Jak zostaliśmy naturystami

Dział poświęcony wszelkim tematom i zagadnieniom związanym ze zdrowiem bądź też z szeroko rozumianą urodą.

Moderator: modTeam

Awatar użytkownika
invita
Zaglądający
Zaglądający
Posty: 25
Rejestracja: 08 lis 2016, 19:28
Skąd: Wrocław
Płeć:

Jak zostaliśmy naturystami

Postautor: invita » 12 paź 2019, 11:56

Chcę Wam opowiedzieć jak ze swoją dziewczyną zostałem naturystą.
Zupełny przypadek, ale jak większość z Was uległem biegowi wydarzeń, bo przecież z domu rodzinnego – typowego dla zaściankowości i kołtuństwa, które wprowadził w Krakowie czy też wymusił komunizm – nie wyniosłem umiłowania do naturyzmu. Pamiętam jak wtedy, kiedy miałem 5-6 lat, kiedyś w upalne, lato pozbyłem się stroju przebywając cały dzień w mieszkaniu, na krakowskim Kleparzu. Tata, wróciwszy z pracy zrugał mnie „To nieładnie tak biegać nago!!!!”. Był dla mnie – małego dziecka – nawet nie wzorcem ale wręcz arbitrem. Od tej chwili już zawsze wkładałem majtki.

Później Tata, podczas urlopu spędzanego w Międzyzdrojach wkurzał się do białości gdy nie chciałem przebrać majtek na plaży. To było dla mnie do zaaprobowania. Nie mogłem pojąć, skąd taka sprzeczność, ale byłem już zaprogramowany. Najpierw wzbudził we mnie bezgraniczny wstyd a później wygadywał coś o „problemach”. „Jazda” była gigantyczna. Wyłem, ryczałem i za nic nie dałem sobie zmienić gaci. Zmuszony albo przebierałem się pod przewróconym koszem plażowym, okutany w duży ręcznik albo wędrowałem przez całe miasto w mokrych kąpielówkach do wynajmowanej kwatery. Wpierw indoktrynowano mi wstyd, a zaraz potem wymagano ode mnie swobodnego zachowania na plaży.

Później była długa przerwa aż do czasu studiów. Zapisałem się do akademickiego klubu płetwonurków. Wtedy, w latach osiemdziesiątych, panowała zatęchła komuna. Wyjątkowo wydawano paszporty, a my organizowaliśmy wielomiesięczne wyprawy do: Meksyku, Egiptu, Hiszpanii, nad Bajkał itd. Wtedy – podczas nurkowej wyprawy do Hiszpanii, będąc po raz pierwszy na takim wyjeździe – pewnego późnego wieczoru zetknąłem się z naturyzmem. Kiedyś o zmroku, ktoś rzucił hasło: „idziemy na białe delfiny?”. Nie wiedziałem o co chodzi w szczegółach. Powiedziano, że się kąpiemy w morzu. „Dlaczego białe delfiny?” myślałem. Do czasu, kiedy najbardziej pruderyjna z naszych nurkowych koleżanek, wtedy w nocy, „po omacku”, zrzuciła strój. Błysnęła przez mgnienie oka białym tyłeczkiem i wskoczyła do wody. Następni też. Ja, osłupiały, zrobiłem to samo, zagłębiając się natychmiast, kompletnie nagi, po brodę, w morzu. Było tak ciemno, że ledwo widziałem plamy jaśniejszej, nieopalonej skóry. Swojej. Szczegóły anatomicznych innych „białych delfinów” pozostały nieodkryte. Wszystko działo się tak szybko i w emocjach. Później jedynie lśniące w blasku światła księżyca białe dupki fikających w morzu nurków wyjaśniały pojęcie „białe delfiny”. Było bosko! Początkowy wstyd zamienił się w nieskrępowaną radość! Nic mnie nie ograniczało. Żadne gacie, indoktrynacje rodziców. Upajałem się swobodą, wolnością, kontaktem z przyrodą.

Moja właściwa przygoda z naturyzmem, to jednak inne doświadczenie. Od czasu Egiptu była długa przerwa. Jestem Krakusem. Typowym. Nuta zaszczepionej pruderyjności, lekka dulszczyzna etc. Ale jednak… Kryspinów był „za miedzą”.

Pojechaliśmy kiedyś, z moją dziewczyną, właśnie do Kryspinowa. Wybraliśmy zupełnie przypadkiem miejsce na plaży tekstylnej, tuż obok naturystycznej. Przez kilka godzin nic szczególnego się nie działo. Jednak z zazdrością i ciekawością obserwowałem „nagą” plażę, a zwłaszcza relaksujące się tam osoby. I wcale nie było to podglądactwo. Po prostu ich uwolniona naturalność mnie intrygowała. Moja dziewczyna obserwowała to samo. Nie mówiliśmy o tym ale wzbierały w nas, niezależnie, te same myśli. Odmienność naturystycznej plaży zaczęła nas ekscytować.

Podobało nam się. Coraz bardziej i bardziej. Swoboda naturystów, ich normalność przyciągały, zarazem prowokując nas, nie naturystów, do zrobienia tego kroku, ku nagości.

