Samotność = ułomność??

Zagadnienia związane ze sferą uczuciową, a także z problemami dotyczącymi tematów miłosnych oraz kontaktów emocjonalnych z płcią przeciwną.

Moderator: modTeam

Awatar użytkownika
jbg
Pasjonat
Pasjonat
Posty: 180
Rejestracja: 14 mar 2007, 11:48
Skąd: Szczecin
Płeć:

Postautor: jbg » 28 maja 2007, 01:17

Mona pisze:pani_minister napisał/a:
Znam siebie lepiej, niż kogokolwiek innego. Ty nie znasz siebie? Dlaczego?

ministrowo, naprawdę byłaś już sama ze sobą we wszystkich możliwych życiowych sytuacjach? :)

Z pewnością była w większej liczbie sytuacji ze sobą, niż z kimś innym.


PFC pisze:można zbudować sobie perfekcyjny mur wokól siebie, nawet wtedy, gdy codziennie ma się kontakt z dziesiątkami osób, gdy jest się miłym, wesołym, itp...

Osoby miłe i wesołe, a jednak bez przyjaciół. Ciekawe z czego to wynika: z niechęci danej osoby do utrzymywania kontaktów, czy raczej z braku chęci innych osób.
Awatar użytkownika
przemek21
Bywalec
Bywalec
Posty: 55
Rejestracja: 02 maja 2007, 12:33
Skąd: Śląsk
Płeć:

Postautor: przemek21 » 28 maja 2007, 08:09

Mona pisze:
Marissa pisze:Jasne. Tylko trzeba nowych ludzi spotykać :/

To ja dodam - trzeba chcieć ich spotykać :)


Tak jest, wlasnie Mona :D

<pijak>
Awatar użytkownika
pani_minister
Administrator
Administrator
Posty: 2011
Rejestracja: 23 kwie 2006, 05:29
Skąd: Dublin
Płeć:

Postautor: pani_minister » 28 maja 2007, 09:16

Mona pisze:ministrowo, naprawdę byłaś już sama ze sobą we wszystkich możliwych życiowych sytuacjach?

Nigdy nie będę, nigdy nie doświadczę wszystkich możliwości. Czy to ma oznaczać, że nigdy siebie nie poznam? Że do końca życia skazana jestem na domyślanie się jedynie, co we mnie tkwi?

Wiem jaka jestem. Niekiedy mogę nie wiedzieć, jak sie to ujawni (o ile w ogóle), bo sporo od okoliczności zależy. Tym niemniej dość dobre pojęcie o sobie mam. A nawet wychodząc z założenia, że "tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono" - o sytuacji opisanej powyżej mogę wypowiadać się dość pewnie. Bo mnie już nią sprawdzono, bo byłam tam sama ze sobą i okoliczności tych zaznałam.
Awatar użytkownika
Miltonia
Weteran
Weteran
Posty: 1359
Rejestracja: 17 paź 2004, 22:45
Skąd: Warszawa
Płeć:

Postautor: Miltonia » 28 maja 2007, 09:31

Zycie w pojedynke nie oznacza samotnosci. Samotnosc to bardziej stan umyslu. Nasze relacje z przyjaciolmi, rodzina moga, na ten czas bezzwiazkowy, byc pewnego rodzaju zastepstwem, ciwczeniem relacji. Wtedy czlowiek nie ma jak zdziczec.
Problem zaczyna sie wtedy, kiedy w ogoole nie mamy umiejetnosci tworzenia prawidlowych relacji. Zwykle osoby samotne nie maja bliskich innych relacji lub maja je nieprawidlowe - z rodzina, przyjaciolmi. Nie ma takiej mozliwosci, zeby ludzie potrafiacy tworzyc relacje, byli dlugotrwale samotni, tzn bez partnera. I zadne czekanie na odpowiednia osobe nie pomoze. Bo ile mozna tylko czekac? 5-10 lat? Chyba ze przez ten czas cos sie ze soba robi i uczy, przygotowuje do zwiazku. Wtedy jest szansa.
"a miłość tylko jedną można wszędzie spotkać
przed grzechem i po grzechu zostaje ta sama"
Awatar użytkownika
tank girl
Uzależniony
Uzależniony
Posty: 483
Rejestracja: 21 gru 2005, 06:47
Skąd: inąd
Płeć:

Postautor: tank girl » 28 maja 2007, 11:06

pani_minister pisze:
tank girl pisze:Chodzi o umiejętność dzielenia zamkniętej przestrzeni z drugim człowiekiem

I dlatego przestrzeń powinna być duuuża. Idealny układ to dwa mieszkania na jednym piętrze - tudzież dwa połączone domy, jak u Fridy :)
Tym niemniej wydaje mi się, że to bardziej kwestia nastawienia, a nie nabytych (lub zapomnianych) umiejętności współżycia w ograniczonej przestrzeni. Znam ludzi, którzy mieszkali bezproblemowo lat parę w akademikach, z obcymi ludźmi na ograniczonej przestrzeni 10 metrów kwadratowych - a w chwili, gdy tę samą przestrzeń zaczynali dzielić ze swoją połówką awantury o te głupie brudne skarpetki potrafiły psuć związek. Bo współlokatora pozbyć się jest stosunkowo trudno - a partnerowi (teoretycznie) można w każdej chwili powiedzieć, że to koniec i położyć w ten sposób kres niesnaskom. Może jakby podchodzić to tych ukochanych połówek w podobny sposób, jak do obcych, szanse na przetrwanie związku byłyby większe? :>

O, bardzo ciekawy wniosek :)

Faktycznie chyba coś w tym jest. Wielu ludziom pobłażliwość dla obcych przychodzi łatwiej niż dla bliskich. Różnie bywa. No i na pewno istotny jest tu czynnik o którym wspomniałaś - komplikacje związane z uwolnieniem się od współlokatora. Chociaż, to też nie jest reguła. Ot, np. zjawisko skakania sobie do oczu załogantów podczas regat dookoła świata. Problem jest na tyle poważny, że z każdą załogą pływa ponoć profesjonalny psycholog :)

pani_minister pisze:
tank girl pisze:Zbyt długa samotność bowiem uniemożliwia podobno przestawienie się z powrotem do trybu życia nie w pojedynkę.

