
Przerwa w związku - czy to pomaga?
Moderator: modTeam
- ForsakenXL
- Maniak
- Posty: 777
- Rejestracja: 01 sty 2006, 15:45
- Skąd: Kraków
- Płeć:
Odpowiedź: nic nie zrobisz bo ona tego zwyczajnie nie chce i wcale nie wydaje mi się żeby kiedykolwiek miało jej się zachcieć 

"Czymże jest życie, jeśli nie szeregiem natchnionych szaleństw?Trzeba tylko umieć je popełniać!
A pierwszy warunek: nie pomijać żadnej sposobności, bo nie zdarzają się co dzień"
~George Bernard Shaw
A pierwszy warunek: nie pomijać żadnej sposobności, bo nie zdarzają się co dzień"
~George Bernard Shaw
Mam kumpla który zachowywał się dokładnie jak Twoja dziewczyna.
Spotykał się z dziewczyną która cały czas jemu proponowała spotkania, przyjeżdżała do niego itd I w końcu rozstali się bo on juz nie chciał kontynuować związku.
I co z nim jest teraz? Jest sam - od dawna nie może znaleźć dziewczyny bo nie potrafi o nikogo zabiegać...
A co zrobic żeby ona zabiegała...
W tej chwili to widzę że nie ma na to szans. Jeśli tak bardzo Ci na niej zależy to możesz kontynuować związek - bądź miły ale nie zabiegaj już tak o nią, nie przejmuj się jak ona nie ma dla Ciebie czasu - pokaż jej że Ci wszystko jedno czy ma czas czy nie.
Ale wiedz że robisz to na swoją odpowiedzialnośc bo jeśli to nic nie da, to ona sprawi Ci jeszcze większy ból niż do tej pory.
Spotykał się z dziewczyną która cały czas jemu proponowała spotkania, przyjeżdżała do niego itd I w końcu rozstali się bo on juz nie chciał kontynuować związku.
I co z nim jest teraz? Jest sam - od dawna nie może znaleźć dziewczyny bo nie potrafi o nikogo zabiegać...
A co zrobic żeby ona zabiegała...

Ale wiedz że robisz to na swoją odpowiedzialnośc bo jeśli to nic nie da, to ona sprawi Ci jeszcze większy ból niż do tej pory.
- pszczółka maja
- Entuzjasta
- Posty: 111
- Rejestracja: 18 sty 2006, 14:44
- Skąd: z daleka
- Płeć:
Już dwa miesiące temu po twoim pierwszym poście na tym forum Arkady było wiadomo że już nic z tego nie będzie. Ty za to ciągle robisz sobie złudne nadzieje.
Prawda jest taka że oboje sie soba męczycie Ona na pewno nie czuje do ciebie tego co ty do niej ma Cie przy tym w dupie bo i tak wie że jej nie opuścisz. Ciebie trzyma przy sobie z przyzwyczajenia bo boi sie zostać sama. Pasuje jej coś w rodzaju nie chłopaka a kolegi który do niej przyleci na zawołanie i Ciebie sobie takim wychowała.
Jej charakter już sie nie zmieni, taka jest i tyle, człowieka nie da sie zmienić ot tak sobie. Nie umie sie starać o chłopaka bo nigdy nie musiała, byłeś wstanie ściągnąć jej gwaizdke z nieba na zawoałnie.
Dobrze wie że twoja ostatnia oschłość to tylko taka gra bo zna twój prawdziwy charakter i wie że dla niej zrobiłbyś wszytsko.
Jesteś zbyt zaślepiony żeby to skończyć. Bedzie tak jak było. Puści ci oczko a ty będziesz wzlatywał podniecony pod dniebiosa (jak dwa dni temu) zaraz potem będziesz spadał na ziemie bo "na dowrzu za zimno" "bo obiecałam koleżance" "bo mam tipsy" "bo boli mnie głowa i brzuch" i zaraz żalić sie na forum ... a później wszystko od nowa.
Zdejmij te klapki z oczów w końcu.
Prawda jest taka że oboje sie soba męczycie Ona na pewno nie czuje do ciebie tego co ty do niej ma Cie przy tym w dupie bo i tak wie że jej nie opuścisz. Ciebie trzyma przy sobie z przyzwyczajenia bo boi sie zostać sama. Pasuje jej coś w rodzaju nie chłopaka a kolegi który do niej przyleci na zawołanie i Ciebie sobie takim wychowała.
