problemowa koleżanka
: 28 mar 2007, 16:20
mam problem z bardzo dobrą koleżanką.wygląda to tak-jest fajna,zabawna,można z nią pogadać,ale ma sporo kompleksów i jest nieśmiała(może nawet zalękniona niestety <boje_sie>.generalnie każdy,kto ją poznaje,ma o niej dobre zdanie,bo pomoże,kiedy trzeba,pożyczy notatki,wytłumaczy coś,itp.tak jest jednak do czasu-potem wszyscy zaczynają ją wykorzystywać,bo nie umie odmawiać.wiadomo,jak ktoś daje sobie wejść na głowę,to nie jest szanowany przez nikogo.no i jeszcze jedno,jest bardzo ładna,ale zupełnie tego nieświadoma,co wykorzystują jej "dobre" koleżanki dowalając jej,kłamiąc,że coś jest nie w porządku z jej wyglądem.wiecie o co chodzi,zawsze znajdą okazję,żeby objechać ją,bo nie umie się obronić.jeśli przy tym wszystkim jet jeszcze dosyć niezdarna i rozlazła(oczywiście dzięki nadopiekuńczym rodzicom,w szczególności mamusi),to wyobraźcie sobie jak ciągle jej się dostaje.a najlepsze w tym wszystkim jest to,że ona zdaje sobie sprawę z tego,że nikt jej nie szanuje,ale nie umie nic z tym zrobić-niby wie,że powinna np. odpyskować albo nie pomagać tym,którzy za bardzo się do tej pomocy przyzwyczaili,ale robi to jakoś bez przekonania,chyba w to nie wierzy zbytnio.szkoda mi jej,bo dla innych jest po prostu zwykłą głupią cipą(sama też tak o sobie mówi
).no i co zrobić? czy takiemu komuś da się w ogóle jakoś przeprać mózg,żeby zaczął inaczej funkcjonować?
).no i co zrobić? czy takiemu komuś da się w ogóle jakoś przeprać mózg,żeby zaczął inaczej funkcjonować?
znam tą sytuację z drugiej strony - jestem rozlazły i niezdarny. Po prostu głupi. też pewnie dzięki mamusi
wszystkiego i wszystkich się boję. źle reaguję na stres - gubię się. mam problem z koncetracją. To nie pomaga w kontaktach międzyludzkich i w pracy. Daję się wykorzystywać. i za każdą cenę zabiegam o akceptację. Czego mi brakuje
uzaleznia się je od siebie
Zwykle tacy ludzie są ofiarami, bo nie widza swiata w normalny sposob, nie dostrzegaja prostych rozwiazan... Mam kolege, ktoremu poswiecilam naprawde duzo czasu na tlumaczenia typu:"dlaczego jak stoje ze stopami skierowanymi do srodka to wygladam jak ofiara". I teraz widze, ze musialabym mu tlumaczyc codziennie caly swiat. Coi z tego, ze on sie stara, jak ma jakies klapki na oczach? Teraz wiem, ze bez sensu jest mu tlumaczenie, co robi zle - niech nauczy sie sam sobie z tym radzic jak umie i to przyniesie wiecej pozytku. Podniesc komus poczucie wlasnej wartosci jest dla mnie nie do przeskoczenia...
