nie jest siłową metodą nawiązania rozmowy w stylu "pogadajmy o Twoim problemie"... a jedynie sprawienie, że się chociaż na chwilę uśmiechnie. Wydaje mi się, że na chwilę obecną tylko tyle mi wypada.

: 10 maja 2004, 22:37
autor: Maverick
Skoncz rozdzial i zacznij drugi w koncu.

: 10 maja 2004, 22:55
autor: kwjk
Ten drugi rozdział już trwa.

: 10 maja 2004, 22:58
autor: Hyhy
mialem kidys przyjaciolke ktora zachowywala sie w podobny sposob jesli chodzilo o nasza przyjazn, mowila rozne fajne rzeczy a postepowala niedokonca dobrze wedlug tego co mowila.jest taki typ ludzi, ktory ma nasrane we lbie i dojrzewa 10 lat pozniej niz inni:) tak wiec bierz sie chlopie za fajne dupki jak chcesz dam Ci gg :D

: 11 maja 2004, 08:36
autor: Andrew
O własnie po co sie starac , jak nie za bardzo sie trzeba by poderwac dziewczynę !! wresz one na to czekaja i pragną tego ! szkoda ze jak byłem młody to tego nie wiedziałem co teraż , ale by sie szalało ! , Ale wy juz wiecie bo Ja wa to mówie , wiec do dzieła !!! tego kwiatu pół światu ! ;)

: 11 maja 2004, 15:22
autor: Maverick
Wlasnie. "Nastepna laska, nastepna dziewczyna, jedno sie konczu - drugie sie zaczyna" :D

: 26 maja 2004, 20:32
autor: kwjk
no ale ja się nie staram o potencjalną partnerkę... właśnie to próbuję wytłumaczyć :)

: 30 maja 2004, 21:53
autor: kwjk
hm... czy to już koniec wypowiedzi na ten temat? :) bo jeśli tak to go zamykam i walcze sam... :)

odp.

: 09 cze 2004, 12:12
autor: Greyangel
Dużym minusem jest to że żadko się Widujecie. Lepiej by było tak do 3 razy w tygodniu ale co by było gdyby ... . Taka cicha kampania to ambitne wyzwanie. Należało by się zastanowić nad skutkami powodzenia lub niepowodzenia. Jeśli by się powiodło to ok, ale czy Ty potrafiłbyś ją pokochać to następna niewiadoma. Prawdopodobnie się nie powiedzie i tak jak utrzymuje Krzyś, może lepiej było by sobie odpuścić. Ja przyznam że raczej bym sobie odpuścił chyba że byłby dostatecznie długi czas by to porządnie rozegrać. Z tego co się orientuję to nie zostało Ci zbyt dużo czasu ale może się myle, po mojemu potrzebny by był rok bo ja wcale nie jestem taki dobry jak się to czasami wydaje. A związki powstają i rozpadają się i jest więcej szans że jej się rozpadnie niż że ułoży, zupełnie jak z Tobą ale nie należy zasypywać gruszek. Wydaje mi się że to co Mogłeś zrobić to już Uczyniłeś, teraz Okazuj jej przyjacielskość i ciepło choć mniej o tym mów, gdy tamtemu gościowi powinie się nóżka to Ty Powinieneś być blisko i ją złapać i ... "żyli długo i szczęśliwie". Może się okazać że ona sama zwróci się do Ciebie. Nie powinieneś za dużo gadać by nie dać się poznać, trzeba też troszkę tajemniczości. Mniej gadaj więcej się uśmiechaj to chyba było by optimum. Możesz też zastosować jakiś blitzkrieg ale Musiałbyś wiedzieć jaki jest ten jej facet, jeśli jest dla niej dobry to nie ma sensu i trzeba się wycofać. To by było na tyle co mogę Ci doradzić.

