agnieszka.com.pl • W przeciwną stronę.
Strona 1 z 8

W przeciwną stronę.

: 12 kwie 2007, 18:54
autor: Oszpecony
Im dłużej żyję, tym coraz częściej dochodzę do wniosku, że jednak warto zrezygnować z szeroko rozumianej miłości.

I nie, nie byłem bity w dzieciństwie, ani nad nikim się nie znęcałem.

Nie widzę sensu w byciu kochanym przez kogoś, bo trudno uwierzyć w uczucia innych, właściwie pobudzone fizycznością i hormonami. Nie chciałbym też nikogo pokochać otwarcie, bo nie chciałbym tego kogoś zranić. Ponadto napawa mnie obrzydzeniem cała ta forma miłości, z jej naiwnością, albo żałosne, przedmiotowe podejście do drugiej osoby. Nie rozumiem jak mogą, głównie mężczyźni zresztą, opowiadać o swoich łożkowych przygodach swoim kolegom. Nie rozumiem kobiet bawiących się jeleniami, którzy dla niej zrobią wszystko (zmanipulowane zwierzątka).

Może jednak warto odrzucić to coś, co nazywamy miłością? Widzę tylko pożądanie, ewentualnie manipulację. Myślę, że nie warto się w to pakować.[/scroll]

: 12 kwie 2007, 19:05
autor: Wujo Macias
Nie jestes przypadkiem taka osoba, ktora swoje wyobrazenie o milosci opierala glownie na stereotypach utrwalonych przez filmy,ksiazki,seriale itp?
Bo widzisz, milosc jest nie tyle przereklamowana, co po porstu zle przedstawiana. I sporo ludzi nagle sie lapie na tym, ze "przeciez w pretty woman bylo inaczej...".
Ja niespecjalnie widze siebie w milosnym zwiazku, niemniej kiedys zdarzylo mi sie takie przezyc i bylo naprawde super. Wiec sie da, tyle ze nie jest latwo trafic i to u3mac.

: 12 kwie 2007, 19:12
autor: Oszpecony
Nie opieram tego na stereotypach. Widziałem wiele związków moich znajomych i przyznam z żadnym nie chciałbym się zamienić. Wybrałem życie w pojedynkę, bo jeśli oni nazywają to miłością, to nie mogę w nią uwierzyć. Ah i nie był to jeden związek, było ich wiele i raczej nie uwierzę też w to, że po prostu otaczają mnie ludzie z fatalnymi związkami.

: 12 kwie 2007, 19:18
autor: pani_minister
Ja wrzucę bezdusznie kilka pokrewnych linków tutaj:

http://agnieszka.com.pl/forum_php/viewt ... p?p=231951
http://agnieszka.com.pl/forum_php/viewt ... p?p=378861
http://agnieszka.com.pl/forum_php/viewt ... p?p=322445

Oszpecony, nikt Cię przecież do poszukiwania miłości nie zmusza, to jak z wiarą w Boga - możesz żyć bez. W sporej części to kwestia wyboru, dodatkowo czasem okoliczności się do tego przyczyniają :)

: 12 kwie 2007, 19:25
autor: Mychola
A może przeżyłeś kiedyś niespełnioną miłość i jesteś teraz uprzedzony i masz takie zdanie?
Zauważasz tylko te negatywne cechy. A gdzie pozytywne?
Nie istnieją dla Ciebie?

: 12 kwie 2007, 19:30
autor: Oszpecony
Dlatego właśnie podjąłem decyzję o tym, żeby żyć w pojedynkę, co nie znaczy "samotnie" jak pomylony romantyk. Nie chcę grzęznąć w tym błocie.

Nieszczęślwie miłości przeżywał każdy i przyznam się szczerze, że odebrałem je z wielkim bólem. Ale gdybym się uparł, to zdobyłbym dziewczynę. Tu zaczyna chodzić o coś więcej.
Po co tworzyć coś, co i tak ma umrzeć? Lepiej oszczędzić bólu obu stronom, nieprawdaż?

A miłość ma pozytywne cechy. Sex. Reszty nie widzę, bo poza tym to są marne manipulację.

: 12 kwie 2007, 19:33
autor: Ted Bundy
Nie rozumiem, za cholerę nie jestem w stanie zrozumieć takiej logiki. Otacza Cię to, co Cię otacza. Rozumiem. Mnie też otaczało. I co? Co to zmienia? Owczy pęd? Kto Ci powiedział, że wszystko biegnie z góry ustalonym schematem? Otoczenie? Pluń na otoczenie. Musisz się na kimś opierać,wzorować?