Jestem żywym dowodem, że nie zawsze musi być to prawdą :D

Chodziło chyba raczej o samotność naprawdę zaawansowaną, czyli nie tyle singlostwo, a prawie całkowity brak bliskiego kontaktu z innymi ludźmi, czyli stan, który bardzo często ma miejsce w przypadku emerytów m.in.

Samotne sypianie to pierwszy z poziomów samotności. Ale można też nie mieć rodziny, przyjaciół, ani znajomych. Sądzę, że o coś takiego mogło chodzić, ale pewna na 100% nie jestem.

Faktem jest natomiast, że długotrwałe odosobnienie, tj. przebywanie tylko ze sobą, bez kontaktu ze światem zewnętrznym, bardzo zmienia człowieka. I tutaj wspomniany już przykład badaczki, która zamknąwszy się, w jaskiniach jakichś, bodajże, nie była w stanie funkcjonować wśród ludzi po powrocie.

Przyznam, że sama także pokusiłam się kiedyś o experyment i spędziłam samotnie na działce ok. dwóch tygodni. W przestrzeni paru kilometrów nie było żywej duszy. Do tego oczywiście żadnego telewizora na wyposażeniu domku. Tylko ja i przyroda w postaci lasu i małej rzeczki, a do tego sporo książek i innych materiałów naukowych.

Powiem Wam, że nawet tych kilkanaście dni dało odczuwalne efekty. Po paru dobach, człowiek zaczyna się wyciszać. Potem jego ruchy stają się oszczędniejsze, a zmysły bardzo wyostrzają. Zapewne reakcje są w dużym stopniu indywidualne, ale zastanawiam się jak daleko by ów proces zaszedł gdybym nie miała radia, bo w okresach, gdy go celowo nie włączałam, poczucie wyciszenia i dojmującej głębi nasilało się....

Podsumowując; byłabym ostrożna przy formułowaniu ostatecznych opinii w kwestii tego, że samotność i odosobnienie na umysł ludzki wpływu nie mają :)

tank girl pisze:Bodajże w którymś numerze Charakterów (z ostatnich 15-20 miesięcy). Z artykułu wynikało, że żyjąc samotnie człowiek dziczeje, i że po przekroczeniu pewnych granic, stan owego zdziczenia staje się nieodwracalny.

czero pisze: To fakt, to się cholernie uzewnętrznia.

A i owszem. Ciekawe, czy są jakieś cechy charakterystyczne tego stanu. Stosownych opracowań zapewne nie brakuje. Może warto byłoby dotrzeć do nich.

Marissa pisze:Czyli co? 2-3 lata samotności i już się nikogo nie znajdzie? To śmieszne. Ale jeśli ktoś mi wskaże naukowe badania to się przekonam że ma rację, inaczej śmiem w to wątpić.

Znajdzie się, ale stworzenie satysfakcjonującej relacji z tym kimś może być trudne albo niemożliwe.

PFC pisze:można zbudować sobie perfekcyjny mur wokól siebie, nawet wtedy, gdy codziennie ma się kontakt z dziesiątkami osób, gdy jest się miłym, wesołym, itp...

soulvibrates pisze:Znam wiele takich osob,super ludzie,mili ,uprzejmi, weseli ,ludzie ich lubia ,ale jest cos co nie pozwala sie do nich zblizyc sami sie odgradzaja od blizszych kontaktow,sami chyba nie wiedza ile na tym traca,chociaz to moze byc tez ich swiadomy wybor.Nie wiem ,ciezko wniknac w umysl i sposob myslenia takich ludzi.

Oj, tak :)

jbg pisze:Osoby miłe i wesołe, a jednak bez przyjaciół. Ciekawe z czego to wynika: z niechęci danej osoby do utrzymywania kontaktów, czy raczej z braku chęci innych osób.

Ja bym powiedziała, że czasem z niechęci danej osoby do kontaktowania się innymi, a czasem z braku chęci innych do kontaktów z tą osobą. Czasem zaś też pewnie z jednego i drugiego :)

Miltonia pisze:Zycie w pojedynke nie oznacza samotnosci. Samotnosc to bardziej stan umyslu. Nasze relacje z przyjaciolmi, rodzina moga, na ten czas bezzwiazkowy, byc pewnego rodzaju zastepstwem, ciwczeniem relacji. Wtedy czlowiek nie ma jak zdziczec.

Ma, ale na pewno jest mu trudniej :)

Problem zaczyna sie wtedy, kiedy w ogoole nie mamy umiejetnosci tworzenia prawidlowych relacji.

Zgadzam się. Ale ocena tego, co to znaczy "prawidłowa relacja" to temat rzeka i materiał na oddzielną dyskusję :)

Nie ma takiej mozliwosci, zeby ludzie potrafiacy tworzyc relacje, byli dlugotrwale samotni, tzn bez partnera. I zadne czekanie na odpowiednia osobe nie pomoze. Bo ile mozna tylko czekac? 5-10 lat?

Wydaje mi się, że to nie tyle kwestia braku umiejętności, tylko braku gotowości na kompromis w sferze uczuć. Wiele osób woli być singlem niż pakować się w związek z rozsądku z kimś, kto nie spełnia ich wymagań, ot po prostu, byle kogoś mieć. Kogokolwiek. Wielu wybiera tzw. samotność zamiast tego.

Chyba ze przez ten czas cos sie ze soba robi i uczy, przygotowuje do zwiazku. Wtedy jest szansa.

Na tym właśnie m.in. polega atrakcyjność bycia singlem. Jest duuużo czasu na wszechstronny rozwój :)
I niech nie opuszcza ciebie twoja siostra Pogarda, dla katów, szpiclów, tchórzy... :] (Zbigniew Herbert)
Awatar użytkownika
PFC
Weteran
Weteran
Posty: 913
Rejestracja: 21 sie 2006, 19:14
Skąd: Szczecin/Poznań
Płeć:

Postautor: PFC » 28 maja 2007, 13:41

Miltonia pisze:Bo ile mozna tylko czekac? 5-10 lat?


