Wspólne zamieszkanie

Decyzja o mieszkaniu razem bez ślubu często zdaje się być atrakcyjniejsza i bardziej podniecająca od zawarcia małżeństwa, nie jest jednak pozbawiona niebezpieczeństw. Czasami niezależność partnerów może powodować rysy w ich związku.

Wszyscy ludzie pragną być szczęśliwi, a dla większości z nas głównym źródłem szczęścia jest udany i satysfakcjonujący związek z osobą płci przeciwnej. Tradycyjnym sposobem na utrwalenie takiego związku jest zawarcie związku małżeńskiego, ale w dzisiejszych czasach instytucja ta budzi coraz więcej wątpliwości.

Jeśli chodzi o kobiety, postrzegają one małżeństwo jako dobrą receptę na przyszłość, jednak najpierw chcą zrobić karierę zawodową i zdobyć pewnego rodzaju niezależność finansową.

Również mężczyźni, według danych statystycznych, decydują się na małżeństwo odrobinę później niż niegdyś, a związane jest to z mniejszą niż w przeszłości stabilizacją finansową i trudnościami z zatrudnieniem. Widać stąd, że ponownie zaczęto uzależniać małżeństwo od osiągnięcia odpowiedniego wieku i bezpieczeństwa finansowego, w odróżnieniu od spontanicznych małżeństw nastolatków charakterystycznych dla minionej dekady.

Coraz później

Jeśli ludziom potrzebny jest związek seksualny z inną osobą, ale równocześnie chcą odłożyć decyzję o małżeństwie, wówczas jedną z możliwości jest zamieszkanie razem w wolnym związku. Coraz więcej par decyduje się na wspólne mieszkania - bez zawierania małżeństwa. W rezultacie związki te pod każdym niemal względem przypominają związki małżeńskie - z jedną różnicą, że nie są układami założonymi formalnie, wspierającymi się wagą dokumentów prawnych, jakie spajają je w jedną całość.

Poważna próba

Są grupy ludzi, dla których wolne związki stanowią równoważny odpowiednik małżeństwa - partnerzy mieszkają razem przez wiele lat nie czując potrzeby „podpisywania papierów". Jednak tacy ludzie reprezentują jedynie mały ułamek populacji (tylko około 6 %). O wiele większa część wykorzystuje wolny związek jako wstęp do małżeństwa albo też próbę decydującą o przyszłości. Co więcej, ogromny odsetek par małżeńskich (około 70%) mieszkało razem jeszcze przed zgłoszeniem się do urzędu stanu cywilnego.

Pozostaje zatem ważne pytanie, czy wolny związek może być traktowany jako wiarygodny test dostarczający prawdziwych wyników. Czy stworzona w tym momencie sytuacja może stanowić informację o dalszym rozwoju związku, czy też daje całkowicie fałszywy obraz rzeczywistości, ponieważ stopień zaangażowania partnerów jest niewystarczający, a ich związek nie został zaakceptowany przez ogół społeczeństwa?

Niełatwo odpowiedzieć na te pytania. Ludzie decydujący się na wspólne mieszkanie reprezentują najróżniejsze cechy charakteru i styl życia, zatem uogólnienia snute na podstawie powodzenia bądź niepowodzenia danego związku mogą okazać się całkowicie niesłuszne. W dodatku bardzo trudno dokładnie ustalić, dlaczego jeden związek przetrwał, podczas gdy drugi rozsypał się po niedługim czasie, zatem niełatwo też zmierzyć rezultat przedmałżeńskiego „życia na kocią łapę".

Pomimo to, jeśli rozpatrujesz kwestię zamieszkania wspólnie z partnerem, najprawdopodobniej zastanawiasz się nad kilkoma sprawami. Interesuje cię, jak mocno angażuje się partner w wasz związek i czy ciebie satysfakcjonuje ten układ. Pewnie zainteresuje cię także, czy seks będzie bardziej ożywiony i swobodniejszy niż obecnie.

Mieszkać razem czy nie?

Sporo przeprowadzonych na ten temat badań z całą pewnością stwierdza, że pary żyjące ze sobą bez ślubu podchodzą do swego związku z mniejszym zaangażowaniem niż małżonkowie.

Pary mieszkające razem przez kilka miesięcy, dla których obecna sytuacja jest wstępem do małżeństwa, charakteryzuje największe zaangażowanie ze wszystkich „wolnych partnerów", ale nawet oni mniej przejmują się swoim związkiem niż pary będące na stopie narzeczeńskiej bądź związane węzłem małżeńskim.

Większość osób żyjących w wolnych związkach twierdzi, że są przeciwni instytucji małżeństwa, najczęściej zaczynają mieszkać razem bez zbytniego teoretyzowania.

