Jest mi strasznie smutno, przykro, jesem zła, czuję sie winna i w ogóle mam bardzo mieszane uczucia. No i nie wiem już co robić
Jestem z chłopakiem rok. Nie widujemy się zbyt często, jakieś dwa razy w tygodniu. On pracuje cały tydzień, w weekendy często też. Ja studiuję dziennie a popołudniami też pracuję. Trudno jest nam mieć wolne w tym samym czasie. I wiem, ze to nie jest niczyją winą.
Ja ogólnie czuję się ostatnio kiepsko psychicznie. Nie zaciekawa sytuacja w domu, problemy towarzyskie na uczelni, w pracy też nie wszysto gra - to wszystko mnie frustruje strasznie. Nie za bardzo mam czas zeby spotkać się z najlepszą kumpelą. I jakoś tak jest że oczekuję ciepła, wsparcia, zainteresowania i zrozumienia od Niego. Wydaję mi się, ze to narmalne.
On bardzo duzo pracuje, a po pracy też ma dużo obowiązków. Mieszka sam więc wszystko musi sam załatwiać. Staram się rozumieć, ze jest zajęty, że są ważniejsze rzeczy a ja przecież nie ucieknę. Wmawiam sobie, ze te kłopoty moje sie skonczą, ze ten brak czasu jest tylko przejściowy i ciągle czekam żeby to wszystko wróciło do normalności. Coraz częsciej jesdnak dociera do mnie, ze to jest właśnie normalnosć i ze tak właśnie wygląda życie. Może to pesymistyczne. wszystko jedno czy jest to stan przejściowy czy tak już będzie zawsze - nie zmienia to faktu, że Go potrzebuję.
Jest nam razem dobrze. Czasami gdy wyjeżdżamy na weekend jesteśmy ze sobą (chociaż w grupie ludzi) caly czas przez dwa dni. A potem jest tak, ze nie widzimy sie w ogóle przez kolejne trzy. To mnie bardzo męczy. Nie lubię extremów. Wolę równowagę.
Czasami nie wytrzymuję i mówię, ze mnie nie zuaważa, ze nie czuję się wazna, ze nie widzi co się ze mną dzieję, ze mi smutno, ze nie mam już siły. Najgorsze, ze wybieram bardzo nie odpowiedni moment na tego typu sceny. Zabieram mu czas wtedy gdy On go nie ma. I wiem, ze zle robię. Z jednej strony złości mnie to, ze on nie reaguje na to co mówię. Najczęsciej milczy i jeśli coś się zmienia to tylko na chwilę. Z drugiej boję się, ze On będzie miał dość tych moich wyrzutów i nastrojów i zostawi mnie.
Nie wiem co robić. Jak z nim rozmawiać zeby zrozumiał, ze nie radzę sobie z tym sama i ze go potrzebuję?
Często czuję ze poświęcam coś dla niego. To są drobiazgi i niemam nic przeciw temu. Kocham go i mogłabym poswięcić więcej ale oczekuję tego samego. Ktoś moze twierdzić, ze w takim razie to nie miłość bo nie powinno sie nic oczekiwać. Miłość to nie transakcja handlowa(??)
Jak mam postępować? Wyrzuty to nie jest dobry sposób, zawsze czuję sie potem zle.
Czy w takim razie mam sytuacje zaakceptować? Przestać oczekiwać? Jaka mam być?


Mażczyżni nie lubą wyrzutów, wiem to po sobie... Moim zdaniem Twój chłopak powinnen zrozumieć jak Tobie jak ciężko. Źle sie rozmawia "w locie" czy na szybko. Może trzeba znalesc odpowiednią chwilę, czas. Obiektywnie patrząc, zagonieni jestescie oboje, Ty studiujesz On pracuje. Taki związki są zawsze bardzo trudne. Trzym się, na pewno jakoś to prztrwasz. Po Twoim poście widać, że bardzo kochasz swojego chłopaka, miłość wiele przetrzyma 