Jej charakter już sie nie zmieni, taka jest i tyle, człowieka nie da sie zmienić ot tak sobie. Nie umie sie starać o chłopaka bo nigdy nie musiała, byłeś wstanie ściągnąć jej gwaizdke z nieba na zawoałnie.
Dobrze wie że twoja ostatnia oschłość to tylko taka gra bo zna twój prawdziwy charakter i wie że dla niej zrobiłbyś wszytsko.
Jesteś zbyt zaślepiony żeby to skończyć. Bedzie tak jak było. Puści ci oczko a ty będziesz wzlatywał podniecony pod dniebiosa (jak dwa dni temu) zaraz potem będziesz spadał na ziemie bo "na dowrzu za zimno" "bo obiecałam koleżance" "bo mam tipsy" "bo boli mnie głowa i brzuch" i zaraz żalić sie na forum ... a później wszystko od nowa.
Zdejmij te klapki z oczów w końcu.
tanebo chyba tym razem masz rację. Spotkaliśmy się dziś i znowu była długa rozmowa. Jak wiadomo główną przyczyną problemów w naszym związku była niezgodność poglądów co do spraw seksu. I to się nie zmieniło i niestety już nie zmieni. Ani ona nie jest w stanie zrozumieć, że ja mam większe potrzeby niż tylko raz na 2 tygodnie, ani ja nie mogę pojąć tego jak można być z kimś dwa lata i nie czuć praktycznie w ogóle żadnej potrzeby kontaktu fizycznego. Ona sama przyznaje, że nie ma aż takiej potrzeby i choćbym nie wiem jak się starał to ona tego nie zmieni, bo to siedzi głęboko w jej głowie i nie ma szans na zmianę. Tutaj moim zdaniem przydałby się psycholog, ale zasugerować jej coś takiego to mi nawet do głowy nie przyjdzie. Ja jej już nie przekonam. Bo co z tego, że jej mówię, że tak jak ja myśli 99% facetów, skoro ona i tak ma wymówkę, że przecież zawsze znajdzie się ten 1% który myśli podobnie jak ona. Moje tłumaczenia, że po 2 latach razem już nie powinniśmy mieć przed sobą oporów, a nasze życie seksualne powinno kwitnąć w najlepsze, do niej kompletnie nie dociera. Jest tylko, że "ja nie jestem jak inni, mam swoje zasady i nie mogę ich zmienić".
Znowu się nagadałem przez parę godzin i znowu nic a nic się nie zmieniło. No może tylko tyle, że ona pozostawiła mi podjęcie ostatecznej decyzji, czy chcę z nią być czy nie. Ale na takich warunkach, że to ja muszę ustąpić i zrozumieć ją. Tyle tylko, że takie rozwiązanie sprawy mnie nie satysfakcjonuje. Bo niby ona ciągle coś do mnie czuje, niby chce ze mną być, ale po staremu, tak jak było do tej pory. I kolejna sprawa, która mnie strasznie denerwuje, to stosunek jej rodziców do niej. Wyobraźcie sobie, że musiała dzisiaj wrócić do domu przed 21:00 ponieważ rodzice tak jej nakazali. 23-letniej dziewczynie, która przyszła do swojego faceta! Ale oczywiście wszelkie moje próby tłumaczenia, że to nienormalna sytuacja są odbierane przez nią jak atak na jej rodziców. I weź się tu człowieku sensownie dogadaj.
Znowu się nagadałem przez parę godzin i znowu nic a nic się nie zmieniło. No może tylko tyle, że ona pozostawiła mi podjęcie ostatecznej decyzji, czy chcę z nią być czy nie. Ale na takich warunkach, że to ja muszę ustąpić i zrozumieć ją. Tyle tylko, że takie rozwiązanie sprawy mnie nie satysfakcjonuje. Bo niby ona ciągle coś do mnie czuje, niby chce ze mną być, ale po staremu, tak jak było do tej pory. I kolejna sprawa, która mnie strasznie denerwuje, to stosunek jej rodziców do niej. Wyobraźcie sobie, że musiała dzisiaj wrócić do domu przed 21:00 ponieważ rodzice tak jej nakazali. 23-letniej dziewczynie, która przyszła do swojego faceta! Ale oczywiście wszelkie moje próby tłumaczenia, że to nienormalna sytuacja są odbierane przez nią jak atak na jej rodziców. I weź się tu człowieku sensownie dogadaj.