: 12 kwie 2007, 19:36
autor: TFA
Dla mnie milosc to dogadywanie sie ze soba, pociag fizyczny, rozsadek, dojrzalosc i odpowiedzialnosc. Milosc to nie jest szalenie na czyims punkcie, nie widzenie swiata poza soba, tracenie wlasnej osobowosci dla kogos. To juz jest choroba polegajaca na niepanowaniu nad enzymami w mozgu, wrecz uzaleznienie.

: 12 kwie 2007, 19:37
autor: Oszpecony
Oczywiście, że nie muszę. Ale sam nie potrafię sobie wyobrazić tego czegoś, co nazywamy "miłością". Trudno mi to wyjaśnić, ale chcę żyć sam, nie rozumiem tego pokrętnego zjawiska i podejrzawam, że trudno zrozumieć mój punkt widzenia.

Szczerze mówiąc, można się świetnie obyć bez miłości!

: 12 kwie 2007, 19:39
autor: ksiezycowka
Oszpecony pisze:Może jednak warto odrzucić to coś, co nazywamy miłością? Widzę tylko pożądanie, ewentualnie manipulację. Myślę, że nie warto się w to pakować.
Ślepys. Se odrzucaj a innym zosatw szczescie, ktorego nie osiagniesz bez niej :P

[ Dodano: 2007-04-12, 19:39 ]
Oszpecony pisze:Szczerze mówiąc, można się świetnie obyć bez miłości!
<hahaha>

: 12 kwie 2007, 19:39
autor: TFA
Oszpecony pisze:Szczerze mówiąc, można się świetnie obyć bez miłości!


Bo moze zle wyobrazasz sobie milosc, za wysoko patrzysz. Milosc to nie Przeminelo z wiatrem.

: 12 kwie 2007, 19:40
autor: ksiezycowka
Oszpecony pisze:e sam nie potrafię sobie wyobrazić tego czegoś, co nazywamy "miłością".
Bo to trzeba poczuc a nie sobie wyobrazac :] Poki nie poczujesz bedziesz gadal bzdury o obchodzeniu sie bez niej i tym ze to jest ok. :]

: 12 kwie 2007, 19:49
autor: Soul
Oszpecony pisze:Widziałem wiele związków moich znajomych i przyznam z żadnym nie chciałbym się zamienić.

W ilu związkach byłeś i ile masz lat?
Zmień środowisko, jedyne rozsądne rozwiązanie. Miłość i pożądanie w związku są nieodzowne. Jeśli doświadczyłeś tylko tego drugiego (a na to wygląda) to nie ma się co dziwić takiej postawie.

: 12 kwie 2007, 19:52
autor: Mychola
Przeciez nikt Cię do tego zmusza :)
Każdy ma prawo do własnych poglądów, jednakże nie rozumiem jak możesz odrzucać coś czego nigdy nie przeżyłeś i nie wiesz jakie to jest naprawdę...

Samo wyobrażenie nie potrafi odzwierciedlić prawdziwego obrazu miłości <aniolek>

Myślę, że nie spotkałeś na swej drodze odpowiedniej osoby, jakbyś takową spotkał i odwzajemniłaby Twoje uczucia, pewnie zmieniłbyś zdanie.

: 12 kwie 2007, 20:34
autor: agata
Oszpecony pisze:Po co tworzyć coś, co i tak ma umrzeć? Lepiej oszczędzić bólu obu stronom, nieprawdaż?
wiec po co Cie rodzice społodzili skoro i tak twoim przeznaczeniem jest smierc?? jak widzisz takie rozumowanie jest bez sensu... Pewnie ze trudno jest gdy okazuje sie ze ten zwiazek to jednak nie to i trzeba sie rozstac bo przeciez przezyło sie razem wiele i ta osoba nam zaufała a my teraz sobie idziemy...ale to dlatego ze zycie nie jest czarno-białe, ale ma tysiace odceni!!Trzeba przezyc zarówno chwile dobre jak i te gorsze!
Oszpecony pisze:A miłość ma pozytywne cechy. Sex. Reszty nie widzę, bo poza tym to są marne manipulację.
no tak jezeli ktos uwaza ze miłosc to tylko seks to o czym my rozmawiamy?!

