Walczyć o kobietę

Zagadnienia związane ze sferą uczuciową, a także z problemami dotyczącymi tematów miłosnych oraz kontaktów emocjonalnych z płcią przeciwną.

Moderator: modTeam

Awatar użytkownika
Daam
Zaglądający
Zaglądający
Posty: 13
Rejestracja: 10 wrz 2008, 22:13
Skąd: Gdańsk
Płeć:

Postautor: Daam » 12 wrz 2008, 19:20

Mowią Ci, że nie warto walczyć to zaczynasz stękać, wymyślać. Kiedy mówią, że warto walczyć też masz jakieś ALE. Ziomek, zrób coś w końcu!

WALCZ.
Awatar użytkownika
passion_flower
Entuzjasta
Entuzjasta
Posty: 143
Rejestracja: 12 kwie 2008, 19:42
Skąd: Poznań
Płeć:

Postautor: passion_flower » 12 wrz 2008, 23:17

Nie walcz :P
Nie przeszło ci nigdy przez myśl, że ten związek skończył się już dawno temu?
LA
Zaglądający
Zaglądający
Posty: 19
Rejestracja: 20 lip 2008, 00:21
Skąd: wwa
Płeć:

Postautor: LA » 12 wrz 2008, 23:46

Rozmawialem z nia pare godzin temu, sama stwierdzila ze jeszcze nic nie jest przekreslone, ze nie za bardzo wie czego chce, ze sie zgubila, ale ze jeszcze wszystko moze wrocic... jestem pewien jej milosci ("to ze ktos nas nie kocha tak jak chcielibysmy byc kochani nie oznacza ze nie kocha nas najbardziej jak potrafi") i niestety ona taka jest nie potrafi kochac w sposob "romantyczny"... a ja w tym momencie bede o nia walczyl... o to zeby wyzwolic w niej ta wlasnie milosc... wierze w to ze sie zgubila, 22lata mozna byc troche przerazonym zwiazaniem sie z kims na zawsze, mozna sie poczuc niepewnie i zgubic... a ja umiem wybaczyc, jezeli bedzie chciala mojego wybaczenia, ale jezeli ona o nie nie zadba, nic na sile, chce zeby to ona byla szczesliwa, nawet jezeli to szczescie mialoby byc z kims innym...
Awatar użytkownika
guli
Maniak
Maniak
Posty: 546
Rejestracja: 10 cze 2005, 14:44
Skąd: Polska
Płeć:

Postautor: guli » 13 wrz 2008, 14:12

LA pisze:jeszcze niesamowicie boli to ze teraz nie moge sie nia opiekowac i troszczyc, nie moge chronic jej przed calym zlem tego swiata, i jesli ktokolwiek kiedykolwiek zrobi jej krzywde to i tak sie obwinie za to ze nie bylo mnie przy niej, za to ze moze swoim postepowaniem doprowadzilem do sytuacji ze nie chciala zebym przy niej byl...
Mnie się wydaje, że w tym tkwi właśnie problem. Dziewczyna mogła poczuć się osaczona Twoją opieką. Może za bardzo ją chroniłeś przed światem...
Grzeczne dziewczynki idą do nieba

Niegrzeczne na ziemi mają swój raj
Awatar użytkownika
Mona
Weteran
Weteran
Posty: 2944
Rejestracja: 16 lis 2004, 13:34
Skąd: Gdynia
Płeć:

Postautor: Mona » 13 wrz 2008, 20:37

Olivia pisze:Czy ja dobrze zrozumiałam? Chcesz walczyć o kobietę, która Cię skrzywdziła i obarczyła winą?
Zdaje mi się, że pomyliłeś kto o kogo ma walczyć. No albo ja jestem za młoda, żeby zrozumieć tę sytuację...

To jest po to Olivio, aby później powstał top o tym, dlaczego faceci kochają sk.órwysynki ;DD
LA pisze:ktore powoduje ze odechciewa sie zyc...

To nie żyj :)
LA pisze:jak macie dosc, powiedzcie, a nastapi koniec forumowej terapi

Nawet nie reagujesz na tą terapię, to co ma skończyć się? <hmm>
LA pisze:No i doszedlem do wniosku ze chcialem byscie wskazali mi droge ktora powinienem obrac... i tyle...

No to już było o tym, że po cholerę walczyć o kogoś, kto skrzywdził Ciebie? :/
LA pisze: niestety ona taka jest nie potrafi kochac w sposob "romantyczny

Acha, a Ty oczywiście wiesz, jak kocha się romantycznie...
Znowu jakieś podziały i schematy, a gdzie ta miłość, pytam? :)
"Cause we all have wings, but some of us don’t know why"

Joe Cocker
Awatar użytkownika
Mati
Maniak
Maniak
Posty: 694
Rejestracja: 09 kwie 2007, 15:22
Skąd: Zachód
Płeć:

Postautor: Mati » 13 wrz 2008, 20:43

Mona pisze:LA napisał/a:
No i doszedlem do wniosku ze chcialem byscie wskazali mi droge ktora powinienem obrac... i tyle...

No to już było o tym, że po cholerę walczyć o kogoś, kto skrzywdził Ciebie? :/

ale on chciałby usłyszeć "tak, walcz walcz!! bądź jak tommy lee jones w ściganym!!"

a nie Wy mu tu gadacie, by dał sobie spokój z laską :/ no co Wy ...
Fuck it all! Fuck this world!...
Fuck everything that you stand for!...
LA
Zaglądający
Zaglądający
Posty: 19
Rejestracja: 20 lip 2008, 00:21
Skąd: wwa
Płeć:

Postautor: LA » 13 wrz 2008, 23:05

To wszystko nie tak, skad ja mam wiedziec czego chce, miotam sie od nadzieji do rozpaczy... mam ochote przestac, a nastepnego dnia znow wziasc miecz w dlon i kosic wszystkie smoki... Nie wiem czego chce, gdybym wiedzial to bym to zrobil...

Dzisiaj spedzilem z nia wiele czasu, pracowalismy razem, a pozniej sie spotkalismy pogadac bo w pracy obydwoje poczulismy sie nagle jakbysmy byli znow razem, doskonale rozumienie sie na wzajem, etc... jednak jak sie wieczorem spotkalismy i dlugo spokojnie rozmawialismy o tym co sie dzieje, dlaczego i w ogóle to skonczylo sie na tym ze narazie nie mozemy byc razem, ale to jej decyzja (jestem nie dojrzaly, mozliwe, mam 22 lata i nie stane sie nagle 30latkiem emocjonalnym, a i tak uwazam ze jestem bardziej dojrzaly niz na swoj wiek - nie tylko moja opinia), ja postanowilem zyc z nia narazie na smsach i dzwonieniu do siebie, zero spotkan, chce miec szanse przestac cierpiec...

No nic, zobaczymy jak to sie potoczy, gdzies tam jest nadzieja ze ktoregos dnia zadzwoni i powie ze bardzo jej brakuje mnie, a jezeli ja wybacze jej to w jaki sposob ze mna postapila to moze bedziemy szczesliwi, a jezeli nie zadzwoni... zrobilem duzo wiecej od niej by naprawic bledy...

Milosc - prawdziwa przyjazn + porzadanie, tym dla mnie jest milosc...

