Dzindzer pisze:edni zaliczaja, inni uwalaja, ale wychodzi, że ten dekolt w kazdym przypadku ma decydujace znaczenie
a ponoc to wiedza ma sie liczyc
Tak jest u tych z trzeciej grupy. Ale, jeżeli studiowałaś/studiujesz, zapewne wiesz, że ludzie chwytają się różnych sposobów, ażeby braki w tej mającej się liczyć wiedzy czymś zasłonić lub nadrobić. I nie chodzi tutaj tylko o ubieranie się. A ponieważ spora część wykładowców to też ludzie, to często patrzą pobłażliwie na studentów i udają, że dają zaliczenie za wiedzę, której w rzeczywistości jest mniej, niż być powinno. To moim zdaniem jest OK, o ile traktuje się wszystkich jednakowo pobłażliwie, a nie stosuje tego wybiórczo. Są jednak tacy, którzy nie znają umiaru w manipulacji, bądź którym wydaje się, że są sprytniejsi. Z reguły jest to głupie, bo ktoś, kto chodzi do szkoły kilka lat próbuje przechytrzyć lub naciągnąć kogoś, kto się z tym spotyka lat kilkadziesiąt. Mnie to osobiście bardzo wkurza. Jak staram się naciągać oceny, to nie po to, żeby później jeszcze musieć się tłumaczyć przed kimś, komu zabrakło pół punktu, dlaczego mu nie podciągnę jeszcze bardziej. Albo jak ustalam niski poziom od którego zaliczam, to nie po to, żeby w ogóle się nie uczyli tylko przyszli ze ściągami albo próbowali (a raczej próbowały) na mnie swoich wdzięków.
A czasami bezczelność nie zna granic. Kiedyś przyszedł do mnie student przyjeżdżający do szkoły samochodem (i to nie byle jakim) i marudził, że jak nie będzie miał wyższej oceny, to mu stypendium zabiorą. Poniekąd go rozumiem, bo jak mu zabiorą stypendium, to nie będzie mógł się uczyć, bo mu na benzynę, żeby dojeżdżać na zajęcia, zabraknie. Ale co ja mam do tego?
Podobnie nie lubię manipulacji emocjami (czytaj płaczu i histerii) w czym specjalizują się studentki. Jak mi jakaś zaczyna płakać w gabinecie, to zaraz za drzwi wyrzucam. I to zanim dobrze się rozkręci.
Znajomy miał kiedyś taki przekręt, że w tej chwili w ogóle nie przyjmuje studentek bez świadków. Boi się. Kiedyś jedna, jak jej nie dał zaliczenia, wyleciała od niego z pokoju z krzykiem, że się do niej dobierał. Miał potem duże nieprzyjemności.
Ja sam nauczyłem się, że jak ktoś zadaje ustnie, czy coś poprawia, to muszą być u mnie przynajmniej dwie osoby i w pojedynkę nie przyjmuję.
Dlatego też jak widzę, że któraś próbuje sprawdzić, czy nie będzie jej łatwiej jak się lekko ubierze, to jednoznacznie daję do zrozumienia, że nie.