Do skutku. :D

tank girl pisze:Przyznam, że sama także pokusiłam się kiedyś o experyment


Taki eksperyment zrodzi określone skutki wśród ludzi twego pokroju, na innych zaś nie zrobi wrażenia wikększego... <aniolek> Najważniejszy jest model życia danego człowieka: jeśli ktoś od ładnych paru.parunastu lat była raczej samotnikiem czy indywidualistą, to w jakimś stopniu jest to jego naturalny stan ducha i zapewen nie odczuwa z tego powodu większych frustracji (vide ja <diabel> )... Natomiast mogę sobie wyobrazić, że dla osoby prowadzącej niezwykle aktywny tryb funkcjonowania, pełen ludzi - nagłe popadnięcie w samotność okaże się zapewne szokiem, wpływającym ogólnie na psychikę i w tym tkwi zapewne fenomen cytowanej przez Ciebie badaczki... :)

tank girl pisze:Ja bym powiedziała, że czasem z niechęci danej osoby do kontaktowania się innymi, a czasem z braku chęci innych do kontaktów z tą osobą. Czasem zaś też pewnie z jednego i drugiego :)


To jest chyba najtrafniejsza odpowiedź, z tym, że punkt ciężkości umieściłbym w pierwszym zdaniu. <aniolek>

tank girl pisze:Wiele osób woli być singlem niż pakować się w związek z rozsądku z kimś, kto nie spełnia ich wymagań, ot po prostu, byle kogoś mieć. Kogokolwiek. Wielu wybiera tzw. samotność zamiast tego.


<browar> Dodam jeszcze, że czasami niektórzy nie czują, by ich osobowość odpowiadała potencjalnym partnerom, dlatego też - nie chcąc nikogo unieszczęśliwiać - wybierają mniejsze zło. <diabel> Ostatnio usłyszałem ciekawą hipotezę: życie w samotności oznacza zodę na zaprzepaszczenie czyto teoretycznych możliwości, życie w związku zaś: zgodę na pewne jak w banku ograniczenia i problemy. Czyli mały minus, kontra wielki minus. <lol>

Miltonia pisze:Chyba ze przez ten czas cos sie ze soba robi i uczy, przygotowuje do zwiazku.


Ja tam wszystko co w życiu robię (nie chodzi o wyłącznie materialny wydźwięk tego słowa): robię dla siebie... Staram się uczyć wielu rzeczy, bo wiem, że nikt mi nie pomoże, a coś takiego, jak "przygotowanie się do zwiażku" wydaje mi się lekko nietrafne w kontekście nieprawdopodobnej losowości kwestii z tą sferą życia związnych. Jaki jest sens przygotowywać się do czegoś, co jest niczym "statek widmo"?... Na takie sytuacje nie można być gotowym: albo się człowiek w nich odnajduje, albo nie.
Szczecin Floating Garde 2050 Project.
Awatar użytkownika
Miltonia
Weteran
Weteran
Posty: 1359
Rejestracja: 17 paź 2004, 22:45
Skąd: Warszawa
Płeć:

Postautor: Miltonia » 28 maja 2007, 14:55

PFC pisze:
Miltonia pisze:Chyba ze przez ten czas cos sie ze soba robi i uczy, przygotowuje do zwiazku.


Ja tam wszystko co w życiu robię (nie chodzi o wyłącznie materialny wydźwięk tego słowa): robię dla siebie... Staram się uczyć wielu rzeczy, bo wiem, że nikt mi nie pomoże, a coś takiego, jak "przygotowanie się do zwiażku" wydaje mi się lekko nietrafne w kontekście nieprawdopodobnej losowości kwestii z tą sferą życia związnych. Jaki jest sens przygotowywać się do czegoś, co jest niczym "statek widmo"?... Na takie sytuacje nie można być gotowym: albo się człowiek w nich odnajduje, albo nie.


Nieprawda. Jesli sie odnajduje, to oznacza, ze zostal prawidlowo zsocjalizowany. Jesli sie nie odnajduje, to ma szanse cos z tym zrobic, swiadomie pracowac nad soba, bo nie kazdemu rodzina i wychowanie dalo dobre zaplecze.
Nie ma tu mowy o losowosci. Losowosc dotyczy jedynie zakochania i to nie az tak bardzo, jak sie wydaje, ale niech bedzie.
To, ze komus nikt spotkany nie pasuje na partnera tez rodzi pytanie, dlaczego tak jest. Nieumiejetnosc wchodzenia w zwiazki ma swoje zrodla i jest rzeczywiscie pewnym defektem. Nadzieja jest to, ze mozna cos z tym zrobic.
"a miłość tylko jedną można wszędzie spotkać

przed grzechem i po grzechu zostaje ta sama"
Awatar użytkownika
PFC
Weteran
Weteran
Posty: 913
Rejestracja: 21 sie 2006, 19:14
Skąd: Szczecin/Poznań
Płeć:

Postautor: PFC » 28 maja 2007, 15:26

Miltonia pisze:Jesli sie odnajduje, to oznacza, ze zostal prawidlowo zsocjalizowany.


A moim zdaniem oprócz tego o czym pisałaś ma jeszcze kupę szczęścia, w każdej chwili może wydarzyć się kilka rzeczy - niekoniecznie z socjalizacją danego osobnika związanych - które mu to uniemożliwią skutecznie.

Miltonia pisze:To, ze komus nikt spotkany nie pasuje na partnera tez rodzi pytanie, dlaczego tak jest.


A co, jeżeli ktoś nie ocenia kategoriami pasuje/nie pasuje, lecz po prostu daje sobie spokój z aktywnością na tym polu, nie postrzegając innych w w/w sposób?... Są osoby, które np. nigdy nie nauczą się (i nawet nie chcą, bo zdają sobie z tego sprawę) jeździć samochodem i o nich nie mówi się, że defekt mają jakiś... Ja uważam, że jest rozsądną rzeczą dystanswać się od wszystkiego, do czego - w moim przekonaniu - się nie nadaję/nie mam chęci itp. To jest po prostu pewna świadoma decyzja i tyle.
Szczecin Floating Garde 2050 Project.
nadia
Uzależniony
Uzależniony
Posty: 419
Rejestracja: 18 lut 2007, 17:53
Skąd: ze wschodu
Płeć:

Postautor: nadia » 28 maja 2007, 17:00

PFC pisze:Miltonia napisał/a:
To, ze komus nikt spotkany nie pasuje na partnera tez rodzi pytanie, dlaczego tak jest.