[ Dodano: 2008-09-13, 23:18 ]
Jeszcze mam prozbe do Mony, nie obrazaj jej, nie znasz jej... mozesz powiedziec ze wydaje sie taka lub inna, ale bez wulgaryzmow! dziekuje
FrankFarmer

Postautor: FrankFarmer » 14 wrz 2008, 01:02

Ciekawe czy przeszło ci przez myśl, ze ona próbuje z kimś innym? Pewnie "na pewno nie". A potem bedzie: "mówiłem wam? wraca do mnie!", a na koniec: "drugie raz sie dałem skrzywdzić - co mam robić?" :)
Awatar użytkownika
Mona
Weteran
Weteran
Posty: 2944
Rejestracja: 16 lis 2004, 13:34
Skąd: Gdynia
Płeć:

Postautor: Mona » 14 wrz 2008, 14:09

LA pisze:zobaczymy jak to sie potoczy

Samo się potoczy?
LA pisze:Jeszcze mam prozbe do Mony, nie obrazaj jej, nie znasz jej... mozesz powiedziec ze wydaje sie taka lub inna, ale bez wulgaryzmow! dziekuje

Nie krzycz. Nikogo na forum nie obrażam, a tylko wczułam się w schemat "tych złych" i to miało dać Tobie do myślenia, ale nie zrozumiałeś nic z tego. Trudno i może kiedyś...
A propos - Ty mnie nie znasz również, więc również nie osądzaj. Dziękuję.
"Cause we all have wings, but some of us don’t know why"



Joe Cocker
seven1
Początkujący
Początkujący
Posty: 6
Rejestracja: 02 sie 2008, 19:42
Skąd: 42700
Płeć:

Postautor: seven1 » 15 wrz 2008, 13:33

Mona pisze:A propos - Ty mnie nie znasz również, więc również nie osądzaj. Dziękuję.


Na forum nie ma szans na poznanie kogoś.
Hm to chyba twoje słowa Mono? <regulamin>

Mona pisze:Acha, a Ty oczywiście wiesz, jak kocha się romantycznie...
Znowu jakieś podziały i schematy, a gdzie ta miłość, pytam?


Ty chyba tego po prostu nie rozumiesz...
LA
Zaglądający
Zaglądający
Posty: 19
Rejestracja: 20 lip 2008, 00:21
Skąd: wwa
Płeć:

Postautor: LA » 15 wrz 2008, 16:15

Koniec tematu, przeanalizowalem wszystko jeszcze raz i odpuszczam, poddaje sie...

Zmienila sie, a z ta zmieniona nie bylbym szczesliwy, moze jak kiedys sie zmieni jeszcze raz to sprobujemy ponownie, a jak nie to moze poznam inna, ktora mnie jeszcze lepiej zrozumie... Do tej juz rak nie wyciagne, jesli bedzie chciala to ona to zrobi...

Nadal zalezy mi na niej jak na przyjaciolce/znajomej, na jej bezpieczenstwie, pewnie za daleko sie od siebie nie oddalimy bo mysle ze kontakt ze soba bedziemy mieli...

Dzieki wszystkim za udzial w dyskusji, a przedewszystkim za krytyke, bo to ona najczesciej otwiera oczy... Pozdrawiam i zegnam...
Awatar użytkownika
Mona
Weteran
Weteran
Posty: 2944
Rejestracja: 16 lis 2004, 13:34
Skąd: Gdynia
Płeć:

Postautor: Mona » 15 wrz 2008, 19:56

seven1 pisze:Na forum nie ma szans na poznanie kogoś.

Logiczne...
seven1 pisze:Hm to chyba twoje słowa Mono? <regulamin>

Tak długo tu jesteś, Panie "początkujący", że zauważyłeś to?
Pewnie, że moje, ale nie tylko :)
seven1 pisze:Ty chyba tego po prostu nie rozumiesz...

No tego akurat nie, już nie, czyli dzielenia miłości na działy i podrozdziały i nadawania jej ram :]
Kiedyś, tak po 20stce, "rozumowałam" właśnie tak, ale z czasem przeszło mi <pijak>

LA pisze:Zmienila sie, a z ta zmieniona nie bylbym szczesliwy, moze jak kiedys sie zmieni jeszcze raz to sprobujemy ponownie, a jak nie to moze poznam inna, ktora mnie jeszcze lepiej zrozumie... Do tej juz rak nie wyciagne, jesli bedzie chciala to ona to zrobi...

O, proszę i mamy podziały ;DD
"Cause we all have wings, but some of us don’t know why"



Joe Cocker
LA
Zaglądający
Zaglądający
Posty: 19
Rejestracja: 20 lip 2008, 00:21
Skąd: wwa
Płeć:

Postautor: LA » 15 wrz 2008, 21:03

Chodzi Ci o to ze milosc jest albo jej nie ma, ze nie moze byc troszke milosci... rozumiem i sie nawet zgadzam, ale mysle ze jezeli kiedys milosc byla, albo wydawalo sie ze jest, teraz jej na pewno nie ma, to nie wiadomo czy kiedys jej nie bedzie....

a po drugie to ja jestem osoba o typowo analitycznym umysle i podswiadomie wszystko segreguje, dziele i przypisuje w odpowiednie ramki, tworze podzialy bo z nimi sobie daje rade...

a jesli nie o to chodzi to napisz o jakie podzialy dokladnie chodzi...
misiek1980
Początkujący
Początkujący
Posty: 3
Rejestracja: 12 lut 2009, 20:34
Skąd: zja
Płeć:

czy dalej o nią walczyć?

Postautor: misiek1980 » 20 lut 2009, 01:20

Witam. Mam ogromny problem. Jestem z dziewczyną blisko 9lat. Mieszkamy razem u mnie 5lat -w tym czasie odeszła na rok ode mnie bo znalazła innego, ale ja ciągle o nią zabiegałem i wróciła do mnie - było to 2005/2006r. W związku układało nam się róznie zarówno przed jej odejściem jak i po powrocie - ja bardzo ją kocham i potrafiłem przełknąć jej wady, aby byc z nią, jej też nie było raczej źle, bo miała co chciała. W sprawach seksu nie mogłem narzekać - było nam jak w niebie. Od końca 2007r zaczęła wyjeżdżać do pracy za granicę - tam była miesiąc, a później w polsce miesiąc lub dwa i tak trwa to do chwili obecnej. Ja podłamałem się trochę, bo źle znosze rozłąkę, dodatkowo miałem rózne inne problemy z pracą. Jak przyjeżdżała, to wszystko było OK- kochaliśmy się ze sobą, cieszylismy się sobą. Na początku 2008r podjęliśmy decyzję o ślubie i dziecku - ona sama chciała jednego i drugiego, ja także, gdyż miałem wtedy 28lat (ona 26). Poczynilismy przygotowania do ślubu i dziecka (odstawiła tabletki antykoncepcyjne, zmieniła nawyki zywieniowe, brała kwas foliowy). W połowie 2008r nagle zmieniła swoja decyzję co do dziecka i ślubu - jak twierdziła, na mierzeniu sukni, sprzedawczyni powiedziała jej że jest dużo rozwodów, i żeby pomyślała czy na pewno chce slubu- odkręcanie wszystkich przygotowań i tłumaczenie przed całą rodziną zostało na mojej głowie, gdyz ona nadal wyjeżdżała do pracy za granicę i nie poczuwała się do wytłumaczenia wszystkiego. Jak wracała, to co raz rzadziej zaczęła się ze mną kochać. Nie pozwalała zbliżać się do siebie bez prezerwatywy (nadal nie bierze tabletek). Seks "zdarzał" nam się maksymalnie kilka razy w miesiącu. Z czasem podczas kochania odnosiłem wrażenie, że kocha się ze mną z musu dla mojej satysfakcji. Od ok.3tygodni jest jeszcze gorzej - przestała się mną interesować, cieszyć, nie kocha się ze mną, nie pieści mnie nawet (kiedyś to robiła gdy nie miała ochoty na kochanie), nie oczekuje seksu ode mnie, a jedyne co jej sprawia obecnie przyjemność, to głaskanie, drapanie. Gdy chcę się z nia kochać, to ma jakby blokadę - nie pozwala mi się dotykać w miejscach intymnych czy nawet potrzymać za piersi, zaczyna się denerwować, aż zwijać się z bólu brzucha (mówi, że ma nerwice- ja mam juz ją dawno, a teraz jeszcze depresję). Twierdzi, że mnie kocha, że chce ze mną być, przytula się czasem do mnie, ale gdy chcę się kochać, to od razu ma blokadę - mówi że na samą mysl o seksie robi się jej niedobrze. Rozmawialismy o tym - powiedziała, że nie wie czym to spowodowane. Ja jej mówię, że seks jest dla mnie b. ważny, że ją kocham, ale ona nie wie co robić. Rozważalismy mozliwość rozstania się - temat ten pojawia się prawie każdej nocy w łóżku, gdy chcę się do niej zbliżyć. Ja ją jednak kocham do szaleństwa i nie potrafię bez niej żyć, za nią skoczyłbym w ogień mimo, że raz odeszła ode mnie do innego i że miała jeszcze inne mniej znaczące flirty, które mnie dobijały kolejno. Wcześniejsze rozstania, a było ich kilka, kończyły się powrotami pod 1-3dniach), . Nie wiem co mam robic. Czuję się odtrącony, nie chce mi się juz żyć, zaczynam wątpić w sens mojego życia. Proszę, poradźcie mi coś...
Awatar użytkownika
Dzindzer
Moderator
Moderator
Posty: 7882
Rejestracja: 16 lis 2005, 20:01
Skąd: Z Twoich Snów
Płeć:

