Niechęć do małżeństwa
Moderator: modTeam
Niechęć do małżeństwa
ekhm, zacząć ciężko.
Znam mojego chłopaka od 2 lat. Jest rozwodnikiem, i 11 lat starszy. Nie byłam przyczyną rozpadu tamtego związku, bo poznaliśmy się w rok po rozwodzie. Właściwie od tamtego momentu , jesteśmy nierozłączni- mieszkamy razem od około roku, no i wszystko byłoby super, gdyby nie jakieś moje chore marzenia o ślubie, dzieciach itd. Tu zaczynają sie schody, bo on nie chce się żenić (Mówi, że stracił zaufanie do instytucji małżeństwa) i z dziećmi też nie za bardzo, choć już prędzej.
Zerknełam na jego gadu, jak pisał swojej koleżance że nie chce i nie myśli o tym... zrobiło mi się przykro. Chociaż wcześniej wiedziałam, jaki on ma do tego stosunek, to nadal czuję sie kapkę smutna. Nie robię się coraz młodsza, on również. Logicznie rzecz biorąc, mogę zrozumieć jego stanowisko, ale w duszy nie jest lekko. Taki konflikt logiki i uczuć trwa już jakiś czas, a ja czuję się już zmęczona i lekko (ostatnio) zniechęcona. Może ktoś ma jakieś panaceum?
Znam mojego chłopaka od 2 lat. Jest rozwodnikiem, i 11 lat starszy. Nie byłam przyczyną rozpadu tamtego związku, bo poznaliśmy się w rok po rozwodzie. Właściwie od tamtego momentu , jesteśmy nierozłączni- mieszkamy razem od około roku, no i wszystko byłoby super, gdyby nie jakieś moje chore marzenia o ślubie, dzieciach itd. Tu zaczynają sie schody, bo on nie chce się żenić (Mówi, że stracił zaufanie do instytucji małżeństwa) i z dziećmi też nie za bardzo, choć już prędzej.
Zerknełam na jego gadu, jak pisał swojej koleżance że nie chce i nie myśli o tym... zrobiło mi się przykro. Chociaż wcześniej wiedziałam, jaki on ma do tego stosunek, to nadal czuję sie kapkę smutna. Nie robię się coraz młodsza, on również. Logicznie rzecz biorąc, mogę zrozumieć jego stanowisko, ale w duszy nie jest lekko. Taki konflikt logiki i uczuć trwa już jakiś czas, a ja czuję się już zmęczona i lekko (ostatnio) zniechęcona. Może ktoś ma jakieś panaceum?
- Sir Charles
- Weteran

- Posty: 3146
- Rejestracja: 02 wrz 2004, 11:38
- Skąd: sponad chaosu
- Płeć:
fifi pisze:gdyby nie jakieś moje chore marzenia o ślubie, dzieciach itd. Tu zaczynają sie schody, bo on nie chce się żenić (Mówi, że stracił zaufanie do instytucji małżeństwa) i z dziećmi też nie za bardzo, choć już prędzej.
Powiecie zem za mlody zeby tu cokolwiek powiedziec, ale ja i tak sie jednak wtrace
fifi pisze:Taki konflikt logiki i uczuć trwa już jakiś czas
A czy dla Ciebie jedynym ujsciem dla tych uczuc moze byc slub? To nie konflikt logiki i uczuc, to Twoj wewnetrzny konflikt wartosci - albo wybierasz JEGO, faceta ktorego jak rozumiem kochasz, albo wybierasz skostniale, najprawdopodobniej niegdysiejsze wyobrazenia o tym jak powinna wygladac wielka milosc. The choice is Yours!
I mam nadzieje ze Cie nie urazilem
soul of a woman was created below
charlie81 pisze:Powiecie zem za mlody zeby tu cokolwiek powiedziec, ale ja i tak sie jednak wtrace
No i dobrze się wtrąciłeś. <browar>
Nie dziwię się facetowi jeśli miał nieciekawe przejścia.
No cóż... może jeśli zalegalizują konkubinat to na takie coś pójdzie? (to może być Twoje panaceum).
Choć nie sądzę, że będzie chciał w jakikolwiek sposób się "zadministrować".
Ale, zacytuję Ci: "wszystko się zmienia!" <aniolek2> i być może przekonasz go do tego Swoim jestestwem, że w tym związku "akt" będzie tylko fajnym dodatkiem.
<browar>
KOCHAJ...i rób co chcesz!