- pszczółka maja
- Entuzjasta
- Posty: 111
- Rejestracja: 18 sty 2006, 14:44
- Skąd: z daleka
- Płeć:
Bardzo jest mi Ciebie szkoda. Cholernie kochasz ta dziewczynę i zrobił byś dla niej wszystko. Ale naprawdę powinieneś zrozumieć, że ten związek już tak naprawdę nieistnieje i tylko ty wszystko ciągnisz na siłę. Jeżeli byś z nią zerwał to na 99% jestm pewna, że w ogóle nie będzie o cibie walczyć, a to świadczy o tym, że cibie nie kocha. Wasz rozstanie moim zdaniem to tylko kwestia czasu. Myślę, ze wkońcu ona znajdzie sobie kogoś innego, a ciebie narazie trzyma przy sobie bo boi się byc sama. Uważam, że powinieneś z nią zerwać. Wiem, że to trudna decyzja i należy do Ciebie. Ale na 100% jestem pewna, że znajedziesz dziewczynę, która doceni Ciebie i to jakim uczuciem potrafisz obdażysz. Przecież ten związek Cię niszczy i nie możesz tak żyć. A pomyśl, że spodkasz kogos z kim naprawdę możesz być szczęśliwy. Znam wiele przypdakó, gdy ludzie walczyli o związki , które praktycznie już nie istniały i po jakimś czasie rozpadały się, a teraz są najszczęśliwszymi ludźmi na świecie, bo spodkali kogoś kto naprawdę ich kocha.
- ForsakenXL
- Maniak
- Posty: 777
- Rejestracja: 01 sty 2006, 15:45
- Skąd: Kraków
- Płeć:
Arkady: dedykuję Ci utwór KoRn'a "Liar". Jeśli tylko masz możliwość to posłuchaj, a tymczasem wklejam Ci tutaj jego wymowny tekst:
Mam nadzieję, że nie masz problemów z anglielskim
Aha, drogie panie: ten tekst nie dotyczy was wszystkich, tylko przypadków takich jak pani Arkadowa <mruga>
My brother, you love her
But don't give up your instincts
Hang onto you know what
They'll be gone fast as you blink
They're trained to seduce you
Suck you dry quick as they can
They bite down, reduce you
Now you're barely a man
Oh my God
How can you deny the flood
That's flowing through you
(Chorus)
Hey you
You're saying that she's all that you desire
Liar
Hey you
You think you can throw water on this fire
Liar
It's not wrong to let go
And let the woman ride you
For fuck sake, don't lose touch
With the dog that's inside you
She wanted what you had
You bet she smelt the spore
Don't wimp up, fuck her up
One more time, slam that door
Oh my God
How can you deny the flood
That's flowing through you
(Chorus)
(Scat)
Oh my God
How can you deny the flood
That's flowing through you
(Chorus)
Oh my God
How can you deny the flood
That's flowing through you
LIAR
LIAR
LIAR
LIAR
(Saying)
Oh My God
how can you deny the flood
That's flowing through you
Mam nadzieję, że nie masz problemów z anglielskim
Aha, drogie panie: ten tekst nie dotyczy was wszystkich, tylko przypadków takich jak pani Arkadowa <mruga>
"Czymże jest życie, jeśli nie szeregiem natchnionych szaleństw?Trzeba tylko umieć je popełniać!
A pierwszy warunek: nie pomijać żadnej sposobności, bo nie zdarzają się co dzień"
~George Bernard Shaw
A pierwszy warunek: nie pomijać żadnej sposobności, bo nie zdarzają się co dzień"
~George Bernard Shaw
Arkady pisze:No może tylko tyle, że ona pozostawiła mi podjęcie ostatecznej decyzji, czy chcę z nią być czy nie. Ale na takich warunkach, że to ja muszę ustąpić i zrozumieć ją
A jak ustąpisz... pójdzie sączyć wino, nie z Tobą. Z koleżanką.
Spadam Arkady, Tobie też radzę
Wiem słowo jak krem
krem na zmarszczki w mojej głowie.
krem na zmarszczki w mojej głowie.
Arkady pisze:Ona sama przyznaje, że nie ma aż takiej potrzeby i choćbym nie wiem jak się starał to ona tego nie zmieni, bo to siedzi głęboko w jej głowie i nie ma szans na zmianę.
Możliwe, że nie ma. A Ty masz większe potrzeby. Pragniesz czułości, namiętności, a ona Ci tego nie daje. I najprawdopodobniej NIE DA.
Arkady pisze:Bo co z tego, że jej mówię, że tak jak ja myśli 99% facetów, skoro ona i tak ma wymówkę, że przecież zawsze znajdzie się ten 1% który myśli podobnie jak ona.