Postautor: Dzindzer » 20 lut 2009, 11:07

misiek1980 pisze:Gdy chcę się z nia kochać, to ma jakby blokadę - nie pozwala mi się dotykać w miejscach intymnych czy nawet potrzymać za piersi, zaczyna się denerwować, aż zwijać się z bólu brzucha (mówi, że ma nerwice- ja mam juz ją dawno, a teraz jeszcze depresję). Twierdzi, że mnie kocha, że chce ze mną być, przytula się czasem do mnie, ale gdy chcę się kochać, to od razu ma blokadę - mówi że na samą mysl o seksie robi się jej niedobrze

Albo spotkało ja coś złego. Albo ma innego i Ciebie juz nie kocha. sama nie wiem

misiek1980 pisze:Wcześniejsze rozstania, a było ich kilka, kończyły się powrotami pod 1-3dniach)

a czym one były spowodowane ??

Porozmawiaj z nią poważnie, ale nie w nocy w łóżku po tym jak odmówi. Postaw sprawę jasno, powiedź czego oczekujesz, niech ona ci wyjaśni swoje zachowanie, jak ma problemy z nerwica to niech się zacznie leczyć. albo coś zacznie robić ze sobą albo odejdź. Masz prawo wiedzieć na czym stoisz.

Chłopie zrób cos bo sie wykończysz
Awatar użytkownika
Andrew
Weteran
Weteran
Posty: 12396
Rejestracja: 23 lis 2003, 14:38
Skąd: z domu
Płeć:

Postautor: Andrew » 20 lut 2009, 12:31

Ty jestes niczym matka ! cokolwiek jej dziecko za nr wywinie to zawsze go jednak przygarnie - Ona to wie i zawsze to wykorzysta !! zawsze ! wiec sie przyzwyczaj, albo ją po prostu wywal ... Wiem, wiem wista wio - łatwo powiedziec. Cóz bedziesz sie meczył, bo i tak nie zrobisz tego co ci tu radzic beda na forum, a jak coś zrobisz ! to ona przybiegnie rozpłacze sie na Twym ramieniu, powie przepraszam i pekniesz niczym banka mydlana. Skąd ja to znam ? <hahaha> ano zyje sie troche na tym swiecie to sie i widziało .... <browar>
Ostatnio zmieniony 20 lut 2009, 12:32 przez Andrew, łącznie zmieniany 1 raz.
poszukuje radia CEZAR - QUADRO unitry diora
Awatar użytkownika
Abrakadabra
Zaglądający
Zaglądający
Posty: 11
Rejestracja: 04 sty 2009, 22:15
Skąd: siedlce
Płeć:

Postautor: Abrakadabra » 20 lut 2009, 13:47

Zachowaj się jak facet i postaw sprawę jasno.
To jest Twoja siostra, koleżanka? NIE. To Twoja kobieta.

Ty też przestań ją pieścić, nawet tego zasranego smyrania nie zaczynaj!
Zero pieszczot w jej kierunku, zero łaszenia się, zero przytulania, zero czułości.
Zachowujesz się jak jakiś totalny desperat. Nie tędy droga.

Być może ma kogoś na boku, być może już Cię nie kocha.
Tak czy inaczej - nie bądź frajerem!
Awatar użytkownika
Jawka
Weteran
Weteran
Posty: 1046
Rejestracja: 13 maja 2006, 14:14
Skąd: innąd
Płeć:

Postautor: Jawka » 20 lut 2009, 18:08

Ona ma "pewność", że zawsze- niezależnie od tego co się stanie zawsze będzie mogła do Ciebie wrócić, że zawsze będziesz znosił jej humory, że to ona zawsze będzie decydowała co i kiedy robicie- jej za to winić nie można, bo sam ją tego nauczyłeś.
Ty jesteś po prostu od niej uzależniony- nawet chyba nie emocjonalnie tylko po prostu przezwyczaiłeś się do tego, że jest. Była, jest i nie wyobrażasz sobie, że jej nie będzie. Jak wielu ludzi, którzy tkwią w tokstycznych związkach.
Nie myśl, że ona nagle Cię pokocha, że znów się zauroczy, zakocha- że nagle coś się zmieni. Nic się nie zmieni- jej się nawet nie będzie chciało, bo po co? Skoro Ty i tak na wszystkie jej warunki zgadzasz się. Ona i tak nic nie zrozumie.
"(...) pomyśl... co za głupiec z niego-
mówi, że umiera z mego powodu....
zupełnie jakbym była chorobą"

misiek1980
Początkujący
Początkujący
Posty: 3
Rejestracja: 12 lut 2009, 20:34
Skąd: zja
Płeć:

Postautor: misiek1980 » 20 lut 2009, 22:07

Wczesniejsze nasze krótkie rozstania były na tle jej kłamstw w różnych sprawach, na obojętności wobec mnie itp. Dawniej byłem pewny siebie, stanowczy, ale przez to, że mnie zdradziła, flirtowała z innymi i że ją przyłapywałem na kłamstwach mniejszych lub większych, załamałem się. Straciłem pewność siebie, zwątpiłem w siebie i we własną atrakcyjność. Ona sama podczas kłótni potrafi mi powiedzieć, że jestem jak "cip..a" a nie facet. Ja ją bardzo kocham, ale przez jej wyskoki zacząłem usychać. Nigdy jej nie zdradziłem, nie dawałem nawet powodów do podejrzeń o zdradę lub do zazdrości, a ona wiele razy mnie w ten sposób skrzywdziła. Dziś rano mnie zaskoczyła - chciała się ze mną kochać... Było fajnie, ale ja po tym wszystkim i tak nie wiem, co mam dalej robić. Jestem z nią tak długo, zależy mi na niej, ale wiem, że nie moge być jej pewien, bo tyle razy się sparzyłem. Kiedys miałem plany na przyszłość, jednak gdy zrezygnowała ze ślubu i dziecka wszystkie moje plany legły w gruzach. Teraz ona nie chce rozmawiać o slubie czy dziecku. Ja mam juz 29lat, chciałbym się ustatkować, mieć dziecko, ale ona nie daje mi wcale mozliwości planowania. Po prostu nie wiem co mam dalej robic z tym związkiem.
Awatar użytkownika
Dzindzer
Moderator
Moderator
Posty: 7882
Rejestracja: 16 lis 2005, 20:01
Skąd: Z Twoich Snów
Płeć:

Postautor: Dzindzer » 20 lut 2009, 22:21

misiek1980 pisze:że jestem jak "cip..a" a nie facet

Bo jesteś

misiek1980 pisze:ale przez jej wyskoki zacząłem usychać.