ja tez nie umiem zdefiniowac miłosci, tez wiele razy mysle ze umiałabym zyc bez tego, ale miec u swego boku człowieka z którym jest nam dobrze jest naprawde wspaniałym uczuciem (choc czasem chciałoby sie miec tylko siebie-taki mały egoizm)...

pewnie gdy spotkasz osobe która zawróci ci w głowie zmienisz zdanie...a moze nie

: 12 kwie 2007, 21:52
autor: nadia
Oszpecony pisze:Nie widzę sensu w byciu kochanym przez kogoś, bo trudno uwierzyć w uczucia innych, właściwie pobudzone fizycznością i hormonami

A może to hormony i fizyczność są pobudzane uczuciami ? NIe zdarzyło Ci się, że dopiero po polubieniu kogoś, zafascynowaniu się jego osobowością, Twoje hormony i fizyczność zaczęły dawać o sobie znac ?
Oszpecony pisze:Nie chciałbym też nikogo pokochać otwarcie, bo nie chciałbym tego kogoś zranić.

A tego to w ogóle nie rozumiem ...?! Jak otwarte pokochanie może kogoś ZRANIĆ ? :|

: 12 kwie 2007, 22:03
autor: pani_minister
Oszpecony, a wierzysz na przykład w przyjaźń? Albo w altruizm? Albo w siebie? Co według Ciebie może być sensem życia, jeśli miłość to ruchy frykcyjne i biznes? Co Cię napędza, od czego wychodzisz w chwili, gdy odrzucasz uczucie?

: 13 kwie 2007, 00:14
autor: PFC
Szczerze mówiąc ja mam trochę podobne poglądy jak autor owego topicu, niemniej z góry zaznaczam, iż podchodzę do sprawy z punktu widzenia teoretyka. <aniolek> Moje "obserwacje" w 85% pokrywają się z sytuacjami przedstawionymi w poście otwierającym dyskusję, aczkolwiek uważam, iż autor całą sprawę odrobinę demonizuje i chyba podchodzi do niej bardzo emocjonalnie. Moim zdaniem ten topic jest niczym innym, jak tylko manifestacją, wynikającą z konkretnych przeżyć osobistych autora, choć przyznam, iż zawarto w niej kilka trafnych spostrzeżeń... Ponieważ ja - na całe szczęście - miłością pokarany nie zostałem, to sądzę, iż moje podejście będzie odrobinkę bardziej wyważone i wolne od wewnętrznych frustracji:

Wujo Macias pisze:Bo widzisz, milosc jest nie tyle przereklamowana, co po porstu zle przedstawiana. I sporo ludzi nagle sie lapie na tym, ze "przeciez w pretty woman bylo inaczej...".


Cóż to za super uczucie, którego ludzie muszą się z telewizji uczyć? <lol>

Oszpecony pisze:Po co tworzyć coś, co i tak ma umrzeć? Lepiej oszczędzić bólu obu stronom, nieprawdaż?


I takie podejście w pewnych sytuacjach i dla pewnych osób jest bardzo rozsądnym i uczciwym postawieniem sprawy. Ech, szkoda, że Blazej nie może tego zrozumieć, a tylko ciągle się zadręcza <diabel> ... I nie chodzi tu o śmierć fizyczną...

TedBundy pisze:Otacza Cię to, co Cię otacza.


Ted nic dziwnego, że tej logiki nie rozumiesz, bo Ty teraz różowe okularki nosisz. <aniolek>

moon pisze:Oszpecony napisał/a:
Szczerze mówiąc, można się świetnie obyć bez miłości!
<hahaha>


Może nie świetnie, ale całkiem dobrze...

pani_minister pisze:Co według Ciebie może być sensem życia, jeśli miłość to ruchy frykcyjne i biznes? Co Cię napędza, od czego wychodzisz w chwili, gdy odrzucasz uczucie?


Nie zgadniecie kto walnął niemal identyczny tekst rok temu... Jan Maria Rokita... Kto by pomyślał <hahaha> ... A co do drugiego zdania, to znjadzie się parę rzeczy :] Jeśli ktoś przykładowo ponad dwadzieścia lat bez miłości żyje, to wiadomo, że znajdzie sobie w zastępstwie coś wyjątkowego, co mu to zbilansuje... Ja sobie znalazłem i nie narzekam. Jak pisał K. Bunsch "człowiek nie pożąda ani nie tęskni za tym, czego nigdy nie miał". I to jest moje motto, na zakończenie tej przydługiej wypowiedzi. <aniolek>