A co, jeżeli ktoś nie ocenia kategoriami pasuje/nie pasuje, lecz po prostu daje sobie spokój z aktywnością na tym polu, nie postrzegając innych w w/w sposób?... Są osoby, które np. nigdy nie nauczą się (i nawet nie chcą, bo zdają sobie z tego sprawę) jeździć samochodem i o nich nie mówi się, że defekt mają jakiś... Ja uważam, że jest rozsądną rzeczą dystanswać się od wszystkiego, do czego - w moim przekonaniu - się nie nadaję/nie mam chęci itp. To jest po prostu pewna świadoma decyzja i tyle.


Ad Miltonia. Dlaczego tak jest ? To jest dla mnie arcyciekawe pytanie i bardzo oczekuję rozsądnej jak zwykle odpowiedzi specjalisty.

Ad. PFC. PO pierwsze, nie porównuj jeżdzenia samochodem do wchodzenia w związki. PO drugie, jeżeli do czegoś się nie nadajesz to powinieneś właśnie to ćwiczyć, a nie zostawiać odłogiem. Natomiast, jeżeli na coś nie masz chęci, to nie ma tu żadnej śWIADOMEJ decyzji. Ponowię więc pytanie: jaka to jest decyzja i z czego ona wynika ?!??
Awatar użytkownika
PFC
Weteran
Weteran
Posty: 913
Rejestracja: 21 sie 2006, 19:14
Skąd: Szczecin/Poznań
Płeć:

Postautor: PFC » 28 maja 2007, 18:06

nadia pisze:PO pierwsze, nie porównuj jeżdzenia samochodem do wchodzenia w związki.


Każde zestawienie będzie tu nie na miejscu (a bywały nie tak dawno najróżniejsze <lol> ), bo nie ma dwóch identycznych rzeczy... dwóch liści czy dwóch drzew... Ja staram się tylko, by me porównania były czytelne i do każdego dotarły. :D

nadia pisze:PO drugie, jeżeli do czegoś się nie nadajesz to powinieneś właśnie to ćwiczyć, a nie zostawiać odłogiem.


Czy ja wiem? <aniolek> Nie posiadam np. jakiejś specjalnej potrzeby posiadania umiejętności chodzenia na rękach i coś mówi, że mogę to sobie spokojnie opuścić... podobniej jak i to, co jest tematem rozmowy naszej... Gdy mi na czymś zależy, coś mnie intryguje, to wtedy potrafię zdobyć się na wiele, ale w tej konkretnej sytuacji nie czuję takiej potrzeby po prostu.

nadia pisze:Natomiast, jeżeli na coś nie masz chęci, to nie ma tu żadnej śWIADOMEJ decyzji.


"Każda decyzja - nawet ucieczka przed jej podjęciem - jest jakimś wyborem" :D

nadia pisze:jaka to jest decyzja i z czego ona wynika ?!??


Myślę, że na pierwszą część pytania odpowiedziałem (jeżeli nie, to zachęcam do czytania wcześniejszych postów, niekoniecznie z tego tematu - moje poglądy są, bowiem, względnie spójne). <aniolek> ...A z czego ona wynika? Jeden z żołnierzy brytyjskich po trzeciej bitwie nad Ypres (I WW) powiedział: "To była śmierć ideaów". <evilbat> Gdy idealistycznie nastawiony człowiek zaczyna poznawać życie, a świat po kolei obdziera go z niemal wszystkich złudzeń, to czasami po prostu nie ma ochoty iść tą drogą do aż końca. Woli sobie pewnych rzeczy zaoszczędzić... A jeśli ten człowiek jest jeszcze indywidualistą, to już łatwo przychodzi mu podejmować tego rodzaju decyzje... Tyle mogę powiedzieć; więcej nie zamierzam, bo i tak zająłem w tym topicu stanowczo zbyt wiele miejsca. Także jeżeli nie ma dalszych pytań, to byłoby na tyle. <aniolek>
Szczecin Floating Garde 2050 Project.
Awatar użytkownika
Mona
Weteran
Weteran
Posty: 2944
Rejestracja: 16 lis 2004, 13:34
Skąd: Gdynia
Płeć:

Postautor: Mona » 29 maja 2007, 10:39

pani_minister pisze:Czy to ma oznaczać, że nigdy siebie nie poznam?

To oznacza, że nigdy nie poznasz siebie do końca, ja też, jak i wszyscy ludzie :)
pani_minister pisze:Że do końca życia skazana jestem na domyślanie się jedynie, co we mnie tkwi?

ministrowo - co jeszcze tkwi :)

Co do samotności, to logiczne jest, że muszą zajść zmiany w człowieku, gdy jest odosobniony, ponieważ nie został stworzony do życia w pojedynkę. Gdyby samotne życie było tak idealne, nie byłoby większości tematów w tym dziale :)
PFC pisze:Ja staram się tylko, by me porównania były czytelne i do każdego dotarły. :D

Ale porównanie umiejętności jeżdżenia samochodem do trwania w związku, to nie było akurat trafne ;)
"Cause we all have wings, but some of us don’t know why"

Joe Cocker
Awatar użytkownika
tank girl
Uzależniony
Uzależniony
Posty: 483
Rejestracja: 21 gru 2005, 06:47
Skąd: inąd
Płeć:

Postautor: tank girl » 29 maja 2007, 11:53

PFC pisze:
tank girl pisze:Przyznam, że sama także pokusiłam się kiedyś o experyment

Taki eksperyment zrodzi określone skutki wśród ludzi twego pokroju, na innych zaś nie zrobi wrażenia większego... <aniolek>

"Mojego pokroju"? Tzn. jakiego konkretnie? Pytam, bo przecież się nie znamy i mimo faktu, że napisałam tu kilka postów, wiesz o mnie w sumie bardzo niewiele :)

Najważniejszy jest model życia danego człowieka [...]

Zgadzam się, ale tylko do pewnego stopnia. Po przekroczeniu pewnych granic odosobnienie i odcięcie bodźców walnie w każdego. Nawet najwięksi twardziele wymiękają w deprywatorze sensorycznym (nie mylić z deprawatorem ;d ). Na zdecydowaną większość wystarcza jednak zwykły, dźwiękoszczelny pokój :)

Jeśli ktoś od ładnych paru-parunastu lat jest raczej samotnikiem czy indywidualistą, to w jakimś stopniu jest to jego naturalny stan ducha i zapewen nie odczuwa z tego powodu większych frustracji (vide ja <diabel> )...