Miłość ma uskrzydlać, dawać siłę a nie być źródłem cierpień i kompleksów
Awatar użytkownika
RHS
Bywalec
Bywalec
Posty: 57
Rejestracja: 15 gru 2008, 18:40
Skąd: gród kraka
Płeć:

Postautor: RHS » 20 lut 2009, 22:29

Bo jesteś

podzielam opinie. Z tego co piszesz ona cały czas daje Ci "znaki", poddaje próbie nie wiem może chce żebyś wreszcie się postawił pokazał "męskość" a ty nic a nic tylko cacy cacy kochanie

zacznij działać (będzie boleć trudno) bo jak narazie to oddałeś całkowicie pole gry
Topp
Entuzjasta
Entuzjasta
Posty: 89
Rejestracja: 22 sie 2008, 11:28
Skąd: Mokotów
Płeć:

Postautor: Topp » 21 lut 2009, 10:22

misiek1980 pisze:że jestem jak "cip..a" a nie facet


Nie jesteś. Znalazłeś się w trudnej sytuacji i nie wiesz jak z niej wyjść. Szukasz pomocy. To bardzo ludzkie.
Tutaj ludzie widzą świat na czarno-biało, mają spaczoną wizję mężczyzny i człowieka w ogóle. Do tego ocenianie ludzi traktują jako podniesienie własnej wartości przez umniejszanie jej innym. Także nie przejmuj się.
Stary, przeszedłem takie akcje i ledwo się z tego podniosłem, więc wiem o czym mówisz. Moje zdanie: NIE WARTO. Nie marnuj sobie życia na kogoś kto na to nie zasługuje.

[ Dodano: 2009-02-21, 10:27 ]
Ta paniusia to typowy przykład zakłamanej, wyrachowanej suki. Żadna rozmowa nic nie da, a możesz mieć pewność, że każde Twoje słowo otwartość i szczerość wykorzysta przeciwko Tobie. Na takie pseudo-kobiety działa tylko nieprzewidziane przez nie metaforyczne "kopnięcie w dupę".
Nie ma takiego wagonika, którego nie da się odczepić, jak to mówią.
Awatar użytkownika
Martinoo
Pasjonat
Pasjonat
Posty: 289
Rejestracja: 18 lis 2006, 15:10
Skąd: Śląsk
Płeć:

Re: czy dalej o nią walczyć?

Postautor: Martinoo » 21 lut 2009, 13:02

misiek1980 pisze:nie chce mi się juz żyć, zaczynam wątpić w sens mojego życia. Proszę, poradźcie mi coś...


Nigdy, przenigdy nie opieraj sensu swojego życia na kimś. To bardzo wygodne wyjście zrobić kogoś odpowiedzialnym za samego siebie. Masz nauczkę na przyszłość.

Kiedy już po czasie znajdziesz oparcie w samym sobie, będziesz w stanie sam funkcjonować, znajdziesz odpowiedz na pytanie kim jesteś i czego chcesz. Najtrudniejsze jest znaleźć przyjaciela w samym sobie. Doczekaj czasu kiedy sam sobie wytyczysz zasady jakimi będziesz się kierował. A to jaki wpływ Twoje podejmowane decyzje będą miały na otoczenie będzie dla Ciebie spławą drugorzędną.

Nie żałuj podjętych decyzji to prowadzi tylko do znienawidzenia samego siebie. Uświadom sobie, że w danym momencie życie nie byleś w stanie podjąć innych.

A tak BTW: Gdyby kobieta mnie zdradziła z premedytacją to z szacunku dla samego siebie
i tutaj używając niesamowicie lekkich słów nie spędził bym z nią ani sekundy dłużej. I to by było mało prawdopodobna reakcja. Pewnie albo bym wyszedł bez słowa, albo zatłukł.
Ostatnio zmieniony 21 lut 2009, 13:13 przez Martinoo, łącznie zmieniany 1 raz.
Gdy w Rycerzu gaśnie duch, trza wykonać sexy ruch!
Topp
Entuzjasta
Entuzjasta
Posty: 89
Rejestracja: 22 sie 2008, 11:28
Skąd: Mokotów
Płeć:

Postautor: Topp » 21 lut 2009, 13:14

Przeczytaj co Martinoo prawi. A prawi cholernie dobrze i prawdziwie, lepiej tego bym nie ujął.
Nie ma takiego wagonika, którego nie da się odczepić, jak to mówią.
misiek1980
Początkujący
Początkujący
Posty: 3
Rejestracja: 12 lut 2009, 20:34
Skąd: zja
Płeć:

Postautor: misiek1980 » 21 lut 2009, 15:28

Na razie jest OK - kocha się ze mna (choc jak pisałem wcześniej mnie odtrącała), interesuje się mną bardziej niż ostatnimi czasy. Ale ja nadal nie mam pewności co bedzie jutro czy za miesiąc. Ja jestem przewidywalny i ona to wie. Ja natomiast nie moge nic planować, bo ona nie daje mi takiej mozliwości. Mimo, że teraz jest OK, to i tak mnie to wszystko gryzie, bo zalezy mi na niej jak diabli i nie wiem co robić - mam mętlik w głowie.
Topp
Entuzjasta
Entuzjasta
Posty: 89
Rejestracja: 22 sie 2008, 11:28
Skąd: Mokotów
Płeć:

Postautor: Topp » 21 lut 2009, 16:25

Kopnij żesz w dupę! Człowieku! Miejże trochę szacunku do siebie, swojego czasu, nerwów i uczuć! Ja nie miałem i na prochach prawie skończyłem zanim sie opamiętałem.
Nie ma takiego wagonika, którego nie da się odczepić, jak to mówią.
Awatar użytkownika
Mikro czarnuch
Pasjonat
Pasjonat
Posty: 229
Rejestracja: 02 gru 2007, 00:01
Skąd: Centrum
Płeć:

Postautor: Mikro czarnuch » 21 lut 2009, 18:43

W połowie 2008r nagle zmieniła swoja decyzję co do dziecka i ślubu - jak twierdziła, na mierzeniu sukni, sprzedawczyni powiedziała jej że jest dużo rozwodów, i żeby pomyślała czy na pewno chce slubu- odkręcanie wszystkich przygotowań i tłumaczenie przed całą rodziną zostało na mojej głowie.

Ja naprawdę nie przypuszczałam, że ekspedientka może mieć taki wpływ na życie klientów, których obsługuje. Jak się okazuje zawód sprzedawczyni posiada niemal nieograniczone kompetencje.
Wiesz, gdyby mój ukochany zmienił decyzję, co do ślubu, dziecka, za argument podając mi to, co sprzedawczyni powiedziała (dużo rozwodów, a więc dziś nadal na nowo można odkryć Amerykę?), bo wróżka, bo w horoskopie napisali to popukałabym się w czoło, z kim ja miałam zakładać rodzinę.
W rezultacie na zdrowie by mi to wyszło, po jakimś czasie zapewne skakałabym do góry, że do tego ślubu jednak nie doszło.

Na razie jest OK –kocha się ze mną..

Ja wiem, ze panowie mają tendencje do rozwiązywania problemów w sypialni, ale chyba nie tędy droga. Zastanawiam się, co najmocniej Cię przy niej trzyma? Miłość? Śmiem przypuszczać, że ona po prostu dobra w te klocki jest, a Ty boisz się samotności.
Jak kocha się z Tobą to ok, ale jak nie to zgrzyt.
Miłość, która zaczyna się i kończy w łóżku? A po wyjściu z niego zdarza Wam się czasem rozmawiać?

Nie wiem co mam robic. Czuję się odtrącony, nie chce mi się juz żyć, zaczynam wątpić w sens mojego życia. Proszę, poradźcie mi coś..

Zacznij wreszcie myśleć o sobie, głową, nie główką.

Zamieszczam fragment książki, który, może natchnie Cię do jakiejś refleksji.