To niech se szuka... księcia z bajki... bez gorącej fajki.

Arkady pisze:Znowu się nagadałem przez parę godzin i znowu nic a nic się nie zmieniło.
Czyli: groch o ścianę. Człowieku, po ślubie jak z nia będziesz mieszkał, to też będziesz gadał, gadał, gadał, a ona będzie to mieć w dupie.
Arkady pisze:No może tylko tyle, że ona pozostawiła mi podjęcie ostatecznej decyzji, czy chcę z nią być czy nie. Ale na takich warunkach, że to ja muszę ustąpić i zrozumieć ją. Tyle tylko, że takie rozwiązanie sprawy mnie nie satysfakcjonuje.
W takim razie tej pani już podziękujemy. Związkowi właściwie. Dlaczego ten związek ma trwać, kiedy do tego potrzeba aż takich kompromisów? Jedna strona całkowicie spuszcza z tonu i podporządkuje się drugiej. Takie coś NIE ROBI, panie Arkady. Po prostu...
Arkady - zakończ to po męsku. Odejdź. To nie ma sensu. Wiele osób Ci to powtarzało już na samym początku. Z tej mąki chleba nie będzie. Przykro mi. DAJ SOBIE SPOKÓJ.
Boisz sie samotności? To Ci powiem, że ja bym po stokroć bardziej bał się życia z taką dziewczyną, już wolę być samotny. Dziękuję, ja wysiadam z takiego czegoś. Ty też wysiądź...

Żyję tym co czuję, z życia biorę to, co mi smakuje.
Szukam i znajduję. Nie dołuję, kiedy mi brakuje.
Lubię, siebie lubię, co chcę robię i co myślę mówię.
Prostą idę drogą i niczego już nie boję się.
Szukam i znajduję. Nie dołuję, kiedy mi brakuje.
Lubię, siebie lubię, co chcę robię i co myślę mówię.
Prostą idę drogą i niczego już nie boję się.
Nie mam pojecia czy to pomaga czy z tego co zauwazylam wiekszosc ma zdanie ze tylko rujnuje zwiazek i konczy sie rozstaniem jednakze chcialabym sprowbowac bo moj zwiazek jest w rozsypce.Wiekszosc twierdzi ze przerwa w zwiazku=rozstanie.Moim zdaniem gdy jest jakis konflik nalezy go rozwiazac a nie czekac az sam sie rozwiaza mozna isc na kompromis mysle ze to poskutkuje bo ucieczka od problemow nic nie da... 

- pszczółka maja
- Entuzjasta
- Posty: 111
- Rejestracja: 18 sty 2006, 14:44
- Skąd: z daleka
- Płeć:
pszczółka maja pisze:ale u Arkadego jest inaczej, ta dziewczyna nie chce z nim być i nie zakończyła tego z tylko dla niej znanego powodu. tutaj przerwa nic nie pomożę bo moim zdnaiem ona go po prostu nie kocha
Prawdę mówiąc ja już nie wiem czy ona coś do mnie czuje czy nie. Niby "coś tam" jeszcze jest, niby chce być ze mną, ale pewnych problemów nie da się przejść. To dlatego nie mam już prawie wcale motywacji, żeby to wszystko ratować.
..::MiA::.. pisze:Moim zdaniem gdy jest jakis konflik nalezy go rozwiazac a nie czekac az sam sie rozwiaza mozna isc na kompromis mysle ze to poskutkuje bo ucieczka od problemow nic nie da...
Też tak uważam, ale co zrobić jeśli druga strona nie bardzo chce pójść na taki kompromis? Wtedy jest już bardzo nieciekawie.
Arkady pisze:Ona sama przyznaje, że nie ma aż takiej potrzeby i choćbym nie wiem jak się starał to ona tego nie zmieni, bo to siedzi głęboko w jej głowie i nie ma szans na zmianę. Tutaj moim zdaniem przydałby się psycholog, ale zasugerować jej coś takiego to mi nawet do głowy nie przyjdzie.
Nie psycholog tylko... wybacz, że to napiszę, ale... potrzebuje po prostu odpowiedniego faceta. Najwyrazniej nie jestes TYM dla Niej.

Nie ludz sie chlopie, i nie lataj jak pies na smyczy na kazda rozmowe. Woz albo przewoz. A jak sie jednak zejdziecie ponownie, to wrocisz na stare smiecie - chcesz tego? Nie sadze... Nie chcesz znow sie uzerac, a tak wlasnie bedzie. To widac...
