agnieszka.com.pl • Kompromis
Strona 1 z 1

Kompromis

: 31 mar 2006, 23:17
autor: Mysiorek
Gdzie są granice kompromisu?
Czasami myślimy, że tracimy siebie... ustępując. A nie jest tak, że oddając cząstkę siebie otrzymujemy dużo więcej?
Mamy tylko siebie. A potem może być nas więcej niż 1, przecież.
Ile jesteście z Siebie w stanie poświęcić dla kogoś, jeśli wiecie że się przenikacie, że to jest TO?

(jeśli był taki temat to przepraszam modów i wszystkich zainteresowanych - proszę połączyć, czy jak tam...)
<diabel>

: 31 mar 2006, 23:20
autor: Olivia
Mysiorek pisze:Gdzie są granice kompromisu?
Czasami myślimy, że tracimy siebie... ustępując.

Granice są wtedy, gdy tylko dajesz i nic z tego nie masz.
Mysiorek pisze:Ile jesteście z Siebie w stanie poświęcić dla kogoś, jeśli wiecie że się przenikacie, że to jest TO?

Siebie całą, ale musiałabym mieć tę pewność. Czyli to mało prawdopodobne. ;)

: 31 mar 2006, 23:23
autor: Mysiorek
Olivia pisze:Granice są wtedy, gdy tylko dajesz i nic z tego nie masz.

Dobre, tylko ile z siebie trzeba dać, żeby się o tym przekonać?

: 31 mar 2006, 23:25
autor: ..::WdOwA::..
Mysiorek pisze:Ile jesteście z Siebie w stanie poświęcić dla kogoś, jeśli wiecie że się przenikacie, że to jest TO?

Sądze, ze jak sie wie, ze to to, można naprawde sporo poświecić...bardzo wiele cennych i ważnych rzeczy, ale nie warto ryzykowac (jeśli chodzi o ważne sprawy i konsekwencje). Ale sądzę, ze byłabym zdolna:D

: 31 mar 2006, 23:32
autor: Mysiorek
..::WdOwA::.. pisze:można naprawde sporo poświecić... ale nie warto ryzykowac

:| :| :| Jak to? To można, ale nie warto?

: 31 mar 2006, 23:33
autor: Olivia
Mysiorek pisze:tylko ile z siebie trzeba dać, żeby się o tym przekonać?

Na to nie ma teorii. Po prostu zauważasz, że dajesz z siebie wiele i nic nie masz z tego.

: 31 mar 2006, 23:35
autor: cubasa
Według mnie miłość to kompromis między tym co chce sie mieć a tym co się może dać.
Mysiorek pisze:A nie jest tak, że oddając cząstkę siebie otrzymujemy dużo więcej?
Coś w tym pewnie jest, ale rachunek i tak wychodzi na zero (rzecz jasna w zdrowych związkach)
Mysiorek pisze:Dobre, tylko ile z siebie trzeba dać, żeby się o tym przekonać?

Sięgnąć dna?
Mysiorek pisze:Ile jesteście z Siebie w stanie poświęcić dla kogoś, jeśli wiecie że się przenikacie, że to jest TO?
Wszystko, ale w granicach rozsądku.

: 31 mar 2006, 23:40
autor: Mysiorek
cubasa pisze:ale rachunek i tak wychodzi na zero

Hmm... chyba nie :)
Dla każdego z osobna powinien być powyżej 1 :)
W związku chyba się zaprzecza matematyce: 1+1 > 2 :D
Kwestią jest na ile większe. Jeśli <2 to koniec. Jeśli >2 będzie dobrze :D

: 31 mar 2006, 23:58
autor: cubasa
Mysiorek pisze:Hmm... chyba nie
Dla każdego z osobna powinien być powyżej 1
W związku chyba się zaprzecza matematyce: 1+1 > 2
Kwestią jest na ile większe. Jeśli <2 to koniec. Jeśli >2 będzie dobrze

Chodzilo mi raczej o indywidualne rozpatrywanie. Kazdy musi coś dorzucić do związku zatem kazdy ma -1. Kazdy coś bierze, czyli dostaje po +1. Rachunek 0=0. Sytuację odniosłem do mojego posta "Według mnie miłość to kompromis między tym co chce sie mieć a tym co się może dać". A jesli rozpatrywać w kwestiach dorzucania sie do jednego worka (jechania na tym samym wózku) to wtedy masz rację powinno być +2 :)

: 01 kwie 2006, 00:04
autor: Mysiorek
cubasa pisze: dorzucania sie do jednego worka

No ja myślę, że o to chodzi. Bo jaki inny sens?
cubasa pisze:Kazdy musi coś dorzucić do związku ... Kazdy coś bierze

Ale miłość nie działa tak, że dorzucamy 0,3 i dostajemy 0,3. Powinna działać tak, że dorzucamy 0,2 a dostajemy 0,7. W dwójnasób. Dlatego w sumie ma się ponad 2 a nawet 3 :) Powyżej 4 to już po rozmnożeniu się, chyba <aniolek>

: 01 kwie 2006, 00:07
autor: Olivia
Takie liczenie jest rzeczą względną. Liczy się wypadkowa. I jeśli ta zaczyna być kiepska, to granica zaczyna się kończyć.