"Człowiek rodzi się samotny i umiera samotny. Tkwi to w naturze rzeczy i jest prawem przyrody. Lecz prawdopodobnie wskutek wadliwego wychowania człowiek nie traktuje samotności jako mal nécessaire, lecz usiłuje bronić się przed nią, szukając wyjścia w ucieczce. Ucieczką taką jest miłość, której durzący czar przynosi zapomnienie. Lecz jest to paliatyw. Wcześniej czy później minie czar i człowiek z jeszcze większą ostrością wyczuje własną samotność. Wtedy zaczynają się wszelkie tragedie. Czy nie lepiej od razu zrezygnować z nadaremnych trudów i pogodzić się z logiką konieczności?
Dzieci powinny być wychowywane od najwcześniejszych lat w świadomości, że są beznadziejnie samotne, lecz że uświadomienie sobie tej samotności jest ich siłą. Wtedy mogą sobie pozwolić na wszelkie miłości bez obawy, że jakikolwiek zawód może je złamać. Będą na przykład wiedziały, że każde rozczarowanie trwa tylko ograniczony czas, zależny od wrażliwości osobnika i natężenia uczucia. Nieszczęścia osobiste, jeżeli nie są chorobą lub śmiercią, nie zasługują na szacunek, są one zawsze przemijające. O tym poucza ogólnoludzkie doświadczenie i wszystkie biblioteki świata. Nie jest słuszne, by każdy człowiek przekonywał się na sobie i przerabiał sam na nowo starą drogę po to, aby w końcu dojść do tych samych opłakanych rezultatów, co jego poprzednicy. Znacznie prościej uwierzyć im na słowo i starać się zacząć żyć właśnie od tego momentu, kiedy oni skończyli. A więc na przykład, jeśli cudze doświadczenie poucza, że wszelkie cierpienia miłosne trwają maksimum kilka lat i że jednak zawsze mijają, czy nie lepiej zamiast babrać się w nich, skrócić okres ich trwania, okazuje się, że jest to całkiem możliwe. (...)
Długotrwałość cierpienia zależy w większości wypadków od walki, którą człowiek z nim stoczy: im zajadlej zwalcza i depcze, tym dłużej ono trwa. Gdyby natomiast domyślił się i zaczął folgować własnemu cierpieniu, doprowadzając siebie nawet do ataków zupełnego szału rozpaczy, przekonałby się, że wkrótce zabrakłoby mu sił, a nawet ochoty rozpaczać w dalszym ciągu. A więc po każdym ciosie nie trzeba ani podróżować, ani szukać zapomnienia gdzie indziej, lecz należy pogłębić w sobie cierpienie do ostatecznego stopnia. To o cierpieniu. O miłości zaś – trzeba wreszcie zrozumieć, że nie jest i nie powinna być celem w życiu. Jeżeli natomiast będzie na drugim planie, to nigdy nie będzie niebezpieczna."

Michał Choromański, "Zazdrość i medycyna"
Zdrowy rozsądek jest niezdrowy dla marzeń
Awatar użytkownika
pani_minister
Administrator
Administrator
Posty: 2011
Rejestracja: 23 kwie 2006, 05:29
Skąd: Dublin
Płeć:

Postautor: pani_minister » 21 lut 2009, 19:06

Skoro już przy cytatach jesteśmy....

Jerfiejew. Niekochany mężczyzna. Adekwatny do tematu jest początek głównie, ale całość jest tak dobra - i tak dobrze odnosi się do kilku tematów ostatnio tutaj poruszanych, że szkoda ją przyciąć.

O miłości napisano tyle bzdur, że tak naprawdę to jakby nic o niej nie napisano. Być może miłość do kobiety to tylko reszta z większej sumy, takie drobniaki, które zostają mężczyźnie z jego miłości do Boga. O ile jednak zanik religijności jest faktem powszechnie znanym, to grube banknoty miłości są dziś powszechnie trwonione na uczucia do (głównie) płci przeciwnej.


W autorytatywnej francuskiej encyklopedii Larousse'a, wydanej na początku XX wieku, słowo l'amour kojarzy się wyłącznie z Bogiem i ojczyzną, o innych formach miłości po prostu się nie mówi, bo to, po pierwsze, rzeczy najwyraźniej niegodne, nieistotne, a po drugie, bo panowała wówczas powszechna hipokryzja. Cały sens XX wieku sprowadza się do zmiany nurtu miłości. Są tego konkretne przyczyny. Świat wyzbył się wiary w Boga. Patriotyzm został podporządkowany ordynarnej ideologii. Miłość do kobiety, zredukowana czy też podniesiona do rangi wzajemnego uzależnienia, stała się miłością przez duże M i zyskała całkowity monopol.


Świat przekształcił się w fabrykę miłości. Piosenki, filmy, balety, sztuki teatralne, seriale telewizyjne, powieści, wiersze - krótko mówiąc, cała twórczość mówi prawie wyłącznie o niej. Co jest najważniejsze w życiu? A miliony rozdziawionych gardeł odpowiadają: Miłość!


Pisma dla kobiet, dla mężczyzn - walcząc o nakład, rozpuściły miłość jak dziadowski bicz. Na miłości świetnie się zarabia, miłość jako temat została rozgrzana do czerwoności i już nie wiadomo, gdzie się schronić przed jej żarem; a fakt, że żadna religia świata jej nie kocha, upatrując w niej przeszkodę na drodze do poznania życia, został całkowicie zignorowany, faktycznie zakazany przez cenzurę rynkową. Wiarę zastąpiło uczucie jeszcze z czasów Odrodzenia, inicjujące rewolucję miłosną, może najskuteczniejszą i najdłuższą w historii; rewolucję, która swój logiczny koniec znalazła już w naszych czasach, i dała kobiecie status społeczny i życiowy, o jakim ta wcześniej nawet nie marzyła.


W światowym łóżku kobieta okazała się silniejsza od mężczyzny, nawet w sensie czysto fizjologicznym. Najpierw położyła się: Anioł! Zaczęła się poruszać, oddychać: lubieżna, podstępna dziwka! Kapryśność, zmienność, lekkomyślność miłości, jej zależność od zmian nastroju, cudownych okamgnień, romeo-juliowych przeszkód, które są niezbędne dla jej sublimacji, a nierzadko z nią tożsame, brudnych, śmierdzących skarpetek, seksualnych fantazji, a wreszcie upływu czasu - czyli to, co budowało jej wątek przygodowy i o czym trzeźwo i rozsądnie pisali starzy, nieczytani już dziś poeci - wszystko to się nie zmieniło. Zmieniło się za to coś innego - taka miłość przedstawiana jest jako jedyna godziwa postać miłości i podstawa, na której trzymają się: małżeństwo, rodzina, sukces, dzieci, relaks, wszystko.


Kiedy na dyskotekach ludzie wesoło podrygują przy piosence o nieszczęśliwej miłości, mamy do czynienia z komicznym widowiskiem. Ale kiedy mężczyzna znajduje się w położeniu niekochanego człowieka, jest to rzecz gorsza od trzęsienia ziemi. Porzucona kobieta to przyswojone i opłakane przez kulturę zjawisko, fenomen godny współczucia, ale przewidywalny, do którego z odruchową sympatią (choć nie bez dozy mściwej satysfakcji) odnosi się społeczeństwo i przyjaciele. Porzucony mężczyzna jest sprzecznością samą w sobie, sprzecznością, która budzi uczucia wyłącznie negatywne.


Zadanie zaczyna się od końca. "Jak być niekochanym" (w odróżnieniu od niekochanej) stwarza niejasność językową, możliwość ucieczki w liczbę mnogą, gdzie łatwo się schować. Ale tutaj mowa będzie wyłącznie o tobie.


Pokochałeś wielką miłością. Powiedziałeś o niej: kobieta mego życia. Od tego momentu możesz mieć pewność: wpadłeś. Miłość to wspólny krwiobieg. Całkowicie się odsłoniłeś. Jesteś bezbronny. Na tle ogólnego szczęścia bywają oczywiście jakieś nieporozumienia. Trochę cię to niepokoi, ale przecież wszystko jest w porządku. Ktoś jest o ciebie zazdrosny. Mówi, że cię kocha. Ktoś cię delikatnie obwą[beeep]e, ktoś wspólnie z tobą planuje przyszłość. Ktoś cię nazywa zdrobniałymi słowami. Jesteś w nich pomniejszony do rozmiaru robaczka. Jakkolwiek by cię nazywano, jesteś malutki. Nie, w porównaniu ze światem jesteś wielki, jesteś większy niż kiedykolwiek, macie zdwojoną energię, jesteście niepokonani. Ale sam w sobie jesteś maleńki, jesteś raptem połówką.