Trzymaj sie!

- ForsakenXL
- Maniak
- Posty: 777
- Rejestracja: 01 sty 2006, 15:45
- Skąd: Kraków
- Płeć:
Bosz... Arkady jakie ty masz klapki na oczach! Jakbyśmy się spotkali w realu to dostałbyś po gębie, może byś otrzeźwiał. ONA CIĘ NIE KOCHA! To co czuje to najwyżej przyzwyczajenie, ewentualnie strach przed samotnością, bo zdaje sobie sprawę, że z takim charakterem będzie jej ciężko znaleźć tego swojego księcia w celibacie. Ona nie chce z Tobą być bo "coś" czuje, tylko szkoda jej stracić pieska. Przejrzysz Ty wreszcie na oczy? Bo w swoich postach zachowujesz się jak jojo... Litości <wsciekly>
"Czymże jest życie, jeśli nie szeregiem natchnionych szaleństw?Trzeba tylko umieć je popełniać!
A pierwszy warunek: nie pomijać żadnej sposobności, bo nie zdarzają się co dzień"
~George Bernard Shaw
A pierwszy warunek: nie pomijać żadnej sposobności, bo nie zdarzają się co dzień"
~George Bernard Shaw
- pszczółka maja
- Entuzjasta
- Posty: 111
- Rejestracja: 18 sty 2006, 14:44
- Skąd: z daleka
- Płeć:
Arkady, postąp tak, jak sam czujesz...to będzie najlepsze wyjście z sytuacji. Zakończenie (lub nie) tego związku zależy tylko i wyłącznie od Twojej decyzji....sam rozważ wszystkie za i przeciw i albo sprawę definitywnie utnij, zrywając wszelkie kontakty, albo odwrotnie...ale czy naprawdę jest sens ciągnąć to dalej??
http://www.facebook.com/LKSPogonLwow
Reaktywowany w 2009 r. Razem przywróćmy świetność tej historycznej drużynie!
http://www.piotrlabuz.pl/
http://michalpasterski.pl/
http://www.mateuszgrzesiak.pl/
Reaktywowany w 2009 r. Razem przywróćmy świetność tej historycznej drużynie!
http://www.piotrlabuz.pl/
http://michalpasterski.pl/
http://www.mateuszgrzesiak.pl/
..::MiA::.. pisze:Moim zdaniem gdy jest jakis konflik nalezy go rozwiazac a nie czekac az sam sie rozwiaza mozna isc na kompromis mysle ze to poskutkuje bo ucieczka od problemow nic nie da...
Jeśli dwie osoby się znacznie różnią to NIE DA RADY iść na kompromis. Takie coś oznaczałoby znaczną zmianę charakteru, a wtedy obie osoby przestają być sobą naprawdę! On zmniejsza swój temperament, a ona czasami się "poświęca" i mu "daje dupy". Nie ma tak! Sztuka pozostać sobą i sie porozumieć. A jeśli porozumieć się nie idzie bez wyraźnej zmiany, to po prostu należy zakończyć związek. Wiele jest osób na świecie, które bez jakiejś wielkiej zmiany są "do życia razem".
Kompromis - jakże piękne słowo. Tylko w przypadku Arkadego ów kompromis miałby polegać na tym, że on się do niej dostosuje. A ona nie uczyni kroku naprzeciw! Ona pozostanie sobą - chłodną, oschłą dla niego dziewczyną. Taki ot, kompromis zajebisty.
Żyję tym co czuję, z życia biorę to, co mi smakuje.
Szukam i znajduję. Nie dołuję, kiedy mi brakuje.
Lubię, siebie lubię, co chcę robię i co myślę mówię.
Prostą idę drogą i niczego już nie boję się.
Szukam i znajduję. Nie dołuję, kiedy mi brakuje.
Lubię, siebie lubię, co chcę robię i co myślę mówię.
Prostą idę drogą i niczego już nie boję się.