Powiedziałem „Chodźmy bliżej”, tak trochę… mimowolnie. Z miejsca Ona zgarnęła koc i ruszyła w kierunku plaży FKK. Przeszliśmy ze sto metrów i zatrzymaliśmy się już na terenie rozpoczynającym nagą plażę. Obszar, gdzie kilka kobiet już opalało się topless.

Nie wiedzieć czemu, wbrew sobie, zaproponowałem „Zdejmij stanik!”.

„TAK?” – spytała. „NAPRAWDĘ?” – dalej nie dowierzając temu, co powiedziałem.

„TAK” – ja zapiekły zazdrośnik, przytaknąłem. Nadal byliśmy na pograniczu tekstylnej i nagiej plaży. Potwierdziłem: „No… jak chcesz, to zdejmij stanik”… Popatrzyła na mnie dziwnie, nie wierząc w to, co usłyszała, rozwiązała tasiemkę, i… i obnażyła się przed kilkusetosobowym tłumem.

Zrzuciła górę stroju natychmiast. Zrzuciła ją w sekundę. Biustonosz spadł, odkrywając bezwstydnie krągłości dostępne dotychczas tylko dla mnie. Zatkało mnie. Była to decyzja kompletnie sprzeczna z moim: wychowaniem i zazdrością, która mówiła „Twoja naga dziewczyna może być naga tylko przy tobie!!!”. Pomyślałem: „Co jest?! Jej piersi ma oglądać każdy facet w okolicy??!!!”. Z drugiej strony przyszłą refleksja: „Ma piękny biust, więc co z tego, gdy ktoś zobaczy… Nikt tu nie przygląda się nachalnie; podoba mi się ta swoboda.”.

Ona ma piękne, „posągowe”, naturalne piersi. Naprawdę może zaimponować naturalnością i perfekcją. Może wręcz być wzorcem do produkcji kobiecych manekinów.

W każdym razie byliśmy w Kryspinowie. Ona TOPLESS!!! A ja „ubrany”!? Patrzyłem na nią i miałem burzę uczuć: zazdrość, wstyd, gigantyczną złość, że ją ktoś ogląda poza mną. I gigantyczną satysfakcję. Dumę z jej piękna. Nie mogłam oderwać wzroku od jej wyzwolonych piersi, które, w słonecznym blasku, falowały przy każdym ruchu. Patrzyłem jakbym pierwszy raz je widział. Ale… tylko ja. Nikt inny nie zwrócił uwagi. Na nasze przełamane tabu. Wyłom w naszej intymności. Jakiej intymności! Przecież obnażyła się publicznie!

Siedzieliśmy nadal na granicy plaży „tekstylnych” i naturystów. Tekstylnych były tłumy. Tysiące osób w strojach po lewej stronie i około 400-500 bez strojów po prawej. Ja podekscytowany nagimi piersiami Ewy, wołającymi „patrzcie, jesteśmy nagie dla was”, przeżywałem tornado uczuć.

Minęło piętnaście minut. Moja „nienagość” zaczęła mi doskwierać. Zapytałem ją o coś, w co do tej pory nie mogę uwierzyć: „chcesz tam pójść?”, wskazując na środek nagiej plaży.

NIC nie odpowiedziała, tylko wstała i zaczęła zwijać ręcznik. Osłupiałem. Oszołomiony zabrałem resztę rzeczy. Ruszyliśmy na „nagą” plażę. Powiedziałem „chodźmy tam, na górę”.

Plaża NKK w Kryspinowie jest tak zbudowana, że nad wodą jest płaska a powyżej, znaczną jej część tworzy skarpa z zalążkami roślinności. Liche krzaczki, rosnące gdzieniegdzie. Myślałem, że nad brzegiem będziemy bezwstydnie odsłonięci ale roślinność na świetnie nas zasłoni. Jaki byłem głupi – dowiedziałem się później!

Minęliśmy wypłaszczoną część i szliśmy dalej. Ona topless, z rozkołysanymi piersiami, ja w kąpielówkach. Nagość Jej piersi, po przyjściu trzystu metrów między plażującymi nagusami stała się… naturalna. Ze zdziwieniem skonstatowałem ten standard. Podekscytowany się do maksimum, patrzyłem na Jej swobodę. Kuźwa, macha gołymi cyckami a mnie to jednocześnie wkur… i podoba się.

Wspięliśmy się na skarpę, omijając liczną grupę wyluzowanych rozłożonych nad brzegiem, których każdy kryspinowski podglądacz miał „na widelcu”. Nie znaliśmy specyfiki plaży. Nie wiedzieliśmy o niej nic. Wspięliśmy się na skarpę w poszukiwaniu odosobnienia i rozłożyliśmy ręczniki za mizernym krzaczkiem, pozbawionym w dolnej części listowia. Wydawało nam się jednak, że będzie fantastyczną zasłoną przed czymś, do czego w kompletnej hipnozie zmierzaliśmy.