No i nagle ona cię rzuca. I to nie po prostu rzuca, tylko odchodzi do innego, kochanego mężczyzny.


Powoli zalewa cię krew.


Instrukcje hotelowe informują, jak się zachować w przypadku pożaru. Pożar to błahostka w porównaniu z tym, że porzuciła cię kobieta twego życia. Najpierw przejdziesz przez okres wielkiego fałszu. Najpierw czeka cię wysłuchiwanie niewiarygodnej ilości kłamstw. Zmieni się jej stosunek do czasu. Będzie gdzieś znikać, telefon nabierze dla niej innego znaczenia, pogrąży się w niewytłumaczalnej zadumie. Jej krok stanie się dziwnie regularny. W oczach zabłyśnie stosunek wyczekiwania wobec własnego życia. A ty nic z tego nie będziesz rozumiał. Będziesz zaskoczony. Jeśli czujesz, że zaczynasz się miotać - to znaczy, że jest już za późno. Już jesteś trupem. To znaczy: albo zabij kochaną kobietę, albo odejdź. Nie biegnij za nią, nie rzucaj się jej tropem. To nic nie pomoże.


Ale, stary, jeszcześ do tego nie dojrzał.


Degradacja


- A co ty się tak miotasz? - zapyta i przygląda ci się, mrużąc oczy, jakbyś był obiektem badań.


- Ja? Nic. Tak sobie palę.


- No to pal.


Mężczyzna nie powinien się miotać. Kodeks honorowy zabrania mu się obrażać, patrzeć wilkiem, denerwować się, przeżywać - we wszystkich tych sytuacjach jest śmieszny (dla porównania "ona jest śmieszna" po rosyjsku w ogóle nie da się wymówić).


Ona będzie się oddalać, a ty będziesz myślał, że stoi obok. Potem nadejdzie dzień, w którym jej kłamstwo wyjdzie na jaw, i w jakikolwiek sposób wyjdzie, sposób ten będzie odrażający. Jeśli dla ciebie będzie to najpotworniejszy dzień twego życia, to dla niej - szczęśliwy. Tak też ci powie. Już nie musi więcej kłamać. I cała będzie promienieć z miłości do innego mężczyzny, będzie taka piękna, jakiej ty, być może, w ogóle nie widziałeś. Może nawet nie powstrzyma się i ze szczególną intonacją opowie, jaki on jest wspaniały. Powie, że jest jej "bratnią duszą", że są "dla siebie stworzeni". Dlatego że jeszcze z przyzwyczajenia chce się z tobą podzielić. Ale tylko z przyzwyczajenia.


W taką noc zwykle leje się po mordzie i wychodzą na jaw interesujące szczegóły. Okazuje się, że ona cię już wszystkim sprzedała. Ty nie wiesz, a wszyscy wkoło wiedzą. Wiedzą jej przyjaciółki (i już się z nim widziały), wiedzą koledzy z pracy, wiedzą jej krewni. Prócz tego dowiesz się, że przyprowadzała go do waszego mieszkania i że spała z nim w waszym łóżku. Stary, ty też oczywiście nieraz rżnąłeś się w łóżkach okłamywanych mężów (kiedy byli w pracy albo w delegacji), ale jakoś tego nie zauważyłeś. A jak cię kobieta zaciąga do łóżka, głupio byłoby pytać, kto w nim sypia. To po prostu łóżko twojego triumfu.


Pierwszy cios dostaniesz prosto w jaja. Taki, że ci zdrętwieją, no zupełnie jakby ci je odjęło. Aha, będą jak sparaliżowane, będziesz miał takie wrażenie, że cię wykastrowano, że są puste i została sama moszna. Nie bolą i nie ćmią, tylko bez sensu się majtają. Razem z nimi klęskę poniesie twoja męska ambicja. Szybko staniesz się żałosny. Ona to zobaczy i niesamowicie się z tego ucieszy. W niczym nie będziesz miał racji.


W tym momencie twoja miłość sama się zapętli: pamiętasz, w pierwszą noc miłosną pieszczotliwie nazywała ciebie, takiego niecierpliwego - głuptasem, a teraz będziesz dla niej kutasem. Tak też ci prosto w oczy powie. Jeśli przejawiasz skłonności filozoficzne, to możesz nawet dzięki temu zyskać nową wiedzę, ale na początku będziesz popełniać straszliwe błędy.


Będziesz chciał spotkać się z nim, z "bratnią duszą". Nie jest to zgodne z zasadami współczesnej etyki, ponieważ ona dokonała wyboru. On jest nikim. A ona zacznie cię stopniowo degradować. To, że nazajutrz rano po mordobiciu zechce wzywać milicję, żeby cię wsadzili za chuligaństwo, to okrutne, niezrozumiałe dla ciebie, ale jako tako wytłumaczalne. To, że jakiś czas później powie ci, że jej ukochany bardzo się hamował, żeby cię nie pobić, też cię zaboli, ale i z tym na pewno sobie poradzisz. To jednak, że zacznie cię degradować, będzie już nie do zniesienia. Stanie się nieludzka. Stworzy twój obraz, zupełnie do ciebie niepodobny i bardzo krzywdzący. Zaczniesz krzyczeć:


- To nie ja!


Ona cię zniszczy tym, co powie:


- Wyszłam za ciebie bez miłości.


Już dawno się co do ciebie rozczarowałam.


Dawno!


I jeszcze powie:


- Masz obrzydliwe zęby.


Uderzy w twoje rzeczywiste fizyczne defekty, które są już nienaprawialne. Wstrętne dla niej będą twoje usta, szorstkość twojej twarzy, uszy, nogi, brzuch. Zakomunikuje ci o tym zupełnie bez skrępowania. Nie zawstydzi się rozebrać przy tobie, nawet wręcz przeciwnie, z dziwną satysfakcją to zrobi, wejdzie ci do łazienki, przyjmie bezwstydną pozę, ale ty - goły ze swoim idiotycznym [beeep]em - będziesz w niej wzbudzał tylko obrzydzenie. Znajdzie w tobie milion wad, twój wizerunek ulegnie trupiemu rozkładowi.


Dowiesz się, że w ogóle nie jesteś w jej typie, a będzie to mówić spokojnie, podrzucając w powietrzu papierki od cukierków. I dalej podrzucając kolorowe papierki, powie, że nigdy seks z tobą nie sprawiał jej przyjemności, i jeszcze zapyta, dlaczego jesteś taki beznadziejny. A jeśli między wami jest różnica wieku, powie, że jesteś stary i już mało zostało ci życia. I cokolwiek jej na to odpowiesz, znowu okażesz się kutasem.


Polina Susłowa, mistrzyni Rosji w porzucaniu wybitnych osobistości typu Dostojewski i Rozanow [Wasilij, 1856-1919, rosyjski filozof i krytyk literacki - red.], w krótkim liściku napisała temu ostatniemu, zaraz po tym, jak go rzuciła: "Tysiące ludzi są w pańskim położeniu - i nie wyją. Ludzie to nie psy".


Jeśli miałeś szczęście i okazała się porządną kobietą, to dość szybko zacznie się nad tobą litować i nawet trochę martwić, że zostałeś sam. Jeśli nie miałeś szczęścia i nie jest porządna, przejdziesz przez piekło, w porównaniu z którym takie dręczenie litością będzie niczym. Najpewniej zresztą nawiąże do naszych narodowych tradycji i rozdwoi się na przyzwoitą i nieprzyzwoitą jednocześnie, więc oberwiesz na całej linii.


Stracisz kontrolę nad swoim życiem. Nic takiego jeszcze ci się nie przydarzyło? To nowe obrzydliwe uczucie: nie panować nad sytuacją. Twoja przyszłość zależy od niej. Wytrącono ci ster z rąk. Popatrz, lecisz z mostu do rzeki. Jeśli od razu nie zginiesz, to popłyniesz i długo będziesz płynąć.