- I*Z*U*$*K*A
- Entuzjasta

- Posty: 138
- Rejestracja: 21 maja 2005, 21:34
- Skąd: Swietokrzyskie
- Płeć:
W gre zdecydowanie wchodza tu jego dotychczasowe doswiadczenia... byc moze boi sie, by te przykrosci nie powtorzyly sie po raz kolejny... Mysle ze wszystko powinno sie ulozyc... z czasem, a tego zapewne troszke potrzeba. Powinnas uszanowac jego stosunek do tej sprawy. Wiem, ze moze byc ciezko, bo dlaczego Ty masz rezygnowac z marzen przez niechec drugiej osoby, ale to bedzie chyba najlepsze rozwiazanie. Wszystko przyjdzie z czasem. pozdrawiam.
* W szaleńczej wichurze znajdę Twój szept
W wzburzonym morzu oblicze Twe
W gwieździstym niebie oczu Twój blask
W słodyczy miodu pocałunków smak
Nie ważne kiedy, i tak znajdę Cię
W ślad po twych stopach pójdzie mój cień
W wzburzonym morzu oblicze Twe
W gwieździstym niebie oczu Twój blask
W słodyczy miodu pocałunków smak
Nie ważne kiedy, i tak znajdę Cię
W ślad po twych stopach pójdzie mój cień
fifi pisze:jesteśmy nierozłączni- mieszkamy razem od około roku, no i wszystko byłoby super, gdyby nie jakieś moje chore marzenia o ślubie, dzieciach itd.
Myślę, że z biegiem czasu, kiedy się do siebie "dotrzecie" nabierzecie pewności, że ma to trwać dłużej (na zawsze?) to temat ślubu powróci samoczynnie. Jakkolwiek nie jest on potrzebny, żeby stworzyć rodzinę - bo rodzinę tworzą kochający się ludzie to jednak rozwiązuje pewne problemy mogące nadejść w przyszłości. Wydaje mi się też, że facet się trochę przestraszył, że po zaledwie 2 letniej znajomości już chcesz go targać do USC.
Grzeczne dziewczynki idą do nieba
Niegrzeczne na ziemi mają swój raj
Niegrzeczne na ziemi mają swój raj
Moim zdaniem mechanizm jest prosty - miałeś wypadek w czerwonym samochodzie i potem masz podświadomy lęk do czerwonych lub jazdy tą marką ... przez jakiś czas lub całe życie ... zależy od człowieka...
Wydaje mi się że jemu porażka którą przezył kojarzy się także z małżeństwem, że 'przyklepane' to partnerka już nie dba tak jak przed itd ...
Jesli chcesz z nim być to będziesz - ze slubem lub bez niego ... bo chęć jest ważniejsza niż papierek, bo miłość to stan duszy, serca i umysłu a nie świstek z urzędu...
A to że każdej marzy się biała suknia ... to już inny temat ...
Może gdybyś była na podobnym etapie życia jak on ( rozwódka ) rozumiałabyś jego odczucia w tej materii, a tak to będąc normalną osobą 'bez przejść' nie czaisz bazy ...
Tego typu związki uważam za swoisty mezalians
Pozdr.
Wydaje mi się że jemu porażka którą przezył kojarzy się także z małżeństwem, że 'przyklepane' to partnerka już nie dba tak jak przed itd ...
Jesli chcesz z nim być to będziesz - ze slubem lub bez niego ... bo chęć jest ważniejsza niż papierek, bo miłość to stan duszy, serca i umysłu a nie świstek z urzędu...
A to że każdej marzy się biała suknia ... to już inny temat ...
Może gdybyś była na podobnym etapie życia jak on ( rozwódka ) rozumiałabyś jego odczucia w tej materii, a tak to będąc normalną osobą 'bez przejść' nie czaisz bazy ...
Tego typu związki uważam za swoisty mezalians
Pozdr.
bleeeeeeeeeeeee
dwa lata to dla niektorych czas po ktorym chca sie zenic , dla innych to jeszcze za malo, moze dla niego to jeszcze malo? mieskzacie ze soba rok...no dobrze , ale to ze zamieskzaliscie razem to nie znaczy ze brakuje papierka. wazne ze jest Wam ze soba dobrze:) i tego sie trzymajcie , w biegiem czasu mu przejdzie...
ech..ale jak teraz sobie przypominam mine mojego Misia gdy zartowalam sobie i wybieralam date slubu to az smutno mi sie robi.
ech..ale jak teraz sobie przypominam mine mojego Misia gdy zartowalam sobie i wybieralam date slubu to az smutno mi sie robi.
