Czy jest sens to wszystko dalej ciągnąć?
: 19 mar 2007, 23:49
witajcie
od pewnego czasu mój związek przestaje istnieć, nic mnie już w nim nie cieszy tylko drażni, nie wiem czy problem tkwi we mnie czy w moim partnerze czy po prostu moje problemy w domu, nawał pracy sprzyja temu uczuciu. Chciałabym aby mi ktoś powiedział czy po roku czasu spotykania sie z kimś , gdzie następuje taki etap jak u mnie jest szansa na uratowanie tego związku, co musze zrobić aby go nie stracić, żeby znowu czuć sie kochaną, i pożądaną?
powiem tak.
mam malutkie dziecko z poprzedniego związku, które teraz mi choruje, ja też nie najlepiej sie czuje bo jestem także chora i mój partner też, ja i on nie mieszkamy razem, widujemy sie w drodze do pracy i z powrotem, no i wiezie mnie i małego na zastrzyki do lekarza. Rozmawiamy tylko o pracy, jedno o swojej , drugie o swojej, dialog bez sensowny, jakby jedno drugiego nie słuchało. Moja sytuacja w domu jest nie ciekawa, mam wrednego ojca który czeka aż sie wyprowadze jak najszybciej z domu, każe mi płacic za pokój, i za opłaty. stwarza taka atmosfere ze wracac do domu mi sie nie chce. Chciałabym sie jak najszybciej się wynieść. Mój partner wydaje mi sie ze nie zauważa tego co sie ze mną dzieje, nie wspiera mnie, nie szuka rozwiązania, chociażby takiego aby razem zamieszkać.Mam o to do niego w środku żal, i już sama sie zastanawiam czy powinnam dalej z nim być. Jest wspaniałym ojcem dla mojego syna, ale partnerem teraz bez nadziejnym.Męczy mnie to wszystko. Jakbym tkwiła w martwym punkcie , juz raz sie na kimś zawiodłam, i teraz czuje podobnie. co mi więc radzicie.?
od pewnego czasu mój związek przestaje istnieć, nic mnie już w nim nie cieszy tylko drażni, nie wiem czy problem tkwi we mnie czy w moim partnerze czy po prostu moje problemy w domu, nawał pracy sprzyja temu uczuciu. Chciałabym aby mi ktoś powiedział czy po roku czasu spotykania sie z kimś , gdzie następuje taki etap jak u mnie jest szansa na uratowanie tego związku, co musze zrobić aby go nie stracić, żeby znowu czuć sie kochaną, i pożądaną?
powiem tak.
mam malutkie dziecko z poprzedniego związku, które teraz mi choruje, ja też nie najlepiej sie czuje bo jestem także chora i mój partner też, ja i on nie mieszkamy razem, widujemy sie w drodze do pracy i z powrotem, no i wiezie mnie i małego na zastrzyki do lekarza. Rozmawiamy tylko o pracy, jedno o swojej , drugie o swojej, dialog bez sensowny, jakby jedno drugiego nie słuchało. Moja sytuacja w domu jest nie ciekawa, mam wrednego ojca który czeka aż sie wyprowadze jak najszybciej z domu, każe mi płacic za pokój, i za opłaty. stwarza taka atmosfere ze wracac do domu mi sie nie chce. Chciałabym sie jak najszybciej się wynieść. Mój partner wydaje mi sie ze nie zauważa tego co sie ze mną dzieje, nie wspiera mnie, nie szuka rozwiązania, chociażby takiego aby razem zamieszkać.Mam o to do niego w środku żal, i już sama sie zastanawiam czy powinnam dalej z nim być. Jest wspaniałym ojcem dla mojego syna, ale partnerem teraz bez nadziejnym.Męczy mnie to wszystko. Jakbym tkwiła w martwym punkcie , juz raz sie na kimś zawiodłam, i teraz czuje podobnie. co mi więc radzicie.?