Ona nic nie mówiła, ale czuła to samo, co ja. Byłem jak w amoku. Rozłożyliśmy ręczniki i usiedliśmy. Jej piersi przez chwilę osiągnęły fantastyczny kształt gdy pochylała się rozpościerając ręcznik. No tak, bo ona już była „topless”… Jednak oboje w dalszej części byliśmy tekstylni. Usiedliśmy na ręcznikach. Na skarpie, siedząc za mikrym krzaczkiem, mającym liście na wysokości metra, złapałem za górną część kąpielówek. Skoro Ona zdjęła stanik, to ja pierwszy zdejmę gacie. Nie byłem jednak jeszcze gotowy. Wszystko działo się tak szybko. Będąc na uboczu (tak myślałem), zasłonięty krzakami jeszcze chwilę wahałem się a potem złapałem za krawędź majtek i zsunąłem je jednym ruchem. Ona spojrzała na mnie i zrobiła to samo!!! Ja pierdzielę!!!!!! Ona ma… „WSZYSTKO” na wierzchu!!! Wszyscy mogą popatrzeć!!! Tam, gdzie ja tyko mogłem!!!

Przekomarzaliśmy się głośno: „Ty bezwstydniku!!!”, „Ty bezwstydnico!!!!”. I STRASZNIE nam się podobało, że nic już nie mamy na sobie. Byliśmy maksymalnie podekscytowani! Nic nie odda tych pierwszych chwil. To było niesamowite! Byłem szczęśliwy do granic możliwości!!! Wyzwolony!!! Ona też wyzwolona!!!!

To było fascynujące. Nic innego nie było ważne. Byliśmy nadzy jak nas urodzono. W klika sekund pokochaliśmy ten stan. Z jednej strony byłem wściekły, że każdy może Jej zaglądnąć, TAM!!! A z drugiej strony byłem rozentuzjazmowany! Cieszyło mnie nie tylko to, ze ja jestem nagi ale, że Ona też się rozebrała. Czy to zboczenie? Nie wiedziałem, że nagość nas obojga, da nam tyle satysfakcji. Jednocześnie nigdy mocniej nie czułem, że Ona jest moja. Naturyzm zbliżył nas jeszcze mocniej.

Leżeliśmy w słońcu. Wyprężeni, na przechodzącej w zbocze płaszczyźnie skarpy. Miejsca było tyle, że nasze tułowia były na płaskim, wąskim tarasie a nogi już się lekko przewieszały. Skutek, jaki temu towarzyszył, dostrzegłem spacerując dopiero na dole, wchodząc do jeziora. Spojrzałem w Jej kierunku. Spodziewałem się, że będziemy zasłonięci ale ukształtowanie terenu spowodowało, że nikt z nagich plażowiczów nie eksponował tak wyraziście swoich genitaliów, jak przewieszona przez środek skarpy moja dziewczyna. Jej cipka widoczna była w pełnej krasie.

Od tej chwili było mi już wszystko jedno. Patrzyłem zachłannie na Jej sylwetkę. Leżała, eksponując całą siebie, bez świadomości, że aż tak. Ja tymczasem upajałem się nagim spacerem wśród nagich plażowiczów. Wróciłem. Nic nie powiedziałem. Nie było sensu. Pięćset osób obecnych na plaży mogło nas obejrzeć z detalami. Było mi już wszystko jedno. Minęło już pół godziny od czasu naszego pełnego rozebrania. Ona rozkoszowała się słońcem. Była zachwycona naturyzmem. Byłem wniebowzięty jej przemianą. Zauroczeniem naturyzmem. Chęcią bycia nagim. Tempem naszej przemiany. Zaakceptowaniem przełamania tabu.

Gdyby dzień wcześniej ktoś powiedział nam, że pokochamy bycie nagim, nagim na plaży, wśród innych, usłyszałby, że jest idiotą. Dziś, leżeliśmy nadzy na wspólnej plaży, wśród kilkuset osób. Z własnego wyboru. To było fascynujące.

Kryspinów jest najlepszą plażą śródlądową w Polsce. Będę go bronił mimo mankamentów. Wiemy już, że aby uniknąć podglądaczy w Kryspinowie trzeba być tuż, tuż nad brzegiem, poniżej ścieżki. Oni – aby obejrzeć kobiecą intymność – chodzą ścieżką środkiem plaży. Teraz biwakujemy tuż nad brzegiem a nie na skarpie.

Pokochaliśmy nagość. Byliśmy w różnych miejscach, na różnych plażach. W Polsce i w innych krajach. Cieszymy się naszą nagością. Lubimy, gdy inni naturyści się do nas odezwą na plaży. Próbują nawiązać kontakt. Lubimy plażować w większej grupie. W każdej saunie jesteśmy nago, nawet gdy jest „supertekstylna”. Czy jest to naturyzm? Może… Nie urągamy zasadom. Wy nas zakwalifikujcie.

Wtedy, w Kryspinowie, pierwszy raz, pokochałem nagie opalanie. Teraz zawsze Tam, zawsze gdzie mogę, jestem nagi. Tam, gdzie jest to akceptowalne, oczywiście.
Invita was wita

Wróć do „Zdrowie i uroda”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Agnieszka i 81 gości