"szczescia nie kupisz gdy klopoty pietrza sie po sufit"
fifi : ludzie wchodząc w nowy związek nigdy nie są "emocjonalnymi dziewicami", zawsze pozostają zaszłości z poprzednich 'porażek' ... Budowanie związku z jednostronnym obciążeniem jest tym bardziej trudne ...
Moim zdaniem związek z dużą różnicą wieku/statusu społecznego/doświadczenia życiowego/środowiska jest problemem u podstaw jego samego...
Prywatnie nie rozumiem po jaką cholerę dziewczyna 20-paro letnia wiąże się z kolesiem po 30-tce z dziećmi i byłą/obecną jeszcze żoną ...
Znam/znałem sporo takich związków i niestety nie kończyły się ona sukcesem ... w większości wypadków... gadanie otoczenia nic nie pomaga bo "my się kochamy" a po paru latach i tak dupa z tego wychodzi ...

Moim zdaniem związek z dużą różnicą wieku/statusu społecznego/doświadczenia życiowego/środowiska jest problemem u podstaw jego samego...
Prywatnie nie rozumiem po jaką cholerę dziewczyna 20-paro letnia wiąże się z kolesiem po 30-tce z dziećmi i byłą/obecną jeszcze żoną ...
Znam/znałem sporo takich związków i niestety nie kończyły się ona sukcesem ... w większości wypadków... gadanie otoczenia nic nie pomaga bo "my się kochamy" a po paru latach i tak dupa z tego wychodzi ...

bleeeeeeeeeeeee
nie jestem co prawda rozwódką, ale swoje "po garach" niestety też dostałam. Myślę, że obciążenie nie jest tak do końca jednostronne.
Różnica wieku i konsekwencje tego faktu bywają ciężkie, ale głównie wskutek ludzkiej nietolerancji i głupoty- najczęściej osób trzecich. (to nie przytyk, tylko obserwacje własne) Poza tym- wszystko zależy od ludzi, osobiście znam kilka par które pomimo że dobrane były wg. standartów wiekowych (różnica wieku nie większa niż cztery) po kilku latach małżeństwa się rozpadają. Myślę więc, że o tym, czy związek przetrwa i jest udany decyduje nasz charakter, to w jaki sposób się zmieniamy, czasem wydarzenia losowe i wiele innych. Wiek oczywiście też jest istotny, ale nie traktowałabym tego jak wyrocznię i nie przesądzałabym sprawy.
Różnica wieku i konsekwencje tego faktu bywają ciężkie, ale głównie wskutek ludzkiej nietolerancji i głupoty- najczęściej osób trzecich. (to nie przytyk, tylko obserwacje własne) Poza tym- wszystko zależy od ludzi, osobiście znam kilka par które pomimo że dobrane były wg. standartów wiekowych (różnica wieku nie większa niż cztery) po kilku latach małżeństwa się rozpadają. Myślę więc, że o tym, czy związek przetrwa i jest udany decyduje nasz charakter, to w jaki sposób się zmieniamy, czasem wydarzenia losowe i wiele innych. Wiek oczywiście też jest istotny, ale nie traktowałabym tego jak wyrocznię i nie przesądzałabym sprawy.
Są reguły i są odstępstwa od tych reguł ... to loteria ...
Ja nie twierdzę, że takie coś jest nieakceptowalne .... ( to nie pedofilia ) ... każdy związek to zbiór wielu rzeczy, cech, zdarzeń i okoliczności ... w zalezności od nasilenia przeciwności i negatywnych czynników szanse na sukces maleją ...
Statystycznie większe szanse ma para na podobnym poziomie wieku, wykształcenia, statusu materialnego, bez ex-potomstwa, alimentów i tego typu 'dodatków' ... ale i tak ludzie jakoś, lepiej lub gorzej sobie żyją ... oczywiscie póki sił i chęci im starcza ...
<browar>
Ja nie twierdzę, że takie coś jest nieakceptowalne .... ( to nie pedofilia ) ... każdy związek to zbiór wielu rzeczy, cech, zdarzeń i okoliczności ... w zalezności od nasilenia przeciwności i negatywnych czynników szanse na sukces maleją ...
Statystycznie większe szanse ma para na podobnym poziomie wieku, wykształcenia, statusu materialnego, bez ex-potomstwa, alimentów i tego typu 'dodatków' ... ale i tak ludzie jakoś, lepiej lub gorzej sobie żyją ... oczywiscie póki sił i chęci im starcza ...