: 01 kwie 2006, 00:13
autor: cubasa
Mysiorek pisze:Ale miłość nie działa tak, że dorzucamy 0,3 i dostajemy 0,3. Powinna działać tak, że dorzucamy 0,2 a dostajemy 0,7. W dwójnasób.

Czyli w zwiazku kazdy ma być nastawiony na branie? :>
Poza tym jakbyśmy tylko dorzucali te 0,2 a brali 0,7 - rachunek sie nie zgadza - to stworzona pula kiedyś się w koncu wyczerpie :]

: 01 kwie 2006, 00:23
autor: Mysiorek
cubasa pisze:rachunek sie nie zgadza - to stworzona pula kiedyś się w koncu wyczerpie

Bo się ma nie zgadzać <aniolek>
I ma się nie wyczerpać ;P Będzie się kończyć jak dojdzie do 2 :)

: 01 kwie 2006, 00:29
autor: Ted Bundy
poświęcić? :D całkiem sporo - jeżeli sporo również dostaję. Nie będę rzucam emocjami pozytywnymi w jedną stronę, bo w końcu oklapłbym jak przekłuty flak <diabel>

: 01 kwie 2006, 00:34
autor: Mysiorek
TedBundy pisze:Nie będę rzucam emocjami pozytywnymi w jedną stronę, bo w końcu oklapłbym jak przekłuty flak

A nie rzucając kim jesteś?

: 01 kwie 2006, 08:59
autor: Ted Bundy
Mysiorek pisze:A nie rzucając kim jesteś?


trudno powiedzieć :D Ale z reguły lepiej się emocjami podzielić, licząc na miły rewanż. Akcja - reakcja

: 01 kwie 2006, 09:57
autor: Yasmine
Ja musze powiedziec, ze u mnie z kompromisem czasami ciezko. ON o wiele szybciej zdobedzie sie na poswiecenie. Wiem, ze to zle, ale ja mam taki brzydki charakter, cholernie uparta i musi byc po mojemu. Ale czasem jest inaczej... :).

: 01 kwie 2006, 10:05
autor: ..::WdOwA::..
:| :| :| Jak to? To można, ale nie warto?

Jeżeli jesteś pewna, ze to to, to warto. Gorzej, jak sie poświęcisz, pojdziesz na ten kompromis, i nic z tego nie wyjdzie, a wszystko odwróci sie rpzeciwko Tobie...

Re: Kompromis

: 01 kwie 2006, 10:31
autor: emmiii
kompromis??? może i jest dobry, ale jeśli wynika z dwóch stron... co mi da to, że on pójdzie na prywatkę, a ja sama zostanę w domu??? już nigdy głupoty i zakłamania... kompromis??? sztuką kompromisu jest dojść do sukcesu... czy tak rzeczywiście jest???

: 01 kwie 2006, 10:33
autor: ..::WdOwA::..
sztuką kompromisu jest dojść do sukcesu... czy tak rzeczywiście jest???


Tak być powinno. Ale nie ejst niestety. Dlatego zawsze jedna strona musi ponieśc większe straty...

: 01 kwie 2006, 10:33
autor: *qbass*
Mysiorek pisze:Ile jesteście z Siebie w stanie poświęcić dla kogoś, jeśli wiecie że się przenikacie, że to jest TO?
Mogę poświęcić bardzo dużo, lecz tylko wtedy, gdy jest to odwzajemnione...
Yasmine pisze:Ja musze powiedziec, ze u mnie z kompromisem czasami ciezko. ON o wiele szybciej zdobedzie sie na poswiecenie.
U mnie to ja jestem uparty i bardziej moja Kochana ustępuje, niż ja, kompromis jest w większości z Jej strony.

: 01 kwie 2006, 11:40
autor: Lagartija
Milosc to sztuka kompromisow. Faktycznie ich granica jest, jestli ktos duzo daje, ustepuje i nic nie otzymuje w zamian. Sa tez tacy ludzie ktorzy ciagle ida na kompromisy i nie otrzymuja nic w zamian ale nic nie mowia bo sa za bardzo zakochani. Ile mozna poswiecic ? Jesli naprawde na kims mam zalezy to doslownie wszytsko...ale to ryzyko. Dajesz komus wszytsko bo go kochasz zalezy Ci na nim itd. i jest ok wtedy jesli jest tak z obu stron to pewnie jest cudownie. Ale mysle ze musisz mu bezgranicznie ufac i miec pewnosc zeby tak zrobic. Taka pewnosc czasami mamy ale nie zawsze mamy racje( szkoda) a pozniej cierpimy. Po prostu wszytsko ma swoje granice i umiar i nie mozna sie zatracic. Chyba ze jestesmy pewni tego ze chcemy postawic wszytsko na jedna karte i albo wygramy albo przegramy - ryzyk fizyk.