: 13 kwie 2007, 00:29
autor: ksiezycowka
PFC pisze:podchodzę do sprawy z punktu widzenia teoretyka.
A to mi pewne rzec zy tlumaczy juz.
PFC pisze:oże nie świetnie, ale całkiem dobrze...
Bez porownania nawet.
PFC pisze:rzykładowo ponad dwadzieścia lat bez miłości żyje, to wiadomo, że znajdzie sobie w zastępstwie coś wyjątkowego, co mu to zbilansuje... J
Nic t e go nie jest w stanie zbilansowac. Moza se zyc wesolo, milo, fajnie, osiagac sukcesy, miec przyjaciol, ale niestety to nie to samo. Takim osob zycze jedynie odopwiedniej drugiej polowki i wspolczuje :)

: 13 kwie 2007, 00:54
autor: PFC
moon pisze:PFC napisał/a:
może nie świetnie, ale całkiem dobrze...
Bez porownania nawet.


Cóż... Ostatecznie to nie mam porównania, więc spierać się nie będę <aniolek> Chodzi mi tylko o to, że miłość "jak wszystkie rzeczy tego świata ma swoją cenę" <diabel> ... plusy i minusy, a ja przeczuwam, że tych drugich mogłoby być więcej, więc nie uważam, abym miał powody do narzekań... Oczywiście z góry zaznaczam, że nie jest to jakieś generalne twierdzenie... Nie jestem też jakoś szczególnie "anty" nasawiony... W tej chwili to czysta obojętność. W każdym razie wersja miłości w wydaniu współczesnym - z całą to śmieszną otoczką, której częścią (pomimo najwyższego szacunku z mej strony) jest w pewnym stopniu również to forum - zupełnie mnie nie pociąga.

moon pisze:Nic t e go nie jest w stanie zbilansowac. Moza se zyc wesolo, milo, fajnie, osiagac sukcesy, miec przyjaciol, ale niestety to nie to samo.


Mówisz tak ponieważ masz bazę porównawczą, której mi brakuje: przed/po/w trakcie :] Ja widzę tylko swój wąski odcinek frontu - to co jest teraz... Może za parę lat będę uważał inaczej, ale na razie...

PS. Z tego miejsca chciałby zaapelować do Blazeja i jemu podobnych... Chłopie daj sobie spokój z pierdołami! Dołącz do mnie i Jarka Kaczyńskiego, po czym razem opanujemy świat! <diabel> <hahaha>

: 13 kwie 2007, 02:13
autor: runeko
Bo widzisz, Oszpecony, milosc musi przyjsc sama. Jezeli chcesz milosci na sile, to nigdy nie bedzie dobrze. Zyj sobie swoim zyciem, rob co robisz, a gdzies znienacka sie pojawi ta milosc. Bo to jest tak jak ze sraczka- przychodzi znienacka <diabel>
A tak serio, to naprawde- im bardziej o tym myslimy i decydujemy czy powinnismy jej szukac, czy nie, tym bardziej mamy problemy z jej znalezieniem.
Nie pamietam, kto (i wstyd mi za to) napisal: "Milosc jest jak cien czlowieka, kiedy uciekasz- to goni, kiedy go gonisz- ucieka". Skup sie na zyciu i sie nie zadreczaj. Najczesciej bywa tak, ze kiedy sie poddajesz, to na zlosc Twej decyzji zycie podsyla Ci kogos do pokochania.

Boze, co za post. Wyszlam z wlasnego charakteru chyba i stanelam obok, zeby to napisac...

: 13 kwie 2007, 02:32
autor: Sorecer
Oszpecony pisze:Ale sam nie potrafię sobie wyobrazić tego czegoś, co nazywamy "miłością". Trudno mi to wyjaśnić, ale chcę żyć sam, nie rozumiem tego pokrętnego zjawiska i podejrzawam, że trudno zrozumieć mój punkt widzenia.


Bo nie wiesz czym jest miłość! Przypisujesz winę za rozpady związków miłości, a to przecież nienawiść często za tym stoi!

Z pozytywnych rzeczy widzisz tylko sex - fizyczną przyjemność a gdzie przyjemności emocjonalne? Szczęście i radość gdy widzisz ukochaną osobę?

Gdybym ja tak widział negatywnie miłość to pewnie już bym nie żył! Wygrywam z rakiem, dlatego, że chce żyć! A żyć chce z powodu ogromnej miłości do bliskich mi osób!

: 13 kwie 2007, 02:46
autor: runeko
Sorecer pisze:A żyć chce z powodu ogromnej miłości do bliskich mi osób!

