 |
do nowicjuszy
miłość
super sex
świat uczuć
poradnik
ciało
zmysły
rozrywka
poznajmy się
forum dyskusyjne
nowości
kontakt
|  |
Opowiadanie miłosne nr 52
|
Matura stres, egzaminy na studia stres, ale pierwszy dzień na uczelni TO
DOPIERO STRES...
...ale pamiętam z tego dnia coś dobrego, przystojniaka który przyćmił cały blask
tego dnia, pierwszego dnia na uczelni...
...później była już tylko nauka i jeszcze raz nauka. Pierwsze egzaminy to był
horror. Matematyka od zawsze była moją pasją a więc kiedy oblałam pierwszy
termin jakoś się załamałam. Ale w końcu postanowiłam nie poddać się. Zaczęłam
szukać pomocy. Pamiętam że koleżanka z roku zaproponowała mi pomoc. Jej brat
studiuje na trzecim roku a z matmy jest najlepszy więc...przedstawiła mi swojego
brata... jak się okazało był to ów przystojniak. Pomyślicie pewnie "ale
naciągana historia" ale sama byłam zdziwiona gdy został mi przedstawiony właśnie
ON. Nie dość że przystojny to jeszcze inteligentny, pomyślałam. Aj nie
posiadałam się z radości. W głowie miałam taki szum... nie ukrywam że jeszcze
nikt nie pociągał mnie tak jak on.
No ale trzeba było zabrać się do
roboty, teraz nie mogłam nic spaprać bo mogłam wylecieć. Na początku wystarczyło
mi tylko kilka lekcji w końcu nie jestem w ciemię bita... no i pierwszy semestr
zaliczyłam. Nie było łatwo, nie ukrywam że miałam chwile zwątpienia. Ale udało
się. Z Konradem (tak miał na imię Mój Przystojniak) więc z Konradem nic
specjalnego nie wychodziło. Szczerze mówiąc oprócz korków nie mieliśmy okazji do
częstszego spotykania. Zawsze zabiegany, wręcz rozchwytywany... cóż nie miałam
szans... ...zbliżały się ostatnie zaliczenia. W akademiku panowało takie
ożywienie, wszyscy gdzieś pędzili, czegoś się uczyli, jedni wchodzili inni
wychodzili, część miała już zaliczone, część jeszcze nie. Oczywiście kumpelka z
pokoju miała już wakacje, więc nie bacząc na innych spakowała się i wyjechała
zostawiając mnie ogarniętą gorączką przedegzaminacyjną. Trochę się podłamałam.
Wcześniej oblałam to dlaczego i teraz nie? poza tym za oknem wiosna, wszyscy w
parach a ja jak zwykle sama... ...w takim stanie zastał mnie Konrad. Byłam
zapłakana, niewyspana...no i nieszczęśliwie zakochana. Wszystko wygarnęłam
Konradowi... ...a on? no cóż... to może nie było to o czym marzyłam ale
przytulił mnie. Przytulił tak bardzo mocno i wręcz na siłę położył do łóżka. Nie
wiele było mi trzeba , jak nic USNĘŁAM.
Kiedy się obudziłam Konrad
jeszcze siedział. Nie wiem ile mogłam spać. Na pewno nie była to godzina. Konrad
siedział i wpatrywał się we mnie. W końcu wyciągnęłam do niego rękę. Podszedł.
Usiadł na skraju łóżka. Dotknął dłonią mój policzek, rozpalony policzek.
Stwierdził że chyba mam gorączkę ale wtedy odpaliłam że raczej z pożądania.
Zarumienił się ale dotąd nie uciekł a więc pomyślałam że jeszcze nie wszystko
stracone. Nachylił się na de mną. Poczułam delikatną woń jego perfum... tego
było dla mnie za dużo. Nie wytrzymałam. Pocałowałam go. Delikatnie, trochę
niepewnie musnęłam go wargami. Odwzajemnił. Delikatnie wsadził język jakby
czekał na zgodę. Nie protestowałam. Całowaliśmy się baaaardzo namiętnie. Było to
to na co czekałam tyle czasu, to o czym tak długo marzyłam. Poczułam że moja
mała szparka poci się , że tak fajnie zaczyna mi pulsować. Wtedy wsadziłam mu
rękę z spodnie. Jego przyrodzenie też było naprężone. Czułam że mnie pragnie,
tak samo jak ja pragnęłam jego. Zaczął całować mi delikatnie szyję, później
zszedł niżej, odsunął bluzkę i zaczął całować brzuch... zaczął chodzić niżej i
niżej. Dłużej nie mogłam wytrzymać... szepnęłam do ucha "Chcę tego, chcę kochać
się z Tobą, pragnę Cię" wtedy włożył ręce pod bluzkę, zwinnym ruchem zdjął ją i
odkrył wcale nie małe piersi, później odgarną kołdrę i ściągnął spodnie. Majtki
zdjął zębami. Byłam naga i rozpalona do granic wytrzymałości. Rozpięłam mu
spodnie i uwolniłam z majtek jego małe szczęście. Przylgnął do mnie... byłam
szczęśliwa... czułam go wreszcie...wszedł we mnie powoli, delikatnie...później
nic się już nie liczyło...najpierw powoli, później coraz szybciej...kochaliśmy
się długo i namiętnie, posuwał mnie a ja jedynie pomyślałam WRESZCIE!!! byłam w
siódmym niebie.... ...i teraz przerwę... ..bo wiecie co...tak naprawdę nie
studiuję matematyki tylko nauki humanistyczne, tak naprawdę nie poznałam swojego
przystojniaka na studiach ale zupełnie gdzie indziej, tak naprawdę nigdy nie
kochaliśmy się w akademiku ale... ...czasami warto pomarzyć i pomyśleć sobie
że ZWARIOWAŁAM DO RESZTY...
...z MIŁOŚCI do kogoś kto i mnie kocha!!!..
...i to właśnie wydaje mi się takie niesamowite.... BYĆ KOCHNĄ... BO JESTEM
KOCHANA!!!
Marta
|
|
|
 |
 |
 |
|