W ubieglym tygodniu, wyjechalam na 3 dni na mazury z moim zespolem na impreze muzyczna... Oprocz nas bylo kilka innych zespolow... Poznalismy sie z ludkami z roznych zespolow: razem chodzilismy na imprezy,rozmawialismy i gralismy, czyli pelna integracja..
On mial ok 40... Opiekun jednego z zespolow.Inteligentny czlowiek, rozmawialam z nim i znalam go jak innych....Kilka razy mnie zaczepial, na co zawsze ode mnie dostawal przyslowiowego "kosza"....
Ostatniej nocy przed moim wyjazdem mielismy mala imprezke... Po imprezie czesc ludkow odprowadzila mnie do domku w ktorym mieszkalam w tym ON. Pozegnalam wszystkich i szykowalam sie do spania...Okalalo sie,ze On wrocil sie do mnie bo cos zostawil... Nie wpuszczajac go do domku wyszlam ,oddalam zgube i powiedzialam dobranoc...( Pokoik, raczej domek,w ktorym mieszkalam byl malenki taki,ze od wejscia robiac duzy krok mozna bylo wejsc na lozko...)
W momencie kiedy wchodzilam do siebie, facet wszedl za mna , popchnal mnie, pozniej rzucil na lozko.. To dzialo sie bardzo szybko..Pozniej scisnal mnie,tak ,ze prawie nie moglam oddychac i zaczol mnie obmacywac(mialam wtedy na sobie tylko koszule nocna)... Szarpalam sie z nim, probowalam wyrwac sie,ale bezskutecznie.. Nie moglam krzyczec, bo ledwo lapalam powietrze...Prosilam go by mnie zostawil ledwo wydobywajac glos,ale to nie skutkowalo... W pewnej chwili, poczulam,ze uscisk troche slabnal i udalo mi sie wyrwac i ucieklam mu...... Mam niesamowite szczescie,ze udalo mi sie uciec, to jedyna pozytywna mysl w tym wszystkim...
Ciezko to opisac ... wszystko okropnie wraca...
Wiedza tylko moi przyjaciele i kumple(moj zespol)....
Myslalam,ze jestem silna i sie nie poddam temu,ale po kilku dniach normalnego samopoczucia,wszystko zaczyna wracac i jest to okropne...
Rozmawialam ze swoim Miskiem przez telefon( bo spotkac sie teraz nie mozemy z przyczyn obiektywnych) o tym wszystkim.... Zalamal mnie swoimi slowami (z ktroych sie pozniej tlumaczyl,ze mu sie wyrwalo) cytuje: "trzeba bylo sie nie szlajac w jakis dziwnych miejscach..."
Jak bym rozmawiala z nim w 4 oczy dostal by po buzi za takie slowa...Pozniej mowil,ze dobrze,ze mi sie nic nie stalo itd,,, Ale pierwsze wrazenie zrobil ehhhh
Co Wy na ta reakcje, (bo dla mnie byla szokujaca)??... Jak byscie dawali sobie rade ze swoimi odczuciami, kiedy przypomina Wam sie sytuacja taka jak moja- proba gwaltu??
Moge powiedziec z czystym sumieniem,ze nie prowokowalam do zaistnienia takiej sytuacji..




typu bałam sie , ,wstyd mi było ! bo popuszcze jak takie cos przeczytam <browar>