Czy można mnie nazwać indywidualistką, to już nie mnie oceniać, ale pod typ samotnika podpadam na pewno - paradoxalnie, mimo dużej łatwości nawiązywania kontaktów z ludźmi :)

Natomiast mogę sobie wyobrazić, że dla osoby prowadzącej niezwykle aktywny tryb funkcjonowania, pełen ludzi - nagłe popadnięcie w samotność okaże się zapewne szokiem, wpływającym ogólnie na psychikę i w tym tkwi zapewne fenomen cytowanej przez Ciebie badaczki... :)

Niezupełnie. Badaczka zamknęła się w jaskiniach, nie wiem dokładnie na ile. Rozwaliło ją to kompletnie i sądzę, że nawet na zatwardziałych samotników takie doświadczenie wywarłoby wpływ.

Zgodzę się jednak, że osoby przebywające na co dzień dużo wśród mas ludzkich, takie odcięcie od świata odczułyby dotkliwiej.

Ostatnio usłyszałem ciekawą hipotezę: życie w samotności oznacza zodę na zaprzepaszczenie czysto teoretycznych możliwości, życie w związku zaś: zgodę na pewne jak w banku ograniczenia i problemy. Czyli mały minus, kontra wielki minus. <lol>

Niezłe! Naprawdę, podoba mi się bardzo. Aż sobie zapiszę :)

A skoro takie texty przytaczasz, to mam dwa wiersze dla Ciebie:


[center]Gunnar Ekelof
(1907-1968)

* * *

Jesteś samotny -
niech i tak będzie!
Nabierzesz w końcu
wielkiej wprawy.


SAMOTNOŚĆ

Samotność,
wola samotności,
konieczność samotności,
aż do źródła i dogmatu samotności
- to oczywiście znak ubóstwa!
Lecz czy ubóstwo ducha
nie jest konieczne?
Aby posiąść coś większego!
Ubóstwo znaczy co innego:
tylko ten, kto jest bogaty
pozwala sobie na ubóstwo,
a ten, kto słyszy głosy
na ciszę....[/center]
Ostatnio zmieniony 29 maja 2007, 12:57 przez tank girl, łącznie zmieniany 2 razy.
I niech nie opuszcza ciebie twoja siostra Pogarda, dla katów, szpiclów, tchórzy... :] (Zbigniew Herbert)
nadia
Uzależniony
Uzależniony
Posty: 419
Rejestracja: 18 lut 2007, 17:53
Skąd: ze wschodu
Płeć:

Postautor: nadia » 29 maja 2007, 12:18

Jak się tak poetycko zrobiło to... :

Whosoever is delighted in solitude is either a wild beast or a god. (Francis Bacon)
(Ten kto znajduje przyjemność w samotności, jest albo dziką bestią albo Bogiem.)
Awatar użytkownika
tank girl
Uzależniony
Uzależniony
Posty: 483
Rejestracja: 21 gru 2005, 06:47
Skąd: inąd
Płeć:

Postautor: tank girl » 29 maja 2007, 13:06

Też niezłe. Ale co z bogiem, który jest dziką bestią? ;d
I niech nie opuszcza ciebie twoja siostra Pogarda, dla katów, szpiclów, tchórzy... :] (Zbigniew Herbert)
Awatar użytkownika
PFC
Weteran
Weteran
Posty: 913
Rejestracja: 21 sie 2006, 19:14
Skąd: Szczecin/Poznań
Płeć:

Postautor: PFC » 29 maja 2007, 19:36

tank girl pisze:"Mojego pokroju"? Tzn. jakiego konkretnie?


Chodziło mi o ogólne pojęcie, tzn., że Ty (podobnie jak my wszyscy) na pewno zaliczasz się do jakieś podgrupy ludzi, jeżeli chodzi o charakter, otwartość, siłę psychiki, itp... W żadnym wypadku nie zamierzałem Cię oceniać, a jeżeli niezbyt wyraźnie się wyraziłem, to przepraszam. <aniolek>

tank girl pisze:a zdecydowaną większość wystarcza jednak zwykły, dźwiękoszczelny pokój


Tyle, że to nie jest sytuacja naturalna, lecz sztuczna. <aniolek> Zasadniczo człowiek w normalnych warunkach nie ma możliwości odcięcia się od wszystkiego, gdyż nawet, jeżeli nie posiada kontaktu z innymi, to ma kontak ze światem, rozumianym jako przyroda, zwierzęta, błękitne niebo nad głową. <aniolek> Pewnie, że zamykając kogoś w na ileś tam lat w ciemnej wieży, można z niego zrobić bestię, ale to są sytuacje naprawdę rzadkie i ekstremalne... W każdym innym wypadku człowiek nigdy nie jest całkiem sam, bo nie żyje zawieszony w próżni, lecz w świecie. :) Ja np. jestem trochę jak kot - często bardziej przywiązuję się do miejsca, niż do ludzi. <lol>

tank girl pisze:Badaczka zamknęła się w jaskiniach, nie wiem dokładnie na ile. Rozwaliło ją to kompletnie i sądzę, że nawet na zatwardziałych samotników takie doświadczenie wywarłoby wpływ.


Jakby mnie zamknięto w bunkrze atomowym, to również źle by to odebrał. <diabel> Ale gdyby wysadzono na jednej z bezludnych wysepek Pacyfiku np., to sądzę, że te kilka miesięcy przeżyłbym w znacznie leszpym nastroju... A co powiesz o japońskich żołnierzach, którzy ukrywali się na Borneo od 1944 do 2005 zdaje się roku? Jakoś przetrwali, chociaż nie wiem, na ile wpłynęło to na ich psychikę. Myślę, że warto by się zapoznać z relacjami na ten temat. <aniolek>

tank girl pisze:Niezłe! Naprawdę, podoba mi się bardzo. Aż sobie zapiszę :)


Skoro tak, to przyznam się, że to moja hipoteza. <aniolek>

tank girl pisze:A skoro takie texty przytaczasz, to mam dwa wiersze dla Ciebie:


A dziękuję bardzo. <przytul> Najbardziej podobała mi się końcówka drugiego. <diabel>

nadia pisze:Ten kto znajduje przyjemność w samotności, jest albo dziką bestią albo Bogiem.