Faktycznie zbrzydniesz. Potem kiedyś popatrzysz na zdjęcia z tego okresu i zrozumiesz, o czym mówię. Zwisną ci policzki, usta staną się bezwolne, twarz babska. Włosy będą się zlepiać, choćbyś je mył codziennie. Natomiast oczy - porzuconego faceta poznaje się po oczach - będą jakby przemyte nieszczęściem. Nigdy więcej nie będziesz miał takich jasnych, rozpromienionych oczu.


Ciężko ci patrzeć na jej zdjęcia. Na wasze ślubne fotografie. Stary, możesz się nawet popłakać. Położysz się na kanapie, odwrócisz plecami do ludzkości, podkulisz nogi jak embrion; plecy zaczną ci drżeć, zaczniesz wydawać niemiłe dźwięki. Widziałem swojego przyjaciela w takiej sytuacji. Podszedłem, poklepałem go po ramieniu. Nie wiedziałem, co mu powiedzieć. Postałem, popatrzyłem na trzęsące się plecy. Budził we mnie współczucie i wstręt jednocześnie. Szkoda, że nie umarła. Gdyby umarła mu żona, znalazłbym słowa pocieszenia.


Zaczniesz miewać wizje erotyczne. Zaczniesz bezradnie pytać ją, jakże ona może mu się cała oddawać. Będziesz sugestywnie wyobrażał sobie, jak ona mu obciąga, jak on ją władczo, po pańsku obraca, wypina, a jej się to wszystko cholernie podoba. Od tego na początku normalnie można ześwirować. Stary, sam się będziesz unicestwiał. Zaczniesz tracić rozum, o ile go masz.


A przy tym nie będziesz brać pod uwagę tej prostej prawdy, że walka jest nierówna. Jesteś sam, a ich jest dwoje. Stary, oni tam mają sztab. Ty się najarałeś ######, aż cię zamroczyło, a oni jedzą lody w czekoladzie, ona mu wszystko opowiada i to w taki sposób, że wyglądasz już zupełnie na złamanego kutasa. Przecież pobiłeś ją w kuchni, zabryzgałeś podłogę krwią; ty tego nie pamiętasz, ale ona - tak. Ona się ciebie boi i z coraz większą przyjemnością bawi się w to, że się ciebie boi. Interesujesz się jakimiś peryferyjnymi stronami jej intymnego życia, ale jej nowa miłość nie sprowadza się do rżnięcia, to wielkie promienne uczucie, a ty się miotasz, próbujesz coś udowodnić.


Najlepiej od razu daj spokój i odejdź. Rozstawać się należy krótko, w jednym monologu, jak w popularnej powieści [pisarza japońskiego] Haruki Murakami "Przygoda z owcą", którą ona tak lubi, ale ty zrobisz się wielosłowny jak Dostojewski w "Braciach Karamazow". Stopień jej zainteresowania tobą mocno spadnie, prawie do zera. Będziesz pamiętać i zapamiętywać, powtarzać każde jej słowo, a ona nie będzie tego robić. Ty rozpoczniesz z nią niekończący się dialog, którego fragmenty wejdą do waszych zasadniczych rozmów, a ona będzie unosić brwi i dziwić się, że mówisz jak z książki. Będziesz chciał z nią rozmawiać bez końca, a ona będzie znajdować najróżniejsze przyczyny, żeby z tym skończyć, będzie ziewać, mówić, że rano musi iść do pracy, a nazajutrz przypadkowo dowiesz się od kogoś, że całą noc przetańczyła ze swoim ukochanym.


Będziesz nie więcej niż drugi i, w najlepszym wypadku, mniej niż pierwszy.


Karma


Nacierpisz się i pokochasz ją czystą miłością, i to żywe uczucie będzie miało metafizyczny sens, mistyczną więź, jakbyś ujrzał swoją aurę. Spróbujesz jej to wyjaśnić. Powiesz, że wszystko można wybaczyć, prócz jednego: rozstając się, oboje zniszczycie wspólną karmę życia. Wasze spotkanie nie było przypadkowe, było magiczne, zapisane w niebie, więc musicie pozostać parą. Odpowie ci, że nie jesteście parą. I wtedy wymierzy cios w karmę. To jej cios i już zawsze będzie ponosić za to odpowiedzialność. Jeśli rzeczywiście byliście sobie pisani. A może nie byliście parą. Może się to wam przyśniło.


Zaczniesz urządzać spotkania, na które będziesz pędzić tak, jak jeszcze nigdy nie pędziłeś. Wyszczuplała. Straciła dziesięć kilo. Ty również schudłeś dziesięć kilo. Powie:


- A może to AIDS?


Czasem wątpi, czy dobrze postępuje, ale to wątpliwości po dokonaniu zdrady. Nie zdradziła cię przez to, że się pieprzy czy tam liże ze swoim nowym facetem. Zdradziła cię, kiedy zerwała wewnętrzny dialog z tobą. To jest ten próg miłości-braku miłości, kiedy energia zostaje skierowana gdzie indziej i ty już nie jesteś połówką, tylko kikutem, chlusta z ciebie krew. Ona może być w szoku po zdradzie, ale to jej własny stan, następstwo czynu dokonanego bez twego współudziału. Wy to już nie "my". Możliwe, że spotkacie się kiedyś, w innym wymiarze życia. Nie będziesz wiedział, o co zapytać. Przecież znasz jej odpowiedź. Co u ciebie? Powie ci:


- Wspaniale.


W każdym przypadku. Albo posługując się pierwszym wyrażeniem, zatwierdzonym w języku rosyjskim nowego stulecia: normalnie. Tobie normalnie ta odpowiedź nie jest potrzebna.


W miłosnej, emocjonalnej sferze życia zbliżamy się mimo wszystko do Wschodu. Jakiekolwiek wybrane przez nas poczynania w zachodnim stylu do niczego dobrego nie prowadzą. Zasady współzawodnictwa, instynkt myśliwego, kategoryczność, wyrazistość, męskie triumfy (analogicznie też w przypadku kobiet) - wszystko to, co określa parametry zachodniego aktywizmu, u nas nie tylko nie działa, ale rozbija i niszczy możliwości. Lepiej usiądź i czekaj, kiedy pod drzwi przyniosą ci trup twojego wroga. Tu nie działa zachodnia idea: dogonić, przekonać i przegonić. Europejskość w stosunkach rosyjskich jest powierzchowna i głupkowata.


Ale ty nie usiądziesz na progu.


Jeśli masz twardy kark, stłumisz męskie ambicje. To nie takie trudne. Jeśli nie jesteś sztuczny, jesteś prawdziwy, stłumisz też poczucie własności jej ciała. To trudniejsze, ale stłumisz. Natomiast zakatuje cię nadzieja. Trzeba trafić do więzienia albo być porzuconym, żeby zrozumieć, że nadzieja może być najbardziej zawziętym wrogiem. Zadzwonisz kiedyś do niej do pracy, będzie miała smutny głos. Jakże cię to ucieszy!:


- Dlaczego masz taki smutny głos?


Miłość lubi wyłożyć sprawę w prymitywnej formie. Odpowie:


- Tęsknię za naszym wspólnym życiem. Mimo wszystko dużo w nim było pozytywnych stron.


- No to wróć do mnie - powiesz bezmyślnie.


Ona głęboko westchnie. Będzie miała cały okres głębokich westchnień w rozmowach z tobą. Nie ciesz się za szybko. To zły znak. To śmierć kliniczna miłości. Może ona chce ci nadać nową jakość, zostawić przy sobie, jest zaradna, przydasz się jej w gospodarstwie życiowym, znajdzie się jakaś rola dla ciebie, przecież mimo wszystko "nie jesteś obcy" (kiedy ci to powie, zawyjesz). Uciekaj, stary, czego stoisz, uciekaj, a ona wymiata okruszki, jak Lili Brik wymiotła Majakowskiego, który pozostał w historii jako "najbardziej" porzucony mężczyzna XX wieku. I choćbyś był generałem, studentem drugiego roku czy wydawcą najnowszej francuskiej filozofii, prawda jest niezmienna: nie jesteś jej potrzebny.


