a dziś płaczę....
Z czasem po wielkiej "miłości", co miłością nie było chyba jednak, przyszło coś innego..
Mniejsza tęsknota.. niechęć do pocałunków.. obojętność..
Zastanawiam się dlaczego nie potrafię już kochać.. Gdybym tylko poznała go przed poprzednią miłością..

dziś byłabym najszczęśliwszą dziewczyną pod słońcem..
Właśnie ta moja stara miłość, przez którą byłam odtrącona, namieszała wiele w moim życiu.... Kiedyś.. dwóch facetów potraktowało mnie jak zabawkę.. jak powietrze..
To właśnie po nich poznałam TAMTEGO.. który wydawał się być inny od nich. I wiem że był od nich lepszy. Dziś wiem to na pewno. Nie traktował mnie na początku tak jak tamci.. dlatego całe jakieś tam uczucie, które kłębiłam do poprzednich facetów, wlałam w niego wierząc że to ten, na którego całe życie czakałam..
Dziś jest pan X. Który jest dla mnie wręcz za dobry, ma złote serce, wie jak pocieszać i jest przede wszystkim takim facetem, o jakim zawsze marzyłam. Nie jest tak przystojny jak poprzedni, ale ma powodzenie u niektóych dziewczyn i podobno trudno go zdobyć. Nie wiem co we mnie widział. Piszę "widział" bo wczoraj z nim zerwałam, bardzo płakałam kiedy musiałam to zrobić. Ale.. czułam że nie mogę dłużej robić z niego głupka, że raz bym chciała wrócić do niego a raz nie. On na to nie zasługuje..
Nie wiem co już mam robić w tym życiu.. Wciąż tli się we mnie coś do poprzedniego, choć powinnam go nienawidzić, jednak złość mi jakoś mija. Ale wiem że z nim nie będę nigdy. A X? X'a nie kocham choć chciałabym tak bardzo pokochać go prawdziwie. Dziś rano kiedy się obudziłam zdałam sobie sprawę: "jestem sama"
Dziś mi go brakuje.. jednak za parę dni znów może przeszła by mi ochota by z nim być. To tak bardzo boli kiedy z minuty na minutę inaczej widzę swoją przyszłość i zmieniają się moje myśli w coraz to innym kierunku! Co ja mam zrobić?
Płaczę od wczoraj i jestem bezradna wobec tego co we mnie tkwi
