Staruszek Priam pisze:MaSiA pisze:Mój facet lubi jak się onanizuję w jego obecności. Po pierwsze bardzo go to podnieca, a po drugie po prostu się uczy i po pewnym czasie dołącza do mnie.
Ciekawe ile wam zajmie oduczanie się autoerotyki?
Oduczanie się? A niby w jakim celu ktokolwiek oprócz nałogowców, miałby próbować się jej oduczać?

Autoerotyka, tak bardzo zalecana przez seksuologów, ma przykre skutki.
Skąd te informacje?
Blokuje zdolność afirmacji przeżywania zintegrowanego.
"Zdolność afirmacji przeżywania"? A po ludzku? ;d
Bycie z drugą osobą uatrakcyjnia przeżycie ale pozostaje w ogromnym stopniu na poziomie przeżyć wyalienowanych, czyli takich jakie utrwaliły się na poziomie akcji w pojedynkę.
Zdajesz się zakładać, że przyjemność w sexie wynika li tylko ze stymulacji czysto fizycznej, podczas gdy tak nie jest. W przypadku uprawiania miłości z kimś, kogo się szaleńczo pożąda, potężnych dawek rozkoszy dostarcza sama obecność tej osoby, fakt, że jest jej dobrze i że to zafascynowany przyczynił się do tego. Nie jest więc prawdziwą Twoja teza, jakoby masturbacja sprowadzała sex z drugim człowiekiem do swego rodzaju symultanicznej masturbacji dwuosobowej.
W najlepszym wypadku osiąga się poziom doskonałego tandemu. Tandem nie wychyla się nad poziom przyjemności zdeterminowany masturbacją, czyli samogwałtem.
I czym się ma różnić ów "doskonały tandem" od sexu ludzi przez masturbację nie zepsutych?

I czemu używasz tego kuriozalnego oxymoronicznego tworu, jakim jest "samogwałt"? Gwałt zakłada działanie wbrew gwałconemu, nie sposób więc zgwałcić się własnoręcznie - no chyba, że ktoś byłby wybrykiem natury o dwóch w pełni ukształtowanych głowach, zawierające dwa funkcjonujące poprawnie mózgi, mając przy tym jeden tylko korpus i niezbędne do praktyk autoerotycznych kończyny

A gwałt jak to gwałt - może dawać tylko iluzję.
No, nie wiem. Sądząc z popularności tej formy sexualnego obcowania chociazby w Afryce, gdzie co kilka sekund gwałcona jest kobieta, kilkuletnich dziewczynek nie wyłączając, gwałciciele doznają chyba przyjemności całkiem realnej

No, w żaden sposób, nie prowadzi do miłości.
Owszem, nie prowadzi, ale bywa jej wynikiem