Nie bądź Majakowskim. Nie pisz przed śmiercią, że ona należy do twojej rodziny, nie przywoź jej z Francji renaulta, niech jej Brik wozi. Albo zostań i przywieź renaulta, i pisz, że należy do rodziny. Ale Tatiana Jakowlewa też cię rzuciła, Majakowski. Pamiętam, jak w Connecticut rozmawiałem z nią o Majakowskim. Oczywiście, była dumna, że kochał ją Majakowski, chociaż, wedle jej słów, nie był tak utalentowany jak Brodski, ale za to bardzo dowcipny, bardzo, bardzo dowcipny, i to nieprawda, że miał coś nie tak z męskimi sprawami. Wszystko było jak trzeba. Ale mówiła w taki sposób, że było jasne: nie kochała go. No i proszę, taki geniusz - a nie kochała. Jakowlewa z zainteresowaniem spojrzała na mnie.


- No, niech się pan rozbierze i popływa. Mamy w basenie wodę z oceanu.


Rozebrałem się i pływałem. A ona siedziała i patrzyła. Była wysoką, chudą i według mnie piękną staruchą. Spokojnie można było ją zerżnąć, stając w szeregu z Majakowskim, ale cóż, podpierała się laską i skrzeczała, poza tym obok stał mąż, Liberman. O miłości można pisać tylko zwykłymi słowami, a nie tak, jak pisał Majakowski, „męcząc rękawiczek zamsz” [z poematu „Obłok w spodniach”: „Weszłaś ty, opryskliwa jak »na, masz! «/ Męcząc rękawiczek zamsz/ rzekłaś: »Wiesz wychodzę za mąż «/ Ano cóż... wychodź...”, przekład Juliana Tuwima - przyp. tłum.].


Opowie ci swoje sny. Śniłeś się jej. Będziecie mieli różne sny. Tobie będą się śniły koszmary, będzie cię we śnie dręczyć jakaś siła nieczysta, będzie dużo krwi, a jej się przyśni, jak na wózku inwalidzkim ucieka z domu, w którym z tobą mieszkała.


- Pomyśl tylko, co ci się śni! Wózek inwalidzki!


Ona ciężko, głośno westchnie.


- No, opowiadaj - powie - jak ci źle beze mnie.


I wtedy nie wiadomo z jakiej kręgielni wytoczy ci kulę z napisem:


- Czekaj na mnie, jeśli chcesz.


Masz jeszcze jedną gębę. I kiedy minie trochę czasu, powie ci:


- Jak ty się narzucałeś! Przecież wszystko było jasne.


- Chciałem cię odzyskać.


O, to dobrze powiedziane. Nie będzie wiedziała, co odrzec. Bo napaskudziła i odeszła równie paskudnie, zalewając wszystko moczem i gównem. Lubiła brudzić i brud miał w niej sojuszniczkę.


Stary, masz coś nie tak z głową. Będziesz chciał napisać do niej list, przy czym niezawodnie w mściwej tonacji. I zamiast spać, będziesz po nocach pisał go w myślach. Ona twoje starania uzna za męską słabość, zacznie być przy tobie kapryśna, rozdrażniona, będzie dyktować swoje warunki, w rozmowach zawsze do niej będzie należało ostatnie słowo. Jeśli cię już kompletnie po[beeep]ie, będziesz ją odprowadzał do domu, gdzie mieszka ze swoim kochankiem, i zadziwi cię jej bezinteresowność: odeszła od ciebie po drabinie społecznej nie w górę, tylko w dół. Mieszka w cudzym kącie, z cudzymi kotami - żeby tylko nie mieszkać z tobą.


"Baby - powiedziała mi moja trzydziestoletnia gosposia, Ukrainka z Winnicy - są jak te psy, pan wybaczy niefortunne porównanie. Gotuje im człowiek żarcie, karmi - to nawet do miski nie podejdą. Ale wystarczy odebrać im miskę i udawać, że się odchodzi, a one już biegną za człowiekiem i chcą żreć".


Potem ogarnie cię panika: co dalej z tobą będzie? Jak tu żyć samotnie? Jak szalony zaczniesz poznawać jakieś baby i przekonywać samego siebie, że tak trzeba, że Katia jest całkiem całkiem i Swietka też niczego sobie, ale od Katii będzie zalatywało pastą do butów, a na Swietkę zaczniesz mieć alergię. Znajdziesz się w położeniu człowieka, któremu noga utkwiła w strzemieniu i koń wlecze go po ziemi. Ona nigdy do ciebie nie wróci. Od znajomych dowiesz się, że jest szczęśliwa, że jeździli gdzieś na koniec świata, kupili mieszkanie. Zaczniesz pić. Zachorujesz. Wpadniesz w depresję. Nie będziesz miał sił do pracy. Będziesz siedzieć i patrzeć w jeden punkt. Picasso po zerwaniu z Olgą Chochłową nie mógł malować przez cały rok. Jacy wrażliwi są artyści! Ale za to Bóg zesłał im dar sublimacji. Gorzej mają księgowi. Zresztą w przypadku tępych ludzi wszystko ostatecznie się zabliźnia.


A na koniec powie ci: gdybyś przy rozstaniu zachowywał się normalnie, tobym nie odeszła.


A ty zaczniesz myśleć: jak to - normalnie? No i rana pozostanie na całe życie. Nie będziesz już, nigdy nie będziesz taki radosny jak kiedyś. Staniesz się podejrzliwy jak prawie wszyscy Rosjanie. I wszystko - całe miasto, cały świat, wszystkie anioły - będą mówić, że ona cię porzuciła. Będą cię wytykać palcami. Zapytasz wtedy: a jak należało się zachować?


A ja ci powiem, że tak właśnie należało się zachować, jak się zachowałeś, może tylko mniej za nią biegać i rzadziej myśleć, że nikomu innemu takie rzeczy się nie zdarzają.


Po prostu taki twój los - być porzuconym, i to jeszcze przez kobietę swojego życia.


Jeśli zaś powiesz: ale to nie była kobieta mojego życia - nie uwierzę, nie zbieraj na nią kwitów, i nie mów, że ją sobie wymyśliłeś, że ona nie potrafi kochać. Była twoim metafizycznym odbiciem, byliście do siebie strasznie podobni, ale pokochała innego, choć kiedyś kochała ciebie. I nigdy nie mów o niej źle. Za to chyba dostaniesz wielki bonus. Zachowuj się godnie. Nie narzekaj na swój los i nie pal za dużo, i nigdy więcej nie ufaj kobietom. Kochaj Boga i państwo. Niezdecydowany, żałosny, samotny będziesz czekał całe lata, zanim znów odważysz się pokochać.


Może to dobrze: przejść przez doświadczenie porzucenia, poznać swoje granice i słabości, nie być wyniosłym idiotą. Zresztą nie jestem pewien. To zależy od człowieka. Inni wylatują w powietrze na minie, a ty - na miłości. Nie trzeba było oddawać się całkowicie, nie trzeba było wymyślać wspólnego krwiobiegu? No co ty! Po prostu taki twój los. Być opuszczonym. Nic na to nie poradzisz.


Trzymaj się, kutasie.


Trzymaj się, stary.


Do zobaczenia, bracie, w raju.
Ostatnio zmieniony 21 lut 2009, 19:08 przez pani_minister, łącznie zmieniany 2 razy.
Topp
Entuzjasta
Entuzjasta
Posty: 89
Rejestracja: 22 sie 2008, 11:28
Skąd: Mokotów
Płeć:

Postautor: Topp » 21 lut 2009, 19:54

censored Szok. Dobrze powiedziane. Wszystko się zgadza w najdrobniejszym szczególe. <belt>
Nie ma takiego wagonika, którego nie da się odczepić, jak to mówią.
Stormy

Postautor: Stormy » 22 lut 2009, 16:18

niech mi w ogóle ktos powie jakin cudem baba sprzedajaca suknie slubne chciala pozbyc sie klientki?? logika gdzie?? autor nie widzi ze ta mala go nie chce i wymowki znahduje??

Wróć do „Miłość, uczucia, problemy”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 225 gości