No wlasnie. Autor tematu zapomnial chyba o tym, ze milosc to nie tylko uczucie kobieta-mezczyzna, ale i osoba- przyjaciele, rodzina, znajomi, swiat.

: 13 kwie 2007, 10:15
autor: PFC
runeko pisze:Nie pamietam, kto (i wstyd mi za to) napisal: "Milosc jest jak cien czlowieka, kiedy uciekasz- to goni, kiedy go gonisz- ucieka".


To chyba jakiś cwaniak napisał, a cwaniakom ufać nie można. <diabel> Kolejna sentencja w stylu tych dobrych na wszystko? <lol> Ja tam za żadną miłością nie gonię i jakoś specjalnie też nie uciekam, a jakoś to się nie sprawdza... <diabel> I to nie tylko mnie jednemu... W sumie, to uważam, iż tak jest lepiej.

runeko pisze:Bo to jest tak jak ze sraczka


No właśnie. <diabel> Kłopotliwe i ciężko się pozbyć. <hahaha>

Sorecer pisze:Wygrywam z rakiem, dlatego, że chce żyć! A żyć chce z powodu ogromnej miłości do bliskich mi osób!


A myślisz, że ja chcę umrzeć, albo chciałbym na Twoim miejscu?... Jeśli Tobie to pomaga w walce z chorobą, to fantastycznie, dla mnie natomiast jest to czynnik na owy moment zupełnie obojętny.

: 13 kwie 2007, 10:39
autor: Ted Bundy
PFC pisze:Ted nic dziwnego, że tej logiki nie rozumiesz, bo Ty teraz różowe okularki nosisz.


rozwiń, bo w obecnym momencie nie byłem bardziej poważny i do bólu realnie patrzący na rzeczywistość. Jak zawsze :D

: 13 kwie 2007, 12:03
autor: pani_minister
Oszpecony pisze:Może jednak warto odrzucić to coś, co nazywamy miłością?

A ja sobie myślę, że z miłością jak z buldożerem (swoją drogą ładny nam temat wychodzi... miłość - sraczka, miłość - buldożer :D ). Pewnych rzeczy nie da się odrzucić, jak już po Tobie przejadą, jesteś ostatecznie i nieodwołalnie przejechany, nie ma co debatować z rzeczywistością narzucającą się człowiekowi ciężarem kilkunastu ton. Ale to miłość musi być porządna, a nie jakaś popierdółka :)

: 13 kwie 2007, 12:27
autor: Pegaz
Po raz kolejny zacytuję niesmiertelnego mojego pana prof. od filozofii :)
"Miłość to tendencja opiekuńcza + Popęd seksualny"
That's it ;)

Re: W przeciwną stronę.

: 13 kwie 2007, 12:38
autor: vilmon1980
Oszpecony pisze:Im dłużej żyję, tym coraz częściej dochodzę do wniosku, że jednak warto zrezygnować z szeroko rozumianej miłości.

I nie, nie byłem bity w dzieciństwie, ani nad nikim się nie znęcałem.

Nie widzę sensu w byciu kochanym przez kogoś, bo trudno uwierzyć w uczucia innych, właściwie pobudzone fizycznością i hormonami. Nie chciałbym też nikogo pokochać otwarcie, bo nie chciałbym tego kogoś zranić. Ponadto napawa mnie obrzydzeniem cała ta forma miłości, z jej naiwnością, albo żałosne, przedmiotowe podejście do drugiej osoby. Nie rozumiem jak mogą, głównie mężczyźni zresztą, opowiadać o swoich łożkowych przygodach swoim kolegom. Nie rozumiem kobiet bawiących się jeleniami, którzy dla niej zrobią wszystko (zmanipulowane zwierzątka).

Może jednak warto odrzucić to coś, co nazywamy miłością? Widzę tylko pożądanie, ewentualnie manipulację. Myślę, że nie warto się w to pakować.[/scroll]

Czy aby na pewno dobrze definiujesz i rozpoznajesz pojęcie "miłość"?

Fakt, miłość - to tylko geny domagające się reprodukcji... ale...

Ja za sobą też mam niejeden związek. Ale w żadnym z tych związków nie było manipulacji, bawienia się drugą osobą itp. A jeśli już, to tej manipulacji nie było więcej niż w KAŻDEJ innej relacji międzyludzkiej (przyjaźni, znajomości, itp.). Więc ja bym do tego miłości nie mieszał.