Nigdy nie ma czegoś takiego, jak "albo albo". :D
Szczecin Floating Garde 2050 Project.
Awatar użytkownika
czero
Pasjonat
Pasjonat
Posty: 193
Rejestracja: 06 mar 2006, 22:50
Skąd: del Paraguay
Płeć:

Re: Samotność = ułomność??

Postautor: czero » 29 maja 2007, 23:02

Black007_pl pisze:Witam.
Dawno tutaj nic nie pisałem.
Ostatnio czuje się trochę wyobcowany w pracy, a to dlatego, że jako jedyny rodzynek nie mam drugiej połówki, toteż nie dotyczą mnie nie które żarty reszty załogi, czy też anegdotki itp. itd.
Czasem czuję się jak intruz, outsider.
Czy wy też macie czasem takie odczucia?

I czy tylko mi się tak wydaje, czy to faktycznie tak jest??

Pozdrawiam.
Ja też w robocie jestem jednym z nielicznych wybrańców. Anegdotki o mnie również krążą - ten dupiarz, babiarz, podrywacz.
W sumie jest to niesprawiedliwe, bo baby same się pchają, ale właśnie w tym sęk - pchają się takie, których ja nie chcę, bądź nie mogę wziąść z różnych powodów (np. za mężatkami to ja akurat nie tego...)

Uszy do góry, gorzej nie będzie <hahaha>

[ Dodano: 29 Maj 2007, 23:16 ]
Mona pisze:
Black007_pl pisze:Tak więc teraz mi dobrze, ale jednak moja ekipa w pracy uważa, że jest mi potrzebna kobieta..

Zacznij sypać dowcipami o singlach :D A kobieta... zjawi się, jak przyjdzie na to czas :)
Zapewne masz rację. Tak przypomniało mi się co nieco. Słyszałem o gościu, który swoją pierwszą dziewczynę i pózniejszą żonę zapoznał w wieku... 37 lat :|
Podobno normalny, nie pracoholik, nie taki dupowaty. chyba nie miał szczęścia, jak wieść gminna niesie.

Powiedziałem toto kumplowi, który cierpi na załamkę z powodu braku bratniej duszyczki. Mało nie wykorkował, pogrążył się że hej (te 30ci na karku nieźle mu wali w dekiel) <szczerbaty>

[ Dodano: 29 Maj 2007, 23:21 ]
pani_minister pisze:
czero pisze:czy naprawdę znasz siebie na tyle

Znam siebie lepiej, niż kogokolwiek innego. Ty nie znasz siebie? Dlaczego?

Ponieważ to jest niemożliwe. Jestem przekonany, że do końca swoich dni nie poznam siebie do końca. Zresztą nie wiem, jak zachowałbym się w pewnych sytuacjach których jeszcze nie przeżyłem.
Niebanalna formacja, niebanalna muza:
http://www.96project.cal.pl/
aguleck 24
Zaglądający
Zaglądający
Posty: 17
Rejestracja: 04 sty 2007, 23:05
Skąd: z daleka
Płeć:

Postautor: aguleck 24 » 30 maja 2007, 18:56

A ja byłam sama (bez partnera, ale nie samotna) przez prawie całe moje dorosłe życie z krótkimi przerwami na "lużne" związki. Nigdy nie byłam z kimś na takim etapie, żeby czuć iż mam prawo mówić MY. Chyba żaden facet nie miał do tej pory do mnie cierpliwości, bo budowałam wokół siebie mur i trzymałam ich wszystkich na dystans.
I zaczęłam już wierzyć, że jestem skazana na samotność, czy raczej po prostu tak skonstruowana, że dla mojego dobra i dobra potencjalnych partnerów powinnam być sama.
Ale pojawił się w moim życiu ktoś, kto zmienił moje myślenie. Najpierw przez lata byliśmy dobrymi znajomymi, póżniej staliśmy się bliskimi przyjaciółmi, a od pół roku jesteśmy bliżej, ale nie na tyle, żeby się nawzajem ograniczać czy osaczać. I to chyba dla mnie była najlepsza droga, żeby się do kogoś zbliżyć i przed nim otworzyć.
Więc naprawdę z własnego doświadczenia wiem, że uczucie pojawia się kiedy się go najmniej spodziewamy i że nawet zatwardziały singiel ma szansę na udany związek. przynajmniej ja chcę w to wierzyć.
Awatar użytkownika
pani_minister
Administrator
Administrator
Posty: 2011
Rejestracja: 23 kwie 2006, 05:29
Skąd: Dublin
Płeć:

Postautor: pani_minister » 02 cze 2007, 14:33

Tak tu się cytatowo zrobiło, pomyślałam, że wrzucę jeden z moich ulubionych tekstów Bukowskiego, a potem przypomniało mi się, że już to zrobiłam :D W tym temacie:
http://agnieszka.com.pl/forum_php/viewt ... ht=#253829

Mona pisze:
pani_minister napisał/a:
Czy to ma oznaczać, że nigdy siebie nie poznam?


To oznacza, że nigdy nie poznasz siebie do końca, ja też, jak i wszyscy ludzie :)
pani_minister napisał/a:
Że do końca życia skazana jestem na domyślanie się jedynie, co we mnie tkwi?


ministrowo - co jeszcze tkwi :)

Wychodząc z takich założeń dochodzimy do paradoksu, kiedy nie jestem w stanie powiedzieć, co jeszcze we mnie tkwi i nie mogę w jakikolwiek sposób się zdefiniować, bo sama dla siebie jestem wiecznie niepoznawalna i zagadkowa. Każdą próbę samookreślenia z góry skazujesz w ten sposób na niepowodzenie, uznając, że skoro samookreślenie to nie zostanie sprecyzowane do ostatnich granic, nie zostawiając żadnego pola niezbadanego - to nie ma w ogóle jakiegokolwiek znaczenia. Jak napisałam - znam siebie lepiej, niż kogokolwiek innego. Znam siebie całkiem dobrze, śmiem rzec. Znam siebie szczególnie dobrze w tych kwestiach, których bezpośrednio doświadczyłam, czyli ze sporym przekonaniem wypowiadam się na przykład na temat mojego życia w samotności. Śmieszne wydaje mi się to, że ktoś (tak jak czero) próbuje podważyć moje słowa, wynikające nie tylko z tego, co mi się roi, ale i z doświadczenia, argumentem "sama siebie nie znasz".

