Jakiś czas temu mieliśmy wspólnie ze znajomymi, w męskim gronie imprezę
. Działo się to w knjapiej ciut lepszej od przeciętnej. Po lekkim narąbaniu się jeden ze znajomych zaczął wygadywać dziwne rzeczy, napiszę tylko że knajpa była praktyycznie zapchana, a ów znajomy gardłował dość intensywnie o swoich fantazjach erotycznych - osobach typu tans. Na początku myślałem, że to co mówi to stek fantazji i osobliwe (dość dziwne) poczucie humoru, ale czym bardziej impreza się rozkręcała tym bardziej wylewny był mówca.
W końcu doszło do tego, że wykrzykiwał i mnifestował swoje obrzydzenie w stosunku do kobiet i zaczął porównywać je do różnych takich tam.
Po wyjściu z knajpy zapytałem się kilku naszych wspólnych znajomych co się znajomemu stało? Opowiadał, że jak się narąbie, to opowiada takie rzeczy i wszyscy do tego przywykli już. Na trzeźwo nie pamięta nawet co mówił.
Co ma do tego umieszczona w tytule samotność? Człowieczek o którym mowa ma około 30ki na karku i jak do tej pory był i jest sam. Ma pracę, rozrywki i swoje zainteresowania. Ogólnie jest przyjemny, czasem wkur...jący <;)>, czasem leń i obibok. Nie jest ani nieśmiały, ani brzydki - jest powiedzmy - normalny. Sam byłem i nadal jestem przerażony degradacją umysłu tego człowieka - to jest chore. Najciekawsze jest chyba to, że osoba ta raczej miała świadomość, że gdzieś spada w otchłań, ale się poddała swoim iluzjom. Teraz wszystkie koleżanki, które zaczną się namyślać nad w/w osobnikiem i tak nie mają najmniejszych szans - on już tego nie chce.
Czasem przebywam z owym znajomym, ale na żadnej popijawie długo razem nie byliśmy, więc co i od kiedy się dzieje - trudno mi powiedzieć. Z drugiej strony nigdy nie wiedziałem o jego zainteresowaniach ani też niewidziałem by manifestował swoje poglądy w taki czy inny sposób.
Człoweik się całe życie dowiaduje coraz to nowych rzeczy...
Sam się boję by nie walnęło mni w dekiel, bo jestem na dobrej drodze do zostania czubem <;)> - też kawaler.

