pani_minister pisze:Zdobycie zakłada przecież utracenie suwerenności przez jedną ze stron, jaki niby jest w tym sens?
A gdzie panienka ktora przespi sie z facetem i on uwaza ze ja zdobyl i ona tez, utracila suwerennosc? W ogole czy pasuje tu wyraz suwerennosc? Jaka jest roznica jesli przespala sie z milosci, z grozby, z manipulacji czy prosby? I nie mowie o kwestii prawa?
pani_minister pisze:Zdobycie kobiety / mężczyzny to ubezwłasnowolnienie jego / jej.
Wedlug mnie zdobycie kobiety/faceta nie ma nic wspolnego z pozbyciem jej prawa do stanowienia o sobie (piszac wedlug definicji ze slownika). Przeciez moge zdobyc kobiete i nie zabranac jej wyjsc na dyskoteke czy uprawiac seksu z innymi facetami (skrajnie niemadry przyklad:D).
pani_minister pisze:Ostatecznym stadium jest faza, kiedy jesteśmy w stanie drugą połowę nakłonić do wszystkiego (prośbą, groźbą, miłością lub manipulacją).
Tzn jak? Bo wedlug mnie jesli jestesmy w stanie naklonic druga osobe na wszystko to to moze byc rowniez milosc, oczywiscie bez grozb i manipulacji. A te 2 ostatnie nie nazwalbym tego zdobyciem kobiety tylko zastraszaniem i manipulowaniem (tu alternatywnego wyrazu nie znajde:>).
Zdefiniujmy najpierw o czym dyskutujemy, skoro tak roznie rozumiemy "zdobycie" kogos.
Dawniej ludzie zabijali bizony

i tez nazywali je swoja zdobycza:)