Nie potrafiłabym funkcjonować ze świadomością, że sama dla siebie jestem obcą osobą, nieprzewidywalną i nieznaną. Wystarczy mi świadomość, że inni są Obcy, ja jestem Swoja. Nie wiem i nie umiem pewnych rzeczy, pewnie gdybym wiedziała i umiała - mogłabym postępować inaczej, to fakt. W tym sensie faktycznie coś we mnie tkwi, jakiś nieokreślony potencjał. Tym niemniej rdzeń pozostaje stały i znajomy, czyli Ja. Dość dobrze poznana.
Awatar użytkownika
shaman
Weteran
Weteran
Posty: 2261
Rejestracja: 16 cze 2005, 15:30
Skąd: Polska
Płeć:

Postautor: shaman » 02 cze 2007, 15:41

So, the point is, że nigdy nie poznasz siebie do końca. Bo wciąż się zmieniasz, bo się nie da, whatever. Ale to, jak bardzo już znasz siebie, zupełnie wystarczy do bycia świadomym siebie, swoich wyborów i ich motywów.

Zgadzam się.

Powiedzmy, że jest bezwzględne "(całkowite) poznanie siebie" i względne "(całkowite) poznanie siebie".
Awatar użytkownika
PFC
Weteran
Weteran
Posty: 913
Rejestracja: 21 sie 2006, 19:14
Skąd: Szczecin/Poznań
Płeć:

Postautor: PFC » 02 cze 2007, 15:55

pani_minister pisze:http://agnieszka.com.pl/f...ghlight=#253829


Brzmi to trochę, jak wnaturzenia jakiegoś chorego, nieszczęśliwego człowieka. <evilbat> Ja tam preferuję samotność na wesoło. :)
Szczecin Floating Garde 2050 Project.
nadia
Uzależniony
Uzależniony
Posty: 419
Rejestracja: 18 lut 2007, 17:53
Skąd: ze wschodu
Płeć:

Postautor: nadia » 04 cze 2007, 13:43

Samotność nie równa się ułomność, ale brak miłości owszem.... :]

POlecam:
http://partnerstwo.onet.pl/1414983,3505,1,artykul.html
Awatar użytkownika
pani_minister
Administrator
Administrator
Posty: 2011
Rejestracja: 23 kwie 2006, 05:29
Skąd: Dublin
Płeć:

Postautor: pani_minister » 04 cze 2007, 13:48

PFC pisze:Ja tam preferuję samotność na wesoło.

Jak można całe życie być wesołym? Cała gama uczuć wtedy ucieka. Stała wesołość kojarzy mi się z wesołkowatością, sztucznie podtrzymywaną, pełną obaw przed chwilą ciszy i zadumy.

Co innego szczęśliwość. Szczęśliwym można być nawet w smutku, nie jest to powierzchowne jak radosna wesołość, może trwać pewniej i stabilniej. Od weselenia się wolę właśnie taką nudną i stabilną szczęśliwość i spokojność. Nawet ponurą niekiedy i dołującą, lubię moje melancholie :]
Awatar użytkownika
Golly Gee
Pasjonat
Pasjonat
Posty: 190
Rejestracja: 14 wrz 2006, 11:12
Skąd: *b*a*h*a*m*y*
Płeć:

Postautor: Golly Gee » 04 cze 2007, 15:27

tank girl pisze:Czasami bowiem po prostu brak odpowiednich ludzi wokół....

To znaczy, że co? Inni są winni? Bo nie wiem jak to rozumieć... Że niby gdzie są Ci ludzie odpowiedni?
ale wkoło jest wesoło
Awatar użytkownika
PFC
Weteran
Weteran
Posty: 913
Rejestracja: 21 sie 2006, 19:14
Skąd: Szczecin/Poznań
Płeć:

Postautor: PFC » 04 cze 2007, 15:30

pani_minister pisze:Jak można całe życie być wesołym?


No..., troszkę "płytko" się wyraziłem, więc spóbuję doprecyzować. <aniolek> Mi, osobiście, nie chodzi o to, by cały czas być wesołym, lecz aby cały czas pozostawać sobą i nie dać się porywać wszelkim płytkim oraz nieracjonalnym namiętnościom. A z wesołością ma to tyle wspólnego że, poprzez swój humor i ironiczno-prześmiewcze podejście do większości spraw tego świata pomaga mi ona utrzymywać się w tym stanie bez żadnych depresji czy kryzysów, które dzisiaj zdają się czymś, na kształt choroby cywilizacyjnej (no..., może był kiedyś jeden mały, o którym zresztą kiedyś pisałem, lecz dzisiaj i ślad po nim nie pozostał <diabel> )... To nie znaczy, że nie bywam zamyślony, że nie dopada mnie nigdy coś na kształ melancholii, że nie rozważam różnych rzeczy... Nie... Ale potrafię to wszystko upchnąć gdzieś głęboko w ciągu sekundy, gdy podchodzi do mnie inny człowiek, który chce porozmawiać... Tego, że jestem samotny jakoś specjalnie nie widać... no może tylko wtedy, gdy z nikim akurat nie gadam, bądź idę ulicą, bo wtedy zamykam się zupełnie na swe własne przemyślenia... Udało mi się również wynaleźć indywidualny sposób na pozbywanie się negatywny emocji, z samotnością związanych, więc nie mam do narzekania najmniejszych powodów. <aniolek>

pani_minister pisze:Nawet ponurą niekiedy i dołującą, lubię moje melancholie


Ty, jeśli się nie mylę, sama nie jesteś, a piszesz takim językiem, którym, zdaje się, ja winienem się posługiwać <diabel> . Dowodzi to tylko, jak bardzo różni ludzie żyją na świecie. :)

nadia pisze:http://partnerstwo.onet.p...,1,artykul.html


Co to za różowa propaganda?? Sorry, ale nie doczytałem do końca, bo myślałem że zwymiotuję od tych mas wszelkiej słodkości <belt> .

nadia pisze:Samotność nie równa się ułomność, ale brak miłości owszem....