Ogólnie rzecz biorąc, małżonkowie i ludzie „mający się ku sobie" w bardziej tradycyjny sposób okazują większe przejęcie sprawą kontynuowania swojego związku, poza tym uważają, że istnieją zewnętrzne powody przemawiające przeciwko zerwaniu. Częściej poddają się wpływowi rodziców i przyjaciół, namawiających do pozostania razem, gdyż uznają, że kwestia stabilności łączącego ich układu, nie jest wyłącznie ich prywatną sprawą. Nie mogą rozstać się w każdej chwili, gdy przyjdzie im na to ochota, ponieważ nie tylko oni zaangażowali się swój układ.

Z drugiej strony, kiedy nadejdą trudne chwile, wiedzą, że mogą liczyć na większą pomoc ze strony osób z zewnątrz, pomoc w ratowaniu swojego związku, jeśli tylko będzie im potrzebna.

Nie ulega zatem wątpliwości, że stabilność związku dwojga osób jest bardziej zagrożona w sytuacji, kiedy decydują się na „życie na kocią łapę". Z tego powodu nie znika poczucie niepewności co do trwałości związku.

Ludzie mieszkający w wolnym związku stwierdzają też, że brak zewnętrznych sił wspierających jego stabilność działa jak miecz obosieczny. Uniezależniając się od ograniczeń narzucanych przez społeczeństwo rezygnują z potencjalnego wsparcia, które towarzyszy tym ograniczeniom. Dla niektórych to dowód zachowanej wolności, ale zdaniem wielu par ostatecznie okazuje się to źródłem napięć.

Poziom zaangażowania

W wolnych związkach dzielący wspólne mieszkanie mężczyźni przejawiają mniejszy stopień zaangażowania od kobiet. Mniejsze jest także zaufanie, jakimi obdarzają ich partnerki, w dodatku dość podejrzliwie podchodzące do motywów, które kazały partnerom zamieszkać z nimi bez ślubu.

Tymczasem zadziwiająco duża liczba par prowadzących omawiany styl życia jest ze sobą długie lata. Można by zakładać, że pary te są całkowicie szczęśliwe w swoich układach i mają do siebie zaufanie bez względu na to, czy ich związek został formalnie potwierdzony, czy nie. Okazuje się, że poziom zadowolenia z własnego związku jest taki sam w przypadku par małżeńskich i par współżyjących bez ślubu.

Jedna z przyczyn zadowolenia z istniejącego stanu rzeczy polega w przypadku wolnych związków na tym, że udało im się z powodzeniem dokonać takiego podziału na role kobiece i męskie, jaki im najbardziej odpowiada. Wielu ludzi woli nie zawierać ślubu, ponieważ nie zgadzają się z tradycyjnym podziałem na mężczyznę - żywiciela rodziny i żonę - opiekunkę ogniska domowego. Decydując się na niekonwencjonalną możliwość - życie bez obrączki - mogą prowadzić styl życia i dzielić się obowiązkami w sposób najbardziej dostosowany do swoich potrzeb.

Łamanie stereotypów

Wielu partnerów w wolnych związkach podkreśla, że przyjmują odmienny - lub nawet sprzeczny - od tradycyjnego podział na role. Nie zgadzają się z istnieniem zajęć „typowo męskich" czy „typowo kobiecych". Zdecydowanie popierają zasadę równości partnerów.

Obecnie wiele badań potwierdza, że tego typu poglądy łatwiej podzielać, niż postępować zgodnie z nimi. Ludzie chętnie głoszą poglądy egalitarne, trudniej natomiast przychodzi zachować je w praktyce, a nawet jeśli się postarają, zwykle nie trwa to długo. Zasada równości partnerów jest częściej zachowywana na początku wspólnego życia, ale zamiera w miarę upływu lat.

Po kilku miesiącach niewiele różni małżeństwa od wolnych związków w kategoriach podziału obowiązków domowych. W obu przypadkach znakomitą większość czynności wykonują kobiety. Zdarza się tak zwłaszcza w momencie, gdy na świat przychodzą dzieci - wtedy to tradycyjnemu podziałowi ról podporządkowują się nawet ich najzagorzalsi przeciwnicy.

Pokrewne artykuły

  • Jak opanować zazdrość

    Pierwszym, choć może dziwnie prostym krokiem, jest uświadomienie sobie, że nasze postępowanie jest spowodowane zazdrością i nadmierną zaborczością. Sporo osób z powodzeniem racjonalizuje swoje zachowanie (czyli wynajduje racjonalną motywację) albo obciąża winą okoliczności...

  • Natura motyla

    Dla zdecydowanej większości ludzi seks jest niezbędny do życia. Każdy wie, że początek nowego związku jest najbardziej podniecający. Nowo zrodzone pożądanie właściwie nie zna granic - umiejętności techniczne kochanka nie mają wielkiego znaczenia. Kiedy wszystkie nerwy drżą...