Moje koleżanki i przyjaciółki nie bawią się "jeleniami" (faceci, którzy zrobią dla kobiety wszystko bardziej je irytują niż pociągają), a moi kumple nie opowiadają ze szczegółami o łóżkowych przygodach... owszem w rozmowach co i rusz są jakieś podteksty itp., ale bez żadnych chamskich jazd. Po prostu zależy na jakie towarzystwo się trafi.

Z różnych powodów kończyły się moje związki, ale w większości utrzymuję przyjacielskie relacje ze swoimi byłymi i ABSOLUTNIE nigdy nie czułem się wykorzystany czy zmanipulowany przez miłość.

Nota bene, poznałem swoją prawdziwą miłość. Nie boję się użyć tego wielkiego sformułowania, bo jakieś swoje wcześniejsze doświadczenie miałem, więc mam skalę porównawczą. Nigdy wcześniej ani później nie przeżyłem czegoś podobnego, ale niestety rozstaliśmy się, bo ona poznała swoją miłość życia. I co? Załamka? A gdzie tam! <fuckoff>
Co jak co, ale ja się cieszę, z tego co doświadczyłem. Było zajefajnie i za nic w świecie nie oddałbym tych chwil!!! i to mimo bólu towarzyszącego rozstawaniu. Może i ta osoba mnie przez chwilę zraniła, ale w zamian dała więcej niż mógłbym kiedykolwiek zamarzyć. Z mojego punktu widzenia było WARTO!!!!
Moje uczucia do tej kobiety ani trochę się nie zmieniły. Jak Twoim zdaniem to możliwe, skoro nie ma z nią już żadnej możliwość fizcznego spełnienia?

Seks... bardzo fajna sprawa :D Byłem też w relacjach opartych tylko na seksie i to było bardzo przyjemne. Ale jeśli do tego dochodzą uczucia (niekoniecznie od razu jakaś górnolotna wielka "miłość") to jest jeszcze przyjemniej po prostu :)

W Twoim ujęciu zrezygnować z miłości to zrezygnować np. z przyjemności picia wina albo piwa i zadowolenie się tylko i wyłącznie zwykłą kranówą. Można stwierdzić, że skoro butelka piwa albo wina się szybko kończy (a do tego później można mieć kaca) to lepiej pić tylko zwykłą wodę z kranu bo wtedy człowieka nigdy niezaskoczy przykre uczucie zawodu towarzyszące pojawieniu się dna butelki :P

: 13 kwie 2007, 13:49
autor: LauRKa
PFC pisze:
runeko pisze:Nie pamietam, kto (i wstyd mi za to) napisal: "Milosc jest jak cien czlowieka, kiedy uciekasz- to goni, kiedy go gonisz- ucieka".


To chyba jakiś cwaniak napisał, a cwaniakom ufać nie można. <diabel>


- Jest tu jakiś cwaniak?
- Nie! Nie ma tu żadnych cwaniaków!!
<hahaha>


Oszpecony pisze:Im dłużej żyję, tym coraz częściej dochodzę do wniosku, że jednak warto zrezygnować z szeroko rozumianej miłości.


Ja wierze w miłość i dla mnie jest ona celem w życiu. Wszystko co robie i do czego zmierzam prowadzi do tego, żeby w przyszłości mieć męża i dzieci. Nie wyobrażam sobie życia bez miłości.
Gorzej, kiedy partner myśli inaczej :/

W twoim przypadku, Oszpecony, wydaje mi się, ze po prostu nie spotkałes na swojej drodze tej jedynej. Jak tak się stanie, to na pewno (chyba na pewno) zmienisz zdanie.

Runeko pisze:Zyj sobie swoim zyciem, rob co robisz, a gdzies znienacka sie pojawi ta milosc. Bo to jest tak jak ze sraczka- przychodzi znienacka.....
Najczesciej bywa tak, ze kiedy sie poddajesz, to na zlosc Twej decyzji zycie podsyla Ci kogos do pokochania.

I ja sie pod tym podpisze.
Runeko <browar>

: 13 kwie 2007, 13:53
autor: pani_minister
Nie wyobrażam sobie życia bez miłości.

No ja już (swojego) też nie. Ale bez partnera sobie wyobrażam :]

LauRKa pisze:Oszpecony, wydaje mi się, ze po prostu nie spotkałes na swojej drodze tej jedynej

A tam jedynej... "Jedyna" to tylko skrót myślowy. Siebie jeszcze chłop nie spotkał i nie wie, na ile go stać <aniolek>