: 11 cze 2004, 01:02
autor: kwjk
Dziękuję za odpowiedź Greyangel :)

Czy ta "cicha kampania" jak to nazwałeś, to ambitne wyzwanie? Nie wiem czy to dobre słowo... na pewno jest to wyzwanie wymagające cierpliwości. Prawdopodobnie się nie powiedzie? Cóż... trzeba wierzyć, że się uda :) Liczę się z tym jakie może być zakończenie, ale... z drugiej strony wierzę/staram się wierzyć, że będzie dobrze. I nie chodzi mi tu nawet o ewentualne późniejsze "bycie razem", ale... o sam fakt, że znowu będziemy w stanie ze sobą normalnie rozmawiać. Bo na chwilę obecną nie rozmawiamy wcale. Tak jak piszesz więcej się uśmiecham niż mówię, staram się okazywać ciepło i przyjacielskość... ale mimo to trzymam się nadal nieco na dystans. I tak już raczej zostanie do wakacji, które niechybnie się zbliżają. Dlaczego? Bo teraz nie mam zbyt dużych szans na to, aby cokolwiek mogło się powieść. Wynika to z faktu, że, jak się dowiedziałem, oni są ze sobą bardzo krótko, bo niecałe dwa miesiące. To ciągle ten okres, kiedy w brzuchu się ma motyle i raczej na nic innego się nie zwraca wtedy uwagi. Jak już wspomniałeś - więcej zrobić teraz nie mogę.

A co potem?

Potem rozstaniemy się na dłuższy czas. Wszystko jest na dobrej drodze do tego, abym w przyszłym semestrze wyjechał na studia za granicę. Oznaczałoby to blisko półroczną rozłąkę... która może cokolwiek uleczy. A mam też zamiar, będąc tam, próbować na nowo się z nią zaprzyjaźnić... dostęp do Internetu będzie, a i tak to od tego się wszystko zaczęło. Liczę na to, że po wakacjach, nie widząc mnie na uczelni, ona sama spojrzy na mnie nieco inaczej... bardziej przychylnie.... bardziej ufnie. Może to coś da i pomoże.

Wierzę też, że mój wyjazd mnie trochę zmieni i gdy wrócę będę mógł inaczej patrzeć na tą całą sytuację... z mniejszym przejęciem. Zobaczymy.

: 14 cze 2004, 12:01
autor: kwjk
Tak przy okazji chciałbym zadać tutaj dodatkowe pytanie do pań:

Czy któraś z was była kiedykolwiek w takiej, bądź podobnej sytuacji? I jeśli tak, to jak się wasza historia skończyła?

: 15 cze 2004, 14:13
autor: BlueEyes
Czy któraś z was była kiedykolwiek w takiej, bądź podobnej sytuacji
Tak... Jak byłam młodsza duuużo i nie za bardzo wiedziałam czego chcę...

jak się wasza historia skończyła?


Byliśmy razem, szansa była... ale trwało to może 5 miesięcy. Skończyło się. I dziękuję :)

: 15 cze 2004, 15:35
autor: kwjk
BlueEyes pisze:Tak... Jak byłam młodsza duuużo i nie za bardzo wiedziałam czego chcę...



Czy to aluzja do mojej "znajomej"? ;)

: 15 cze 2004, 23:47
autor: BlueEyes
Czy to aluzja do mojej "znajomej"?

Może być. Nie wiem, bo jej nie znam. Przypuszczam jednak, iż w Jej przypadku to również prawdopodobne... Sam wiesz najlepiej :)

: 16 cze 2004, 10:29
autor: kwjk
BlueEyes pisze:
Może być. Nie wiem, bo jej nie znam. Przypuszczam jednak, iż w Jej przypadku to również prawdopodobne... Sam wiesz najlepiej :)


Rzecz w tym, że ja właśnie nic nie wiem :/. Podobno wszystko wymaga czasu... kto wie, może kiedyś się to jeszcze wyjaśni, może jeszcze kiedyś szczerze na ten temat porozmawiamy.

A póki co... czekam... :)

: 25 cze 2004, 01:32
autor: kwjk
Hm... troszkę mi się skomplikowały sprawy.

Okazało się, że owszem, wyjadę na studia za granicę, ale dopiero w styczniu... i czeka mnie teraz po wakacjach kolejny semestr we wspólnym towarzystwie. Kompletnie nie tak miało być.

Jak widać wszystko się zawsze komplikuje akurat wtedy, gdy nie powinno. Ten wyjazd był mi do szczęścia naprawdę potrzebny... a tymczasem wyszło na opak.

Nie wiem co teraz.

: 20 sie 2004, 21:24
autor: lizaa
temat zauwazylam malo uczeszczany przez naszych forumowiczow.. a przeciez ta cala historia trwa...
jak jest teraz Drogi Kwjku???
jakas poprawa? zlapales kontakt z nia?