Po wielu przemyśleniach, radach znajomych i Waszych na forum, postanawiam, że zakończę ostatecznie ten związek. Nie ma sensu brnąć dalej w coś co i tak nie rokuje żadnych nadziei. W zasadzie to ten związek już nie istnieje. Bo trudno to nazwać związkiem, skoro praktycznie od 4 tygodni się nie widujemy, do tego z jej strony nie czuję żadnego uczucia i chęci zmiany. Sprawy potoczyły się za daleko, szczerze mówiąc to już rok temu się zastanawiałem nad naszą wspólną przyszłością i już wtedy miałem pewne wątpliwości. Jednak jeszcze nie traciłem do końca nadziei. Teraz nie mam już sił i motywacji, żeby się starać i mimo to ciągle być pod jej 'pantoflem'. Chcę to zakończyć, tylko teraz mam problem jak to zrobić żeby wyszło jak najdelikatniej, żeby nie skończyło się niepotrzebnym spięciem (inaczej mówiąc rozstać się bez palenia za sobą mostów) i co najważniejsze, żeby się nie rozczulać i nie rozkleić się w momencie gdy będę jej to mówił. A nie chcę odchodzić w milczeniu, bez spotkania się z nią jeszcze raz. Mógłbym to zrobić przez telefon, ale tak sobie myślę, że po 2 latach razem wypadałoby okazać jakiś szacunek drugiej stronie i spotkać się z nią w cztery oczy. I właśnie boję się tego spotkania, jej reakcji i być może tego, że nie będę umiał postawić tej sprawy jasno, czyli że to ostateczny koniec. Ja ciągle darzę ją uczuciem i jestem pewny że gdy ją zobaczę, to nie będzie mi łatwo. Do tego ona mi nie ułatwia zadania, bo ciągle pisze do mnie smsy i czasami do mnie dzwoni, mimo że ja milczę. Jestem przekonany, że chciałaby żebyśmy dalej byli razem, no ale jak wiecie to ja musiałbym ustąpić w najważniejszych kwestiach. A wiem że przeciąganie tego nie ma sensu, że będę się tylko męczył. Nie chcę już tych wszystkich rozmów, które do niczego nie prowadzą, nie chcę stawiać żadnego ultimatum czy trzymać jej przy sobie na siłę. Trzymajcie kciuki żebym cało wybrnął z tej sytuacji 
- ForsakenXL
- Maniak
- Posty: 777
- Rejestracja: 01 sty 2006, 15:45
- Skąd: Kraków
- Płeć:
Jak już podjąłęs taką decyzję to do niej idz i jej to powiedz, ot tak po prostu. Przytul, poklep po plecach i wyjdź. bez owijania w bawełnę i dłużyzn. Fajnie że ją tak szanujesz, ale chyba widzisz, że w drugą stronę to nie działa? Zrób to tak, jak odrywa się plaster - ta analogia jest najbardziej trafną z możliwych. Na rozmowy o "nie paleniu mostów" będzie czas potem.
"Czymże jest życie, jeśli nie szeregiem natchnionych szaleństw?Trzeba tylko umieć je popełniać!
A pierwszy warunek: nie pomijać żadnej sposobności, bo nie zdarzają się co dzień"
~George Bernard Shaw
A pierwszy warunek: nie pomijać żadnej sposobności, bo nie zdarzają się co dzień"
~George Bernard Shaw
No i sprawa rozwiązana. Dziś sama najpierw do mnie zadzwoniła, że nie chce już tego związku, później do mnie na chwilę wpadła tylko po to, żeby mi to jeszcze raz powiedzieć. Miałem nawet moment, że próbowałem ją odwieźć od tej decyzji, pytałem czy na pewno nie widzi dla nas szans - zaprzeczyła. Pożegnaliśmy się i tak oto 2-letni związek legł w gruzach. Ból jest niesamowity, ale mam nadzieję, że za jakiś czas minie i będę umiał spojrzeć na to wszystko z dystansem.
- pszczółka maja
- Entuzjasta
- Posty: 111
- Rejestracja: 18 sty 2006, 14:44
- Skąd: z daleka
- Płeć:
tanebo pisze:Eh a jeszcze kilka dni temu rozentuzjazomwany mówiłeś że jesteś pewny że cie kocha.
Ja coś takiego pisałem? W którym miejscu??? Pisałem tylko, że myślę, że ona "coś" jeszcze do mnie czuje. Na pewno nie wielką miłość, ale też nie do końca nic. Sama mi tak powiedziała. Zresztą nie ważne.
A tak apropos, to właśnie dostałem od niej smsa. Pyta czy może jeszcze sobie jeszcze raz wszystko przemyśleć i odezwać się do mnie za parę dni. Odpisałem, że to nie ma już większego sensu. Mam nadzieję, że szybko dojdę do siebie, dzięki za słowa otuchy
- pszczółka maja
- Entuzjasta
- Posty: 111
- Rejestracja: 18 sty 2006, 14:44
- Skąd: z daleka
- Płeć:
Wróć do „Miłość, uczucia, problemy”
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 351 gości