Mój mąż się wyprowadził !!!
: 22 lut 2007, 14:37
Witam. Jestem tu nowym użytkownikiem, a stronę poleciłam mi dobra znajoma, za co serdecznie dziękuję. Od razu przedstawię moją sytuację:
Mam 24 lata, 3 i pół letnie dziecko. Z mężem pobraliśmy się w czerwcu 2004 roku, z miłości.
We wtorek spakowałam rzeczy swojego męża i kazałam mu się wynosić. Powód? Nie zdrada (bo tego wiem z pewnością, że by mi nie zrobił). Oszustwa, kłamstwa i wieczne tajemnice. Nie przelewa nam się w domu. Oboje pracujemy i jakoś trzymamy się od "pierwszego do pierwszego". Wziął kilku tysięczny kredyt bez mojej wiedzy, o czym dowiedziałam się dzięki przeczytanej jego korespondencji z Banku. W chwili obecnej mamy już dość duże rachunki do spłacenia i nie miałam zamiaru pakować się w kolejne zobowiązania. Na pytanie co to za pismo (z banku w sprawie rat), odpowiedział mi, że to jakieś promocje, oferty przez nich przesyłane i do niczego nie zobowiązują. Okłamał mnie prosto w oczy. Chcwyciłam za słuchawkę telefonu, by dowiedzieć się czegoś więcej. Dopiero wtedy przyznał się, iż zaciągnął ten kredyt, bo były mu potrzebne pieniądze. Na co? Do tej pory nie wiem. Nie wytrzymałam! Wyciągnęłam torbę, a z jego szefy wyrzuciłam wszystkie jego rzeczy na podłogę. Kazałam mu się spakować i wynosić. Zrobił to po kilkunastu minutach.
Takie kłamstwa powtarzały się już wcześniej - jakiś debet na koncie, to jakieś pieniądze od kumpli pożyczane itp. Nie były to jednak aż tak wielkie sumy. Ale to nawet nie o to chodziło.
Najbardziej zabolało mnie to, że nie dzieli się ze mną swoimi problemami. Jesteśmy małżeństwem i powinniśmy sobie pomagać nawzajem.
Wcześniej mu odpuszczałam po kilku dniach złości, teraz po prostu nie mogłam. Nie mogłam mu wybaczyć. Nawet nie walczył, nie próbował się tłumaczyć... Ze spokojem wyszedł z domu.
Jest mi teraz ciężko. Brakuje mi go, jednak nie wiem czy będę potrafiła na niego spojerzeć. Nie chcę już tych jego kłamstw i tajemnic. Nie chcę żyć w świadomości, kiedy znowu wykręci jakiś numer. On skończył już trzydzieści lat, a zachowuje się jak dziecko.
Dzisiaj chce zobaczyć się z naszym synkiem. Nie wiem czy mam się na to zgodzić. Fakt, dziecko pyta się o niego i tęskni.
Nie wiem jakie kroki mam poczynić. Na razie czekam na jakiekolwiek wyjaśnienia z jego strony.
Czekam na jakiekolwiek porady.
Mam 24 lata, 3 i pół letnie dziecko. Z mężem pobraliśmy się w czerwcu 2004 roku, z miłości.
We wtorek spakowałam rzeczy swojego męża i kazałam mu się wynosić. Powód? Nie zdrada (bo tego wiem z pewnością, że by mi nie zrobił). Oszustwa, kłamstwa i wieczne tajemnice. Nie przelewa nam się w domu. Oboje pracujemy i jakoś trzymamy się od "pierwszego do pierwszego". Wziął kilku tysięczny kredyt bez mojej wiedzy, o czym dowiedziałam się dzięki przeczytanej jego korespondencji z Banku. W chwili obecnej mamy już dość duże rachunki do spłacenia i nie miałam zamiaru pakować się w kolejne zobowiązania. Na pytanie co to za pismo (z banku w sprawie rat), odpowiedział mi, że to jakieś promocje, oferty przez nich przesyłane i do niczego nie zobowiązują. Okłamał mnie prosto w oczy. Chcwyciłam za słuchawkę telefonu, by dowiedzieć się czegoś więcej. Dopiero wtedy przyznał się, iż zaciągnął ten kredyt, bo były mu potrzebne pieniądze. Na co? Do tej pory nie wiem. Nie wytrzymałam! Wyciągnęłam torbę, a z jego szefy wyrzuciłam wszystkie jego rzeczy na podłogę. Kazałam mu się spakować i wynosić. Zrobił to po kilkunastu minutach.
Takie kłamstwa powtarzały się już wcześniej - jakiś debet na koncie, to jakieś pieniądze od kumpli pożyczane itp. Nie były to jednak aż tak wielkie sumy. Ale to nawet nie o to chodziło.
Najbardziej zabolało mnie to, że nie dzieli się ze mną swoimi problemami. Jesteśmy małżeństwem i powinniśmy sobie pomagać nawzajem.
Wcześniej mu odpuszczałam po kilku dniach złości, teraz po prostu nie mogłam. Nie mogłam mu wybaczyć. Nawet nie walczył, nie próbował się tłumaczyć... Ze spokojem wyszedł z domu.
Jest mi teraz ciężko. Brakuje mi go, jednak nie wiem czy będę potrafiła na niego spojerzeć. Nie chcę już tych jego kłamstw i tajemnic. Nie chcę żyć w świadomości, kiedy znowu wykręci jakiś numer. On skończył już trzydzieści lat, a zachowuje się jak dziecko.
Dzisiaj chce zobaczyć się z naszym synkiem. Nie wiem czy mam się na to zgodzić. Fakt, dziecko pyta się o niego i tęskni.
Nie wiem jakie kroki mam poczynić. Na razie czekam na jakiekolwiek wyjaśnienia z jego strony.
Czekam na jakiekolwiek porady.

