tank girl pisze:Orientujesz się, choćby pobieżnie, w czym rzecz?
No wiesz, miałem na uniwerku taki przedmiot wielkie religie świata, w tym buddyzm, i zaliczyłem go na 4
tank girl pisze:Co w niej bełkotliwego i bzdurnego?
Język, nie mający żadnego przełożenia na rzeczywistość.
tank girl pisze:Mamy tu z Zachodnim świecie takie powiedzenie, że "w przyrodzie nic nie ginie".
Ale chyba w innym kontekście, aniżeli reinkarnacji?
Bardziej w sensie "zabijać, aby żyć".
tank girl pisze:Kamień nie jest istotą czującą.
Tak
A ja gdzieś czytałem, że kamień to także jakaś forma bytu, według buddyjskich klasyfikacji... Jakoś niewiele niżej od planktonu, bodajże.tank girl pisze:Więc o jakim powtarzaniu za naukowcami mówisz?
O tym, że od jakiegoś czasu w buddyzmie widoczne jest silne parcie na czerpanie z efektów odkryć naukowych, tyle tylko, że jeżeli chodzi o stronę metafizyczną owych teroii buddyjskich, to jakoś nic ich nie potwierdza... Tak więc buddyzm de facto przez te 2,5 tys. lat doszedł do tego, że perfekcyjnie rozpracował fizjologiczną stronę człowieka, jego psychikę, a metafizykę dorobił sobie z wierzeń plemiennych.
tank girl pisze:ja piszę, że jestem sceptykiem i nihilistą
Żartujesz chyba? Jaki sceptyk i nihilista napisałby, jak Ty zrobiłaś, że reinkarnacja wydaje Ci się w jakimś tam stopniu sensowną teorią
tank girl pisze:Poza tym, podoba mi się to, co powiedział.
Dla zabrzmiało to dosyć cynicznie.
tank girl pisze:Różne jej odkrycia potwierdzają jego założenia.
Nie potwierdziły żadnego z założeń, obejmujących kwestie metafizyczne, tak więc są to raczej połowiczne sukcesy.
Buddyści bardzo dobrze rozpracowali mechanikę działania świata i człowieka, ale wszystko inne to zwyczajne mity. Mona nie rozumiesz doktryny katolickiej.
Mnie w chrzścijaństwie podobają się bardzo dwie rzeczy: wolna wola i to, że jest się tym, do czego samemu się dochodzi (w kwestiach etycznych, rzecz jasna)... A buddyzm
Widać jak na dłoni, że pochodzi z innego kręgu kulturowego i stąd cała jego odmienność i fascynacja, która ogarnia ludzi Zachodu... na krótką metę najczęściej.
... A zna ktoś może poglądy Gerberta, późniejszego papieża Sylwestra ileśtam
Facet żył w średniowieczu, a był zafascynowany nauką nie mniej, niż jakikolwiek buddysta. Gdybyśmy mieli tylko takich duchownych, chrześcijaństwo dzisiaj z pewnością by buddyzmowi nie ustępowało w niczym. 


I wtedy pozostaje jedynie odwoływanie się do niematerialnych, niefizycznych bytów, ale z reinkarnacją to wtedy mało może mieć wspólnego. Bo człowiek odradzający się w świecie wspomnianych "głodnych duchów" (przyjmując na moment ten karkołomny koncept), o "istotach piekielnych" nie wspominając nawet, wszak człowiekiem być przestaje. Równie dobrze możemy uznać, że wszyscy tutaj obecni jesteśmy chwilowymi wcieleniami duchów i półbogów, a ludzkość to jeszcze jedno ogniwo gdzieś w połowie drogi między rozwielitkami a demonami / bóstwami.


Rodzimy się i już mamy grzech - nieźle
Dostaliśmy niby wolną wolę i pewnie tylko po to, aby grzeszyć, bo przynajmniej pokażemy się dzięki temu w kościele - aby się wyspowiadać. Ot, paradoks ;DD
No to wykaż, że reinkarnacja ma więcej treści.
Ale jeżeli samodoskonale się nazwać nagrodą, to praktycznie każdą czynność da się pod ten termin podciągnąć, więc dlaczego akurat katolikom to wymawiasz?