<browar>
bleeeeeeeeeeeee
Ja również myślę, że to dla niego za mało czasu, ja sama, choć nie jestem mężczyzna nie spieszylabym sie do kolejnego malzenstwa. Musi się upewnic, nie chce sie spieszyc, boi się, że znow sie nie udas i bedzie bolalo .Sądz,ę z czasme przyjdzie i na to pora.
I don`t like to hear I`m wrong when I`m right...
fifi pisze:jesteśmy nierozłączni- mieszkamy razem od około roku, no i wszystko byłoby super, gdyby nie jakieś moje chore marzenia o ślubie, dzieciach
Hej dziewczyno pomyśl czasem o sobie i to nie będzie żaden potworny egoizm tobie też coś się od życia należy a i dzieci dla kobiet podobno zdrowo urodzić.
Ile jest wart świat pełen grubych krat?
fifi napisał/a:
jesteśmy nierozłączni- mieszkamy razem od około roku, no i wszystko byłoby super, gdyby nie jakieś moje chore marzenia o ślubie, dzieciach
Hej dziewczyno pomyśl czasem o sobie i to nie będzie żaden potworny egoizm tobie też coś się od życia należy a i dzieci dla kobiet podobno zdrowo urodzić.
Ale nie wolno mężczyzny zmuszać do zakładania rodziny, bo to również ma byc jego dziecko, jego małżenswto. Zmuszać nie wolno nam, zachęcić, zmobilizować - owszem, ale nie zmuszać.
I don`t like to hear I`m wrong when I`m right...
gosia pisze:Ale nie wolno mężczyzny zmuszać do zakładania rodziny, bo to również ma byc jego dziecko, jego małżenswto. Zmuszać nie wolno nam, zachęcić, zmobilizować - owszem, ale nie zmuszać.
To prawda gdyby mnie dziewczyna zmusic chciala skutek byłby wręcz odwrotny ale od czego są długie wieczory i jeszcze dłuższe rozmowy

Ile jest wart świat pełen grubych krat?
Ależ z was cierpliwi ludzie. Zazdroszczę, ja jestem w gorącej wodzie kąpana. Gdzie jest dla was granica czekania? czy nie zaczniecie powoli dawać z siebie mniej? Czy naprawde nie bedziecie mieli żalu do partnera, jeśli on po prostu nie będzie chciał? Czy nie będą męczyły was myśli, że nie jestescie dość dobrą gospodynią /kochanką/itp?
Miałam ciotke, miała ona partnera 10 lat starszego. czekala chyba z szesc lat, az on sie zdecyduje na dziecko itd. Jak w koncu powiedzieli sobie magiczne tak, ona w jeden dzien po trzeciej rocznicy slubu umarla. dlatego uważam, ze na nic nie powinno czekac sie zbyt dlugo, bo zycie jest krótkie.
Chcialabym, zebyście byli szczerzy przy odpowiedziach.
Miałam ciotke, miała ona partnera 10 lat starszego. czekala chyba z szesc lat, az on sie zdecyduje na dziecko itd. Jak w koncu powiedzieli sobie magiczne tak, ona w jeden dzien po trzeciej rocznicy slubu umarla. dlatego uważam, ze na nic nie powinno czekac sie zbyt dlugo, bo zycie jest krótkie.
Chcialabym, zebyście byli szczerzy przy odpowiedziach.
fifi pisze:Jak w koncu powiedzieli sobie magiczne tak, ona w jeden dzien po trzeciej rocznicy slubu umarla.
A co to za róznica?? Umarłaby po 7 rocznicy, to bolałoby mniej? Przecież i tak byli razem. Małżeństwa nie tworzy papier z USC, tylko miłość i szcunek dwojga ludzi. Jeżeli obie strony pragną dziecka to przeciez nie muszą mieć ślubu do tego.
fifi pisze:czy nie zaczniecie powoli dawać z siebie mniej?
Tak zwane "wolne związki" nie różnią się niczym od małżeństwa. Jeżeli masz zacząć dawać z siebie mniej to ślub nic tu nie zmieni, chyba, ze ktoś polue na certyfikat i potem mysli, że już nic nie musi
(Wiem coś o tym, bo przed ślubem mieszkaliśmy razem 6 lat i uważam, że tworzylismy rodzinę tak samo jak teraz)Grzeczne dziewczynki idą do nieba
Niegrzeczne na ziemi mają swój raj
Niegrzeczne na ziemi mają swój raj
Wróć do „Miłość, uczucia, problemy”
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 499 gości