Tzn. co?... Jestem niby ułomnym człowiekiem? :> ... Ja tam uważam, że każdy jest na ogół tym, za kogo sam się uważa, a mi daleko od myślenia o sobie w takich kategoriach. :)
Szczecin Floating Garde 2050 Project.
nadia
Uzależniony
Uzależniony
Posty: 419
Rejestracja: 18 lut 2007, 17:53
Skąd: ze wschodu
Płeć:

Postautor: nadia » 04 cze 2007, 17:40

PFC pisze:nadia napisał/a:
http://partnerstwo.onet.p...,1,artykul.html


Co to za różowa propaganda?? Sorry, ale nie doczytałem do końca, bo myślałem że zwymiotuję od tych mas wszelkiej słodkości <belt>

O Jezu, a dlaczego "różowa" ???? Jakie słodkości ? Przykłady: ?
PFC pisze:nadia napisał/a:
Samotność nie równa się ułomność, ale brak miłości owszem....


Tzn. co?... Jestem niby ułomnym człowiekiem? :> ... Ja tam uważam, że każdy jest na ogół tym, za kogo sam się uważa, a mi daleko od myślenia o sobie w takich kategoriach.

A pewnie, pewnie. Ale jestem pewna, że jeżeli przeżyjesz całe swe życie, nikogo nie kochając, z pewnością umierając pomyślisz o sobie jako o UłOMNYM...

Trochę w mocne tony uderzyłam, ale taka jest prawda. Ty PFC, jesteś jeszcze młodziutki szczylek, więc możesz sobie być nawet wesołkiem :) Na zdrowie. TYlko nie siedź tyle przy komputerze <diabel>

[ Dodano: 2007-06-04, 17:42 ]
I wiesz, te głupie tematy o teletubisiach.... Szkoda życie chłopie .... <glaszcze>
Awatar użytkownika
PFC
Weteran
Weteran
Posty: 913
Rejestracja: 21 sie 2006, 19:14
Skąd: Szczecin/Poznań
Płeć:

Postautor: PFC » 04 cze 2007, 18:06

nadia pisze:Przykłady: ?


Mam cały ten artykuł zacytować :? <diabel>

nadia pisze:że jeżeli przeżyjesz całe swe życie, nikogo nie kochając, z pewnością umierając pomyślisz o sobie jako o UłOMNYM...


Póki co poprzestańmy na tym, co jest. <aniolek> Swoją drogą może zdarzyć się i tak, że umrę w ułamku sekundy, a wtedy nawet nie będzie czasu na jakieś głębsze rozmyślania. <evilbat>

nadia pisze:Ty PFC, jesteś jeszcze młodziutki szczylek, więc możesz sobie być nawet wesołkiem


Co mój wiek ma do naszej rozmowy, to niespecjalnie rozumiem. :? Może jestem młody, ale dużo w życiu widziałem. <aniolek> I zdecydowanie nie nazwałbym siebie wesołkiem, no już raczej człowiekiem, który nie ma z samym sobą większych problemów, a w pewnych sytuacjach woli się raczej uśmiechać, niż płakać. <aniolek>

nadia pisze:TYlko nie siedź tyle przy komputerze


Spoko. Akurat ostanio dużo przy nim pracuję, stąd moja ożywiona aktywność... Lubię sobie często krótkie przerwy robić. :)

nadia pisze:I wiesz, te głupie tematy o teletubisiach....


Czy głupie :? Szczerze mówiąc widziałem tutaj dziesiątki głupszych (o technikach mierzenia penisa centymetrem krawieckim już nie wspominając <lol> ). A jak na topic z działu politycznego całkiemi niezłą popularnością się cieszył i nikt specjalnie nie narzekał... Za to jak założyłem tam kiedyś ambitniejszy odrobinę temat o polskiej polityce zagranicznej, to za bardzo nikt wypowiadać się nie chciał czy też nie umiał, więc - jako człowiek uczący się na własnych błędach - wyciągnąłem pewne wnioski. :D
Szczecin Floating Garde 2050 Project.
Awatar użytkownika
krackowiaczek
Pasjonat
Pasjonat
Posty: 200
Rejestracja: 26 maja 2004, 00:56
Skąd: krakow
Płeć:

Postautor: krackowiaczek » 04 cze 2007, 21:50

PFC pisze:Udało mi się również wynaleźć indywidualny sposób na pozbywanie się negatywny emocji, z samotnością związanych,


odkryles masturbacje? <hahaha> <diabel>
Awatar użytkownika
Martinoo
Pasjonat
Pasjonat
Posty: 289
Rejestracja: 18 lis 2006, 15:10
Skąd: Śląsk
Płeć:

Postautor: Martinoo » 04 cze 2007, 22:27

Ktoś powiedział "Samotność to kwestia wyboru". Można sie winić cały świat za to że sie jest samotnym ale tak naprawde to wybór każdego z nas.

Bo kocham jeszcze byłą/byłego.
Bo tamci źli byli...
Bo mi charakter na to nie pozwala
Bo jestem zbyt "niefajny" "kto by mnie zechciał"

Wszystko jest w naszych głowach i naszych rękach
Awatar użytkownika
PFC
Weteran
Weteran
Posty: 913
Rejestracja: 21 sie 2006, 19:14
Skąd: Szczecin/Poznań
Płeć:

Postautor: PFC » 05 cze 2007, 09:38

krackowiaczek pisze:odkryles masturbacje?


Co ma do neagatywnych emocji :? Moim zdanie większości ludzi służy wręcz do czegoś innego. <lol> Ech, chbya swoją miarką chcesz mnie mierzyć. <diabel> Swoją drogą sądziłem, że stać Cię na jakiś ambitniejszy tekst... Zabwany może i był, sam się uśmiałem, ale co on wniósł do tematu :?
Szczecin Floating Garde 2050 Project.
Awatar użytkownika
Pan Zet
Pasjonat
Pasjonat
Posty: 212
Rejestracja: 10 sty 2006, 19:06
Skąd: Prawie WWA ;)
Płeć:

Postautor: Pan Zet » 06 cze 2007, 00:20

Bedac samotnym czlowiek nie rozwija sie w sposob norlany, tak jak wieszkszocs ludzi. I jest to pewnego rodzaju ulomnosc. Mozna byc smaotnym przez jakis czas bodobnie jak bezrobotnym. ALe ciagle bycie w tymn stanie nie jest wskazkane.
Aha tez uwazam ze samotnosc to wybor, nikt nie zpuka do Ciebie. Najpierw ty potem oni

Wróć do „Miłość, uczucia, problemy”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 205 gości