: 01 kwie 2006, 11:49
autor: Hyhy
Teraz to ja chyba moge dac niewiele :) a czemu ? bo nie chce dac ! :)

: 01 kwie 2006, 13:59
autor: Koko
Tak sobie myślę...
... jeśli coś daję, w imię kompromisu, nie znaczy, że to tracę.
Że się poświęcam.
Jeśli jestem do niego skłonna- rzeczy po prostu zamieniam. Z myślą, że będzie dobrze. Kwestia priorytetów?
Trzeba umieć balansować.
A i z oceną być powściągliwym.
Zaś sam kompromis wolę zamienić na współpracę. Wtedy powyższe ma sens.

: 01 kwie 2006, 14:51
autor: jabłoń
Problem jest źle postawiony.

W miłości się daje nie odczuwając tego dawania czy ustępowania jako kompromis albo poświęcenie.

Robi sie instynktownie to co drugiemu sprawia przyjemność bo to MI sprawia przyjemność.

Już w tym momencie, w którym ktoś czuje, że się poświęca albo w ogóle zauważa, że idzie na kompromis, lub nazywa swoje postępowania ustępowaniem (w domyśle nie odpowiada mu to ale liczy na korzyści długodystansowe)

to już źle wróży przyszłości układu.... może druga osoba to doceni ale może nie.... trzeba uważać.... bo wcale nie jest tak, że można na kompromisie zyskać....

Miłość to nie handel wymienny. <banan>

: 01 kwie 2006, 16:38
autor: Olivia
Tak sobie teraz myślę, że kompromis jest dobry dopóki daje efekty, służy pozytywnie związkowi, pozwala się rozwijać.

: 01 kwie 2006, 16:56
autor: Yasmine
jabłoń pisze:W miłości się daje nie odczuwając tego dawania czy ustępowania jako kompromis albo poświęcenie.

O to tez mi chodzilo :). Daje duzo, ale poswiecam malo.

: 01 kwie 2006, 17:45
autor: Wstreciucha
Z kompromisem w zwiazku jest tak ze :
- mozna przeforsowac pomysl jednego z partnerow na rozwiazanie problemu
- mozna rozwiazac problem wybierajac "zloty srodek" w wykorzystaniu propozycji obojga
Czesto sztuka kompromisu polega na tym, by nie zapetlic sie w konflikt wynikajacy z racji podjecia decyzji na modle jednego z partnerow. I tu chyba najwazniejsze by doprowadzic do jakiejs rownowagi i prawidlowego rozkladu sil . Trudno osiagnac zdrowy kompromis gdzies, gdzie obiera sie w wiekszosci decyzji porpozycje tylko jednej strony, a rzadko czyni sie to w druga strone. Wtedy niezaleznie od rozwiazania zawsze pozostanie kwas i ponown ie okaze sie ze nie wynika on z samego problemu poddanego checi rozwiazania, ale z faktu, iz zostal on rozwiazany w sposob niesprawiedliwy.
Tak sobie mysle ze jeszcze najbardziej podstawowym bledem popelnianym przez pary jest przyjecie ,iz nieporozumienia miedzy nimi sa rzecza nienaturalna. Wtedy np powstaje topic pt "mam problem, nie mozemy dojsc do porozumienia". Wskazania na problem czyni go problemem - to proste jak kopaczka .
W zawarciu kompromisu moze nam tez z pewnoscia pomoc ustalenie nie tyle zrodla co celu problemu. Dlatego ze zrodla jego powstania moga byc roznie interpretowane tak samo jak droga wyegzekwowania pozadanewgo rezultatu , za to cel z gory jest jasno okreslony.
Nie opanowalam tej sztuki , ale nikt mnie nie instruowal jak powinnam postepowac. Ucze sie na bledach i wyciagam wnioski , trace kolejnych partnerow i mysle dlaczego. Kompromis jak najbardziej - ale z zachowanie zdrowych zasad o ktorych wspomnialam wyzej. Czy proste ? na pewno nie .

: 01 kwie 2006, 23:21
autor: ksiezycowka
Mysiorek pisze:Czasami myślimy, że tracimy siebie... ustępując. A nie jest tak, że oddając cząstkę siebie otrzymujemy dużo więcej?
Nie. Absolutnie. Komppromis nie jest satusfakcjonujacym acym wyjściem z konfliktu np na dłuższą metę. Generalnie na szybko najlepszy na dłuższa mete najbardziej beznadziejny. Na dluzsza mete duzo lepsze jets szukanie wyjscia satysfakcjonujacego w pelni obie strony.
Mysiorek pisze:Ile jesteście z Siebie w stanie poświęcić dla kogoś, jeśli wiecie że się przenikacie, że to jest TO?
Ale po co? :| Cała siebie i zadnych transakcji. Nie oczekuje w zamian.

: 07 kwie 2006, 16:39
autor: Hela Bertz
To było właśnie jedną z przyczyn rozpadu naszego związku. Ja często szłam na kompromis, tak mi się wydawało przynajmniej, gdy rezygnowałam z czegoś dla niego. Dawało mi to radość, satysfakcję. Lecz, gdy on zauważył, że też czasem musi ustąpić, powstał problem. Nie wszystko już było takie piękne, kolorowe, no i stało się.